Żużlowe przesądy i rytuały

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Żużlowcy, jak każdy z nas, mają swoje przyzwyczajenia, małe rytuały, jedni przywiązują do nich większą wagę, innym pomagają się po prostu skupić podczas zawodów. Są również tacy, którzy lubią mieć talizman na szczęście, innym wystarczy modlitwa – pisze Alicja Labrenc dla speedwayekstraliga.pl.

Wszelkie przygotowania mające na celu pobudzenie się przed biegiem, nieraz urastające do rangi rytuału, m.in. stukanie w kask, sprawdzanie manetki gazu, to standard wśród zawodników. Większość z nich posiada w boksie dodatkowe gogle, rękawiczki oraz kaski, bardziej dla komfortu psychicznego niż realnej potrzeby. Wszystko po to, aby poczuć się jak najpewniej podczas zawodów.

Jednym z bardziej przesądnych żużlowców jest Jason Crump, który wsiadał na motocykl, odwrotnie niż reszta zawodników, czyli zawsze z lewej strony. Tomasz Gollob prezentował kilka sposobów podjeżdżania pod taśmę startową, np. tuż przed rozpoczęciem biegu odjeżdżał od niej i ustawiał się  jako ostatni pod linią startu (podobny styl przygotowania do biegu prezentują Krzysztof Kasprzak i Bartosz Zmarzlik). Dla legendy polskiego żużla szczęśliwym przedmiotem miały być buty marki Lauren Polo. Kupił bowiem kilka par butów tej marki przed sezonem 2010, będąc przekonanym, że przynoszą mu szczęście. W tym samym roku zdobył tytuł Indywidualnego Mistrza Świata.

Jeśli natomiast chodzi o przedmeczowe przyzwyczajenia to Artem Laguta uznaje, że najlepiej porządnie się zmęczyć, aby się odstresować i dobrze wyspać na zawody. W tym celu Rosjanin biega przed meczami.

Patryk Dudek, oprócz klepania swojego motocykla przed biegiem i po zwycięstwie, biega po okolicy stadionu (zaczął od czasu Grand Prix w Krsko i Warszawie w 2017 roku). W Słowenii zaowocowało to trzecim miejscem wicemistrza Świata z minionego sezonu. Natomiast Paweł Przedpełski nigdy nie wraca do domu po coś, o czym zapomniał. Jeśli nikt mu tego nie przywiezie, woli z tego zrezygnować.

Wśród żużlowców są również Ci, którzy zwracają szczególną uwagę na to, w jakiej kolejności zakładają poszczególne elementy garderoby. Zaczynając zawsze od lewej dłoni, przy zakładaniu rękawiczki, lub prawej nogi, przy wkładaniu skarpetki albo nogawki. Szymon Woźniak, ubierając jakąś część garderoby żużlowej, która jest symetryczna, zawsze rozpoczyna od prawej strony. Maciej Janowski z kolei zawsze przebiera się od dołu do góry, sam jednak nie wie dlaczego. Zastanawia się również nad talizmanem, bo słyszał od zawodników, że takowe posiadają.

Nicki Pedersen nie uważa się za szczególnie przesądnego, jednak są czynności, które wykonuje zawsze w ten sam sposób, m.in. przygotowuje sprzęt, kask czy też gogle. Oprócz tego bardzo lubi kolor niebieski. Grzegorz Zengota trzyma w torbie na gogle nie tylko breloczek św. Krzysztofa, ale i  podkowę.

Niektórzy zawodnicy mocno strzegą swojego sekretu dotyczącego szczęśliwych przedmiotów, czy nawet numerów. Emil Sayfutdinov ma swój amulet, który zawsze nosi przy sobie, jednak zawodnik nie zdradza, co to jest. Jason Doyle jeździ w Grand Prix z numerem „69”, ale nigdy nie chciał jednak wyjawić, skąd ten wybór. Wersja oficjalna brzmi, więc, że to po prostu jego szczęśliwa liczba, którą lubi. W kwestii numerologii to Krzysztof Kasprzak jeździł w cyklu Grand Prix pod numerem „507”, który oznacza: 5 (szczęśliwa liczba), 0 (kształt toru żużlowego), 7 (od najlepszego sezonu w karierze).

Ciekawa symbolika kryje się również za tatuażami żużlowców, szczególnie u Taia Woffindena. Pod wytatuowaną postacią kobiety, której skrzydła okalają całą jego szyję, widnieje fragment propagandy wykorzystywany przez generałów amerykańskiego Korpusu Piechoty Morskiej: Pain is weakness leaving the body czyli Ból jest słabością, która opuszcza twoje ciało. Napis widnieje tuż pod jego uszkodzonym obojczykiem. Posiada też liczne odniesienia do Anglii (czerwone i białe róże), daty swoich urodzin oraz rodziny. Jego największym talizmanem jest jednak list oraz portret ojca, Roba, wytatuowane na plecach.

Występuje też inny przesąd, dotyczący żużlowców, którzy się ożenili lub zostali ojcami, że jeżdżą oni bezpieczniej. Janusz Kołodziej porównuje tą zależność do powrotu na tor po kontuzji, kiedy to część zawodników radzi sobie z tym, a inni nie są przygotowani psychicznie, przez co stają się ostrożniejsi.

Jedni uznają się za bardziej lub mniej przesądnych, inni jak Damian Baliński, w ogóle nie wierzą w „zabobony”. Łączy nas jednak jeden miły przesąd, w który wierzą również (niemal) wszyscy kibice: trzymanie kciuków za swoich ulubieńców.

Alicja Labrenc