„Żużel jest piękny” – wypowiedzi MOJE BERMUDY Stali Gorzów z #LESGOR

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Drużyna MOJE BERMUDY Stali Gorzów przegrała finałowy pojedynek z FOGO Unią Leszno 30:59, lecz w przekroju całego sezonu srebrne medale Drużynowych Mistrzostw Polski w sezonie 2020 można uznać za spory sukces gorzowskiego zespołu.

Trener MOJE BERMUDY Stali Gorzów, dzięki połączeniu wideo, opowiedział o swoim stanie zdrowia oraz czy kiedykolwiek sterował drużyną zdalnie. – Czuje się bardzo dobrze. Jest sytuacja jaka jest, nie przeskoczę procedur sanepidu. Trzeba się z tym pogodzić i nie ma co kusić losu. Kiedyś prowadziłem z trybun mecz we Wrocławiu i był szczęśliwy, bo to był mecz wygrany. Drużynę przejęli Krzysztof Orzeł i Przemysław Buszkiewicz. Oni są na miejscu. Oczywiście jest łącze, jakbym widział jakieś sytuacje, które im umkną. Ostatni mecz nie był trudny do prowadzenia, czterech zawodników punktowało i trzeba było z tego wyciągnąć, ile się da – powiedział romzówca.

Szkoleniowiec przed meczem miał okazję porozmawiać ze swoją drużyną. – Bartosz włączył wideorozmowę. Parę słów otuchy przekazałem, że trzeba wziąć te byczki za rogi, oni są pewniakami. My nic nie mamy do stracenia. I tak już zrobiliśmy więcej i skoro jesteśmy w tym finale, to trzeba trochę nabałaganić, żeby było ciekawie. Można powiedzieć, że od pewnego czasu czwórka zawodników, włącznie z Jackiem Holderem, który już dawno nie jeździł w Lesznie, punktuje na przyzwoitym poziomie. Dobrze wychodzi początek, jest dobra końcówka. Jest potrzebne wsparcie Krzysztofa Kasprzaka i bez tego trudno marzyć o tym, byśmy cieszyli się w tym finale – powiedział trener gości.

Bartosz Zmarzlik skomentował przygotowania do meczu oraz krótki odstęp czasu pomiędzy jednym, a drugim finałem. – Wystarczający czas w tej niezwykłej sytuacji. Trzeba być gotowym. Stanisław Chomski robi niezwykłą robotę i na pewno nam go brakowało i teraz też będzie brakować. Nasze „buongiorno” trzyma za nas kciuki i jest tak jakby tutaj z nami. Dobre słowo od trenera jest zawsze potrzebne. Przekazał nam to, co zazwyczaj. Mówił, że nic nie musimy, a możemy to raz, a dwa, żebyśmy robili swoje, bo każdy z nas potrafi ścigać się na najwyższym poziomie. To jest finał PGE Ekstraligi, najmocniejszej ligi na świecie. Nie ma tutaj słabych zawodników, wszyscy chcą się pokazać z jak najlepszej strony. Niech wygra sport, niech wygra żużel, niech wygra widowisko, na które wszyscy czekamy. Żużel jest piękny – mówił przed meczem wychowanek gorzowskiej MOJE BERMUDY Stali.

Gościem na piątkowym finale był także Nicolai Klindt, który występował w barwach gorzowian w tym sezonie jako „gość”. Duńczyk w trakcie meczu szukał przyczyn słabszej jazdy swojego zespołu. – Oczywiście liczę na to, że moi koledzy z drużyny zmienią coś w sprzęcie, będą zdecydowanie szybsi w drugiej serii startów. Moje spostrzeżenia są takie, że FOGO Unia jest piekielnie silna i mają ogromny atut własnego toru. Moim celem są starty w PGE Ekstralidze. Zobaczymy czy to będzie klub z Ostrowa, czy inny klub. Czekają mnie negocjacje – podsumował zawodnik Arged Malesa TŻ Ostrovii Ostrów Wlkp.

Przyczyn słabszej postawy szukał także Jack Holder. – Mam nadzieję, że szybko pozbieramy się z tego. W tak twardych warunkach, jakie są w Lesznie, jeszcze nie startowałem. Mam nadzieję, że w kolejnych wyścigach przełożymy się lepiej, znajdziemy prędkość i zaczniemy odrabiać straty – mówił Australijczyk. – Leszczynianie pewnie trenowali w tym tygodniu na tak ekstremalnie twardym torze, to jest ich przewaga, którą na razie skutecznie wykorzystują – powiedział młodszy z braci Holderów.

Rafał Karczmarz odniósł się do toru, jaki gospodarze przygotowali na niedzielny finał. – Tor jest bardzo twardy. Na początku tych zawodów ta nawierzchnia się lekko odsypywała. Teraz zdecydowanie jest twardo. W moim ostatnim biegu, moje ustawienia się zdecydowanie nie spisywały. Muszę szukać czegoś innego na bieg dziesiąty i trzeba wywalczyć punkty – ocenił młodzieżowiec. Junior MOJE BERMUDY Stali Gorzów został zapytany czy jazda w ciężkiej obsadzie nie sprawia problemów z zdobywaniem punktów. – Nie patrzę z jakimi zawodnikami jadę, skupiam się na sobie i koledze drużyny, bo to są zawody drużynowe, na pewno chcę wygrywać z najlepszymi. Przeanalizowaliśmy wszystko, robimy korekty i na pewno gorzej nie będzie. – wyjaśnił Karczmarz.

Zmarzlik w trakcie zawodów pogratulował FOGO Unii Leszno obrony tytułu DMP i przyznał, że srebro dla gorzowian to duży sukces. – Myślę, że srebrny medal jest naprawdę dużym sukcesem. Należy się z tego cieszyć. Duże gratulacje dla FOGO Unii Leszno, od początku było widać, że ten sezon jest ich. Było widać, jak perfekcyjnie mają opanowany swój tor. Na to przyjdzie jeszcze czas. Na razie trzeba podsumować ten rok i przezimować. To jest finał. Chciałbym podziękować wszystkim wszystkim gorzowskim kibicom, że trzymali kciuki za nas do końca. Gratulacje dla wszystkich zespołów, bo pojechali mimo trudnej sytuacji na świecie. Pojechaliśmy wszyscy ten sezon do końca – mówił dwukrotny mistrz Świata.

Komentarza po meczu udzielił trener Stanisław Chomski. – W jakiś sposób człowiek duchem był tam. Na początku było nerwowo, bo kompletnie nic nie wychodziło chłopakom. Leszczynianie atuty wykorzystali do bólu. Było kilka fajnych wyścigów, nie mówiąc już o tym dziewiątym. FOGO Unia Leszno była dominatorem. Punkty nie oddają tego, co się działo na torze. Biegi były godne finału. To jest niesamowita historia. To jest coś, co przytrafiło się w mojej karierze po raz pierwszy. RM SOLAR Falubaz miał podobną przygodę. Wylądowaliśmy w finale. Było rozczarowanie po meczu w Rybniku, gdzie tylko my przegraliśmy. Wieszano na nas psy. Konsekwencja prezesa Grzyba była taka, że robimy swoje, rozkładamy to na czynniki pierwsze i wstajemy z kolan. Trochę szczęścia i okazało się, że wracamy na właściwe tory. Był monolit i atmosfera w zespole. Ktoś powie, że to są frazesy, ale bez wzajemnego wsparcia, zwłaszcza Bartosza. Z tyłu miał obronę mistrzostwa, początek sezonu też mu nie wyszedł, szarpał się, nie był to jego dzień. Nie zawsze można wygrywać, trzeba umieć przyjął porażkę z honorem. Ja się cieszę, mamy srebro – powiedział Chomski.

– Dedykuję ten medal Stanisławowi Chomskiemu. To jest ten medal, który wywalczyłeś z całą drużyną, przykro nam, że nie ma Ciebie z nami, ale pamiętaj, że jesteś z nami obecny. Wiedzieliśmy o tym, że co najmniej srebro zdobędziemy. Srebrny medal jest w Twoich rękach, na pewno Ci go przywieziemy. – mówił do trenera Stanisława Chomskiego prezes MOJE BERMUDY Stali GorzówMarek Grzyb.

Szymon Woźniak w trakcie pomeczowego wywiadu skierował parę słów do będącego na antenie trenera Stanisława Chomskiego. – Witamy się zazwyczaj słowamibuongiorno”. Tak samo się przywitam na wizji. Byłeś z nami, jak było źle, teraz jesteś z nami, jak jest dobrze. W imieniu całej drużyny dziękuję trenerowi za ten spokój, jaki trener nam dał, że tyle trener brał w trudnych chwilach na swoją klatę, by ułatwić nam zadanie. Oby już nigdy więcej, oby wszystko szło tak jak trzeba bo się zajedziemy – przekazał żużlowiec.

Zawodnik gości został zapytany również o postawę swojej drużyny w sezonie 2020. – Ciężko to w jakiś sposób podsumować. Piękno żużla, piękna historia. Cieszę się, że w jakiś sposób mogę być częścią tej historii. Wiadomo jak ten sezon się dla mnie i dla drużyny układał. Jakoś się sprzęgliśmy, to moje przełamanie jakoś się zgrało z przełamaniem MOJE BERMUDY Stali. To był najtrudniejszy sezon w mojej karierze. Żaden mnie tyle nie nauczył co ten, jeżeli chodzi o sprzęt, życie sportowca i wiele różnych aspektów. Dedykuję ten medal wszystkim tym, którzy wierzyli we mnie wtedy, gdy mało kto we mnie wierzył, takich chwil nie brakowało. Przede wszystkim, rodzinie, żonie, córeczkom, mojemu teamowi, który wykonywał ciężką pracę, moim sponsorom, którzy zachowali się jak rodzina. Nikt się ode mnie nie odwrócił, każdy mnie wspierał na tyle ile mógł. Również dedykuję trenerowi i klubowi, wszystkim zawodnikom, którzy byli ze mną w tych trudnych chwilach i wierzyli, że będzie dobrze – powiedział Szymon Woźniak.

 

Kamil Szyszkowski