„Za ładną jazdę punktów nie ma” – wypowiedzi EWINNER APATORA Toruń z #LUBTOR

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Kolejne wyjazdowe spotkanie EWINNER APATORA Toruń zakończyło się porażką. MOTOR Lublin pokonał na własnym torze podopiecznych Tomasza Bajerskiego 51:39. Najmocniejszym punktem zespołu gości był Robert Lambert, który zdobył 14 „oczek”.

Trener EWINNER APATORA Toruń zapytany o nastroje przed starciem w Lublinie, po ostatniej porażce na MotoArenie, przyznał się do błędu i tego, że nie tak miało być. – Powiem tak, w ostatnim meczu daliśmy ciała. Przegraliśmy spotkanie i tego już nie zmienimy. Przyjechaliśmy do Lublina, aby walczyć o zwycięstwo i to jest cały komentarz do tego – zakończył Tomasz Bajerski.

Terminarz nie sprzyja drużynie z Torunia, lecz dla szkoleniowca nie ma to znaczenia. Nie patrzy na to pod tym kątem, a mecz to mecz i w każdym spotkaniu trzeba dać z siebie 100%. – Chciałbym dodać, że w PGE Ekstralidze nie ma łatwych spotkań i nie ma łatwiejszego terminarza. Ze wszystkimi się spotykamy i nie ma znaczenia kiedy. Mecz w Lublinie jest ciężkim meczem, jak każdy nasz wyjazdowy. Za ładną jazdę punktów nie ma. My tych punktów nie mamy, a bardzo ich potrzebujemy. Przyjechaliśmy tutaj bardzo skoncentrowani, zresztą jak na każdy wyjazd. Widzimy szansę na punkty, jak na każdym wyjeździe. Jak będzie się okaże. Drużyna na mecz jest przygotowana, sprzęt również. Pogoda piękna, kibice są, a reszta pozostaje w rękach, głowach i sprzęcie moich zawodników – dodał 45-latek podczas wywiadu dla ELEVEN SPORTS.

W składzie doszło do kilku zmian i w miejsce Karola Żupińskiego pojechał Kamil Marciniec. – Te zmiany nie są w ostatniej chwili. Od początku sezonu robię taki skład, że w jednym z meczów stawiałem Roberta i jest to ze względu na taktykę. Druga sprawa to jest taka, że mamy ważne badania na COVID-19 przez 72 godziny, więc zostawiam sobie tutaj margines na to, aby zrobić zmianę. Mieliśmy jeszcze Srebrny Kask i to wszystko na to wpływa. Wszystko jest na ten moment przemyślane, ułożone i  plan jakiś jest na te zawody, a jak będzie to wszystko zweryfikuje tor – zakończył szkoleniowiec gości.  

Paweł Przedpełski wyjaśnił, czego brakowało jego drużynie i co poszło nie tak w trakcie spotkania. – Przede wszystkim startów. Ciężko rywali dogonić, bo są bardzo szybcy. U mnie nie jest źle, ale z tego startu jednak jest nie tak. Ja tego nie chce, ale moja ręka chce gdzieś tam wygrać i chce czasem szybciej puścić. Czasami to jest takie samo-ukaranie się. Jedziemy dalej. Zostało jeszcze parę biegów, także robimy, co możemy. Nie poddajemy się i nic więcej nie pozostaje – podsumował wychowanek zespołu z Torunia podczas meczu na antenie ELEVEN SPORTS.

W Mix Zonie Adrian Miedziński na samym początku złożył życzenia urodzinowe koledze z MOTORU Lublin i podsumował dobre spotkanie w swoim wykonaniu. – Przyłącze się do życzeń urodzinowych (dla Wiktora Lamparta, dop. red.). Gratulacje dla zawodników z Lublina. Pojechali świetne spotkanie. Bardzo mocni są u siebie. W ostatnim biegu to ja zepsułem start. Na pierwszym łuku, po równaniu, nie wiedziałem czy pojechać szerzej czy może wcisnąć w krawężnik. Tak się akurat wszystko źle układało. Szkoda tego ostatniego biegu. Szkoda, że nie uzbieraliśmy więcej punktów. Jedziemy walczymy dalej. Dziękuję za pochwałę, lecz szkoda mi tego ostatniego biegu. Nie trafiliśmy z ustawieniami i ostatni bieg popsułem na własne życzenie – powiedział 35-latek.

Zawodnik zespołu gości odniósł się również do kwestii “łatki” jaką otrzymał od mediów i opowiedział o tym, co czuje. – Niemiło być atakowanym. Wiecznie gdzieś z jednej lub drugiej strony. Z przyzwyczajenia się śmieje, że dziennikarze, którzy piszą te artykuły, to już troszeczkę nudni się stają w tym temacie. Tak się poukładało, ale na to składa się jednak wiele czynników. To nie jest spowodowane, że gdzieś w 100% ja zawiniłem, ale to nie jest istotne. Pojechaliśmy całą drużyną spotkanie cali i zdrowi. Dobrze, że w tym upadku Krzysztofa Buczkowskiego z Jackiem Holderem nic się nie stało. To jest najważniejsze. Jeszcze raz gratulacje dla zawodników z Lublina, a my spinamy się i jedziemy dalej po jak najlepsze wyniki – zakończył wychowanek EWINNER APATORA Toruń.

Spotkanie przy Alejach Zygmuntowskim podsumował również Krzysztof Lewandowski, który ocenił postawę zarówno swoją, jak i drużyny. – Przede wszystkim nie był to łatwy mecz. Przyjechaliśmy tutaj z nastawieniem, że będziemy musieli ostro walczyć. Nie należał ten mecz do łatwych. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, ale wiadomo, że mecz przegrany nie cieszy. Wyciągamy wnioski i będziemy trenować, aby zdobyć bonus w Toruniu – dodał młodzieżowiec zespołu gości.

Kamil Marciniec objechał swój pierwszy mecz w PGE Ekstralidze, lecz jak sam przyznał popełnił w trakcie wiele błędów. Odniósł się również do kwestii toru i dopingu ze strony lubelskich kibiców. – Tor był bardzo podobny do tego, na którym jeździłem rok temu podczas Zaplecza Kadry Juniorów. To był mój pierwszy mecz objechany w PGE Ekstralidze. Popełniałem dużo błędów, ale wiem jakie i będę się starał w następnym meczu już się ich pozbyć. Ogólnie to kibice tutaj są bardzo głośni i słychać ich z daleka, ale staraliśmy skupić się na biegach – powiedział zawodnik EWINNER APATORA Toruń.

 

Paulina Wiśniewska