„Wszystkim należy się szacunek za to, że podjęli walkę”- wypowiedzi MOJE BERMUDY Stali Gorzów z meczu #GORGRU

Fot. Radosław Kalina
Fot. Radosław Kalina

Spotkanie 14. rundy między MOJE BERMUDY Stal Gorzów i MRGARDEN GKM Grudziądz zakończyło się pewnym zwycięstwem gospodarzy 57:33. Cała drużyna równo punktowała, czterech zawodników zdobyło dwucyfrowy wynik, w tym Krzysztof Kasprzak, który kilka dni wcześniej awansował do FIM Speedway Grand Prix 2021. Tym samym gorzowska drużyna zapisała na swoim koncie kolejne trzy duże punkty i zrobiła duży krok w stronę walki o fazę finałową.

Moja dewiza jest taka, że koncentrujemy się na konkretnym meczu, czyli w tym wypadku z MRGARDEN GKM. Później małymi kroczkami idźmy dalej, byliśmy bardzo, bardzo daleko od tej czołówki. Teraz możemy złapać kontakt, ale jeszcze wiele może się wydarzyć. Także koncentrujemy się na tym co tu i teraz. Powiem szczerze, że moment zwątpienia był i go nie było, bo każdy mówił, że sześć porażek z rzędu, rekord z przeszłości wyrównany, ale w tamtych czasach drużyna jechała i u siebie i na wyjeździe. Teraz pięć spotkań było wyjazdowych. Tylko cierpliwość, spokój, które udało nam się wprowadzić w tym trudnym czasie pozwoliło na to, że jesteśmy w tym miejscu. Z Krzysztofem Kasprzakiem odbyliśmy taką indywidualną sesję treningową w środę, gdzie wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy. Cele, które są dla zespołu i dla niego najważniejsze. Dałem mu wolną rękę, aby mógł się skoncentrować na GP Challenge, bo wiem jak mu zależało na tym, aby wrócić do FIM Speedway Grand Prix i akurat to wypaliło. Pełni optymizmu zarówno my, jak pewnie i on, przystępujemy do tego spotkania. Myślę, że będzie ciekawe widowisko i to jest najważniejsze. Taka taktyka, aby jechać bez stosowania zastępstwa za Nielsa Kristiana Iversena, była już planowana od jakiegoś czasu, po meczu z BETARD Spartą, a zwłaszcza po udanym występie Krzysztofa w Gorican. To są przecież zawodnicy, którzy potrafią jeździć. Zarówno ja, jak i zarząd, chcemy obdarzyć ich zaufaniem, po to ich zakontraktowaliśmy. Musimy ich również sprawdzić pod kątem kolejnych spotkań. Mamy również „gościa” Jacka Holdera, dzięki także jego postawie jesteśmy w tym miejscu, a nie innym i chodziły po głowę takie myśli i oby przerodziły się one w prawdę, że będziemy mieli nadmiar bogactwa, ale to już jest „pozytywny problem” – podsumował przed spotkaniem trener Stanisław Chomski.

Nie taki krótki był ten rozbrat z Grand Prix, więc trochę czasu mi uciekło, ale robiliśmy wszystko, aby awansować. Ostatnie mecze nie napawały optymizmem kibiców i wszystkie osoby zainteresowane żużlem, ale ja ciągle wierzyłem, pracowałem. Przy okazji dziękuje sponsorom, którzy są na dobre i na złe oraz doktorowi Misiakowi, który strasznie dużo pracy włożył w ostatni miesiąc pracy ze mną i to było widać w Gorican. Dużo pracowałem nad sobą, testowaliśmy sprzęt. Praktycznie jechałem na tych samych silnikach co z PGG ROW-em, gdzie zdobyłem 2 punkty, więc po serwisach wróciły. Chociaż dość pechowy był dla mnie ten GP Challenge, bo zacząłem go od upadku i zakończyłem go upadkiem, ale szczęścia było tyle, że nic nie złamałem i mogłem nawet jechać ten bieg dodatkowy i przetestować kolejny motor, bo w poprzednim trochę się rama wygięła. Awans to był mój cel numer jeden i udało się, teraz będę starał się przełożyć to na PGE Ekstraligę, bo przecież nie chce przyjeżdżać z tyłu. Były to ciężkie zawody dla mnie i dużo pracy dla chłopaków. Ja po pierwszym upadku trochę miałem problemu z kciukiem, bo miałem go już dwa razy złamanego a Michelsen uderzył mnie w niego kołem, ale obyło się bez złamań, a drugi upadek trochę ucierpiała ręka i biodro, ale dzień później szybka rehabilitacja, odpoczynek i w poniedziałek rano już trening i wszystko było w porządku. Jestem gotowy, żeby w końcu wozić punkty dla zespołu, bo ile można tak „cieniować”. Przy okazji chciałbym również coś przekazać Adamowi Ellisowi: mam nadzieję, że czujesz się dobrze. To nie była moja wina, nie spowodowałem upadku specjalnie, to była kwestia wadliwego sprzętu. Obyś szybko wrócił do zdrowia, wszystkiego dobrego kolego – powiedział Krzysztof Kasprzak w przedmeczowym wywiadzie dla ELEVEN SPORTS 1.

Na swój pierwszy start nie miałem tak dobrze ustawionego motocykla, jak w poprzednich spotkaniach, ale na drugi znalazłem już tę szybkość. Po upadku trochę boli mnie ręka, ale mnie to tylko napędza. Cieszę się, że udało się znaleźć odpowiednie ustawienia. Używam opon firmy Anlas, które już niedługo będą obowiązywały w GP, więc testuje je i jestem bardzo zadowolony. Również silniki mam bardzo szybkie i razem wszystko dobrze współpracuje. Jeszcze nie wiem, czy dostanę dziką kartę na rundę GP w Gorzowie, ale trzymam za to mocno kciuki, bo chciałbym przed tą wspaniałą publicznością się zaprezentować – zakończył Anders Thomsen.

– W biegu 13. zepsułem, na własne życzenie, start. Jestem jednak po tym spotkaniu bardzo zadowolony, przede wszystkim z całej drużyny, że odnieśliśmy zwycięstwo. Gratulacje również dla Artema Laguty i dla wszystkich zawodników, bo wszystkim należy się szacunek za to, że podjęli walkę i każdy mocno walczy na torze. Generalnie z meczu jestem bardzo zadowolony, czułem się na motocyklu znakomicie, a to co zepsułem, to na własne życzenie. Trzeba dalej trenować, aby stawać się coraz lepszym zawodnikiem i tak będę robił. Kolejne zwycięstwo to jest światełko w tunelu, jeśli chodzi o awans do play-off. Co by się nie działo, będziemy robić wszystko, aby odjeżdżać kolejny dobry mecz, a to co będzie, okaże się później i będziemy się wówczas zastanawiać, a czasu już nie odwrócimy. Po prostu na bieżąco musimy robić to, co do nas należy. Wiadomo są lepsze, gorsze dni, ale musimy robić wszystko, co się da dla zespołu i kibiców. Nie ma co gdybać trzeba jechać, robić swoje i powalczyć o punkty dla drużyny, aby znaleźć jak najwyżej się da. Jeśli chodzi o walkę o tytuł IMŚ, to co ma być, to będzie. Wyżej pępka nie podskoczysz (śmiech). Po prostu trzeba robić swoje i w październiku będziemy mieli wyniki. Oby cało, zdrowo, przede wszystkim z uśmiechem na twarzy, żeby robić to dla radości, wyciągać z jazdy jak najwięcej pozytywów, dawać radość kibicom, a wynik to sprawa drugorzędna. Najważniejsze to, aby wszystko dobrze działało i szło po naszej myśli, a jechać wiadomo będę chciał jak najlepiej, ale nic na siłę, bo to nic nie daje, po prostu trzeba robić swoje – zakończył na pomeczowej konferencji w Mix Zone Bartosz Zmarzlik.

 

Alicja Labrenc