“Wróciła prędkość, natomiast jedna jaskółka wiosny nie czyni” – wypowiedzi PGG ROW-u Rybnik z #RYBCZE

Fot. Arkadiusz Siwek
Fot. Arkadiusz Siwek

Czwartkowe spotkanie 6. rundy PGE Ekstraligi między PGG ROW-em Rybnik i ELTROX Włókniarzem Częstochowa zakończyło się wynikiem 41:49. Gospodarze nie odpuszczali i walczyli, lecz nie udało im się pokonać podopiecznych Marka Cieślaka. Po stronie miejscowych z bardzo dobrej strony zaprezentował się Kacper Woryna, który zdobył 14 punktów w 7 startach.

Regulaminowy spacer po torze, ostatni przed meczem. Ostatnie wyniki Vaclava nie były tak, jakbyśmy sobie oczekiwali i trening pokazał, że można zastąpić go zawodnikami, którzy brali udział w nim. Myślę, że sprawy techniczne same mówią za siebie, kto kogo bił na treningu, ale walka była wyrównana i ciężko było podjąć decyzję, jeśli chodzi o start. Jest taki skład, jaki jest i myślę, że tutaj nie wszyscy będą zadowoleni, ale będziemy walczyć. Przydałyby się te 2 punkty, w tym meczu, ale wiem, że będzie bardzo ciężko – wyjaśnił szkoleniowiec gospodarzy Lech Kędziora przed rozpoczęciem meczu.

Mam wielki zapał, żeby odbudować swoją formę i zrobić dobre punkty dla Rybnika. Słaby start z tego czwartego pola. Nic nie zostało mi tylko przyciąć. Paweł uciekł mi, później siedziałem mu na kole, ale jechał tą dobrą ścieżką i nie szło nic zrobić. Pierwszy łuk już widziałem, że zawodnicy jadą tam szerzej. Była chwila zastanowienia, żeby iść na przecinkę, ale później jechałem za Pawłem. Raz dostałem szprycą i straciłem ten dystans. Ciężko jest tak na bieżąco mówić, ale tak, jak Jakub Jamróg mówił, ta szeroka chyba niesie lepiej. Wysuwamy wnioski, przekazujemy jeden drugiemu i mamy nadzieję, że będziemy silni, skoncentrowani i te punkty odrobimy. W Częstochowie fajnie spędziłem ten wiek juniora i miło wspominam to miasto, ten klub – opowiedział Mateusz Szczepaniak.

Mniej więcej znam te silniki i ten pierwszy motocykl spisywał się lepiej. Nie robiliśmy teraz nerwowych ruchów z przekładaniem silnika. Staramy się wyciągnąć z tego drugiego, ale jest troszeczkę gorzej. Jest też problem ze startem – z pierwszego pola wygrałem, ale gdzieś nie czuje się do końca dobrze i czułem, że Lindgren będzie mnie kąsał. Zmieniliśmy ustawienia, ale jest gorzej na trasie i tak sobie szukamy. Czwarte pole nie jest łatwe, bo jednak wewnętrzne dają atut, ale zobaczymy. Szkoda tego pierwszego motocykla. Fredrik wykorzystał mój błąd. Zależy od ustawień motocykla i prędkości, jaką mają zawodnicy, to tą trasę wtedy obierają. Ciężko jest wyrokować. Zależy też, czy się jedzie po polaniu czy nie. Ten bieg z Lindgrenem był chyba po polaniu, więc też było bardziej ślisko. Tor pozwala na akcje, ale jest to głównie wykorzystywanie błędów przeciwnika i błędów z dopasowaniem. Gdy ktoś jest już dopasowany to raczej nie ma szansy go minąć – podsumował Adrian Miedziński, “gość” PGG ROW-u Rybnik.

Wróciła prędkość, natomiast jedna jaskółka wiosny nie czyni. Cały czas się skupiam, cały czas pracuje. Lepiej czuje się na motocyklu i czuje tą prędkość. Jedyne czego brakuje do pełni szczęścia to wyniku drużyny. Każdy podpowiada jak jechać, gdzie jechać, na jakich ustawieniach. Ja też z Robertem Lambertem mam taki troszkę maraton, bo jeździliśmy w Toruniu, także ciężkie zawody. Gratuluję, cieszymy się oczywiście z tytułu Roberta. Punkty każdego są tutaj ważne. Zwycięża drużyna, a nie jednostka – wyjaśnił kapitan gospodarzy, Kacper Woryna.

W Mix Zone Woryna opowiedział o wejściu na właściwe tory i przygotowaniu organizmu do większego wysiłku. – To nie są nowe silniki. To są silniki, na których szukam ustawień od początku sezonu i można powiedzieć, że światełko w tunelu już zaświeciło i z meczu na mecz jest lepiej. Punkt odniesienia znalazłem i można motor ustawić w jedną lub drugą stronę. Można było zauważyć, że błędy jednak jakieś popełniałem, ale była przyjemność z jazdy, była prędkość i pomimo tego, że te błędy się zdarzały, to jest o nie trudniej, kiedy wiesz, że maszyna ciągnie do przodu i możesz powalczyć na trasie. Bardzo się cieszę, ale już skupiam się na tym, co jest, czyli mecz w Zielonej Górze. Organizm jest na to przygotowany, bo tak naprawdę to w zimę przygotowuje się do sezonu. Nie robię tego po łebkach, żeby później przyszedł ciężki okres startów i zwalać winę na siebie. Fizycznie nie mam sobie nic do zarzucenia. Treningi, dieta jest wprowadzona tak, żebym nie padł w najważniejszych momentach. Bardzo przyjemnie pojechać sobie 7 biegów i nie ukrywam, że tego brakowało. Cieszę się bardzo. Kolejne mecze kolejne biegi. O godz. 10 na spokojnie wyjazd do Zielonej Góry, bo wiadomo na A4 mogą być korki, także damy radę. Na pewno się wyśpię do 10 i będę przygotowany – zakończył 23-latek.

Paulina Wiśniewska