Wojciech Stępniewski dla Przeglądu Sportowego: Walczymy w Polsce o przetrwanie żużla

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

– Musimy najpierw zobaczyć, ilu zawodników zdecyduje się przyjąć zaproponowane rozwiązania. Powiem wprost: jeśli ktoś nie będzie chciał uratować żużla, swojej pracy i pracy setek ludzi ani nie leży mu na sercu dobro wspólne, to będzie musiał zostać zastąpiony kimś innym – powiedział Prezes Ekstraligi Żużlowej, Wojciech Stępniewski w rozmowie dla Przeglądu Sportowego.

Prezes EŻ wyjaśnił, że każdy, łącznie z kibicami, może pomóc w tej trudnej sytuacji. – Walczymy w Polsce o przetrwanie żużla jako takiego. Jeśli dla kibiców ta dyscyplina sportu jest ważna, a wiem, że tak jest, bo setki tysięcy ludzi przychodzi na stadiony (w sezonie 2019 ok. 700 tys., w sezonie 2018 – 675 tys.), to ufam, że każdy może przyłożyć cegiełkę do ratowania dyscypliny. Tu nie chodzi o to, żeby kibice składali się na kontrakty zawodników, ale o to, aby pozwolili funkcjonować klubom z całą ich infrastrukturą, organizacją i systemem, który musi przetrwać, żeby za rok można było myśleć o powrocie do normalności – zaznaczył Wojciech Stępniewski.

Fragmenty wywiadu:

Czy choćby część fanów żużla ma w tym roku szansę obejrzeć na żywo spotkania żużlowe?

Aktualnie przygotowujemy się do sezonu bez kibiców, a co się stanie w trakcie rozgrywek, trudno powiedzieć. Nie wiemy, jaka będzie sytuacja epidemiczna, nie wiemy też, co się wydarzy w zakresie decyzji państwa. Najważniejsze, aby PGE Ekstraliga 2020 ruszyła.

Co sądzi pan o pomyśle prezesa Stali Gorzów, który sugeruje, by powalczyć o zgodę na jazdę przed 999 widzami?

W obecnej sytuacji powinniśmy skupić się, żeby sezon w PGE Ekstralidze ruszył bez kibiców. Jeśli będziemy widzieli, że są przesłanki ku poprawie sytuacji w kraju, tej pod względem epidemicznym, to oczywiście można dyskutować o czymś nowym, ale teraz naprawdę nie ma to racji bytu w ramach do reżimu sanitarnego, który proponujemy.

Cały wywiad TUTAJ.