W Lublinie zakochasz się w żużlu. “To miasto kompletnie oszalało na punkcie Koziołków”

Fot. Klaudia Żurawska vel Dziurawiec
Fot. Klaudia Żurawska vel Dziurawiec

Jak najszybciej poznać i zakochać się w żużlu? Sposobów pewnie jest kilka, ale jednym z nich na pewno jest Lublin! To właśnie do tego miasta za pracą przyjechał Rafał, do niedawna wielki fan głównie piłki nożnej, a dziś zagorzały kibic Motoru Lublin.  – Tu jest świetna atmosfera na dobre ściganie, może trochę dlatego, że nie ma przyzwoitej drużyny piłkarskiej – mówi nowy sympatyk popularnych Koziołków.

Rafał Martuszewski: Jesteś nowym, zarażonym jazdą w lewo kibicem żużla. Jak to się stało, że wielbiciel piłki kopanej wreszcie zainteresował się czarnym sportem?

Rafał Piwowarski: Po przeprowadzce do zupełnie obcego miasta, szybko okazało się, że moi nowi znajomi to w większości wierni fani lokalnej drużyny. Temat speedwaya pojawiał się przy okazji meczów dosłownie wszędzie: w pracy, na piwie, w kinie, czy nad jeziorem. Dla towarzystwa obejrzałem mecz w telewizji, szczęśliwie był to niesamowity finał 1. ligi sprzed 2 lat. Jak mógłbym nie sprawdzić co będzie dalej?! Po meczu na żywo, z kruszywem w piwie i zębach byłem już kupiony.

To o czym mówisz, potwierdza to, że żużel w Lublinie to chyba religia?

To miasto kompletnie oszalało na punkcie ‘Koziołków’. Wystarczy popatrzeć na ilość podnośników nad koroną stadionu, albo przypomnieć sobie kibiców czekających na lotnisku w Świdniku na Taia Woffindena. Tu jest świetna atmosfera na dobre ściganie, może trochę dlatego, że nie ma przyzwoitej drużyny piłkarskiej.

Pamiętam. Oni naprawdę wtedy wierzyli, że Brytyjczyk przyleci. Mówi się dzisiaj o play-offach w Lublinie?

Wszyscy raczej spokojnie podchodzą do tematu, ale wiadomo, że po cichu na to liczą. Drużyna robi swoje, mecz w Częstochowie dodatkowo rozbudził apetyty, ale nie ma co robić z Motoru pewniaka do medalu, tak jak nie było sensu go degradować zaraz po powrocie do elity.

Pochodzisz z Przyborowa pod Brzeskiem, nie kusiło cię w ogóle wcześniej, żeby zobaczyć na przykład Unię Tarnów z Markiem Cieślakiem za sterami? Pewnie był to dla ciebie kiedyś sport niszowy?

Ja nawet kiedyś na Unii za trenera Cieślaka byłem, ale wtedy ten sport i cała otoczka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Mecz był jednostronny, a atmosfera na stadionie nie była gorąca. Za drugim razem na żywo było zupełnie inaczej. Motor kontra Włókniarz w sezonie 2019 i remis wyszarpany w ostatnim biegu. To były niesamowite emocje!

Zakład, w którym obecnie pracujesz to jeden z głównych sponsorów Motoru. To tylko zabieg marketingowy, czy rzeczywiście Bogdanka żyje żużlem razem z klubem i widzisz to na co dzień?

Bogdanka to bardzo mocno zaangażowana publicznie spółka. Oprócz Motoru, od lat wspiera innych sportowców reprezentujących przeróżne dziedziny. Z racji tego w jakiej działa branży, powiedziałbym, że to bardziej misja społeczna niż marketing. Pracownicy mogą liczyć na dofinansowanie do karnetów na żużel, czy piłkę nożną w Łęcznej. Myślę, że w tym sezonie możemy z dumą patrzeć na poczynania jednych i drugich.

No to przyznaj się, masz już koszulkę, bądź szalik Motoru?

Póki co zaopatrzyłem się w koszulkę piłkarskiej drużyny, bo zamierzam też pojawiać się na Arenie Lublin. Ale przy najbliższej okazji będę też miał ta żużlowa.

Gdybyś szukał piłkarskiego odpowiednika zespołu z Lublina to byłby to mistrzowski Leicester City, czy bardziej Piast Gliwice?

Ani to ani to. Gdybym miał znaleźć piłkarskiego odpowiednika dla Motoru to byłby to Arsenal. Niby mocny, ale bez większych szans na mistrzostwo. No i to wiecznie 4. miejsce Kanonierów… Marzy się nam taka pozycja po sezonie zasadniczym.

Mimo wszystko Leicester zaskoczyło wtedy wszystkich, niczym Motor w sezonie 2019. A ubiegłoroczny Paweł Miesiąc to taki Vardy z najlepszego sezonu Lisów…

Chciałbym, żeby Paweł takim Vardym był w tym roku. I jemu i Kubie mocno kibicuję, myślę, ze zdrowa rywalizacja może im tylko pomóc.

Na koniec mało zaskakujące pytanie: wybierasz się na jakiś podnośnik w najbliższym czasie?

Przyznam się, że już przy okazji spotkania z Grudziądzem chodziło mi to po głowie, ale niestety mecz nałożył się z innymi obowiązkami. Bilet na trybuny nie sposób dostać, więc na pewno wkrótce wybiorę numer do słynnego już AB Trans.

 

Rafał Martuszewski