Vaclav Milik: kibice BETARD Sparty ogromnym wsparciem (wywiad)

Fot. Klaudia Żurawska Vel Dziurawiec
Fot. Klaudia Żurawska Vel Dziurawiec

Dla Vaclava Milika spotkanie 9. rundy PGE Ekstraligi pomiędzy BETARD Spartą Wrocław a forBET Włókniarzem Częstochowa było papierkiem lakmusowym. Po słabym występie Czecha w Lublinie spotkanie z „Lwami” jawiło się jako jedna z ostatnich okazji do zademonstrowania swoich umiejętności. 26-latek zdecydował się skorzystać ze sprzętu nieobecnego Taia Woffindena i jego mechaników.

To dało niezły wynik w postaci 6 punktów z bonusem, co wywołało wielki uśmiech na twarzy rozradowanego żużlowca. Specjalnie dla speedwayekstraliga.pl opowiedział o poszukiwaniach i spokojnej głowie. Rozmawiał Błażej Kowol.

Błażej Kowol: Widać sporą radość na twojej twarzy i nie sposób się dziwić. Ulga?
Vaclav Milik: Radość. Przede wszystkim chciałbym podziękować Taiowi Woffindenowi, który nie tylko pożyczył mi silniki, ale też pozwolił swoim mechanikom pracować ze mną w tym spotkaniu. Nie ma co ukrywać, potrzebowałem takiego meczu. Nie wszystko wyglądało idealnie, spasowanie innego sprzętu nie jest takie proste, ale i tak różnicę było widać gołym okiem. Jestem przekonany, że doświadczenia z tego pojedynku pozwolą mi ustabilizować formę, ale nie byłoby tego gdyby nie Tai, za co jeszcze raz mu serdecznie dziękuję.

Czy w takim razie w spotkaniu z TRULY.WORK Stalą Gorzów nadal możemy spodziewać się silników Taia w twoim motocyklu?
Trudno mi w tym momencie odpowiedzieć na to pytanie. Zobaczymy, czy taka możliwość w ogóle się pojawi. A samemu też lubię obserwować i analizować to, co dzieje się na torze, w jaki sposób jechałem, jakie wybierałem ścieżki – w tym spotkaniu popełniłem zdecydowanie mniej błędów niż w poprzednich. Nie miałem też żadnych dylematów odnośnie sprzętu, bo wiedziałem, że dysponuję absolutnie najlepszym i wszystko tak naprawdę zależy ode mnie i mojej jazdy. Mając taki spokój, wystarczyło tylko wsiąść na motocykl i pojechać.

Przez całe spotkanie kibice głośno cię wspierali i nagradzali burzą oklasków każde twoje pojawienie się pod taśmą. Oni również pomogli swoim dopingiem?
I za to chciałbym im najmocniej jak tylko potrafię podziękować. Nie będę ukrywał – ten sezon nie układał się do tej pory zbyt dobrze dla mnie, a mimo to mogłem zawsze liczyć na ich cierpliwość i wsparcie. Gdy fani wciąż wykrzykują twoje imię mimo niepowodzeń i są z tobą na każdym kroku, to po prostu na tor wyjeżdża się z zupełnie innym nastawieniem.

Decyzja o skorzystaniu z pomocy Taia była planowana, czy po przedmeczowych treningach w głowie zakiełkowała myśl: „zmieniamy”?
Tak, to była decyzja podjęta w ostatniej chwili. Nie wszystko wyglądało wcześniej tak jakbym tego chciał.

W twoim trzecim biegu przytrafiło ci się 0 – pojawiła się wtedy jakaś niepewność?
Spóźniłem moment startowy, zostałem z tyłu, a na trasie przytrafiło się parę błędów, które zaważyły o wyniku. Wiadomo też, że każdy zawodnik ma własne preferencje i przełożenia, a i mechanicy mają inne przyzwyczajenia. Starałem się na bieżąco przekazywać mechanikom swoje uwagi, oni skrupulatnie wcielali je w życie, ale z tą mistrzowską ekipą nie było to zbyt trudne. Jak na pierwszy raz było bardzo dobrze, a po wspomnianym biegu zrobiliśmy drobne korekty, co w następnym starcie pozwoliło mi przyjechać do mety na pierwszym miejscu.

Czy z twojej perspektywy kluczowy był moment startowy? Niemal za każdym razem zostawialiście swoich rywali w tyle.
Być może, choć dla mnie liczyło się coś innego. Przede wszystkim na trasie nie brakowało mi szybkości, co wcześniej było przecież sporym problemem. Często było tak, że ze startu wychodziłem dobrze, a na trasie traciłem swoją pozycję. Tym razem byłem w stanie jechać skutecznie nie tylko na starcie, ale też dobrze napędzałem się po zewnętrznej części toru. I to mnie bardzo cieszy.

Choć kontuzje Macieja Janowskiego i Taia Woffindena były pechowe i osłabiły zespół, to jednak chyba nieco pomogły nie tylko tobie, ale i pozostałym członkom drużyny?
Przede wszystkim chciałbym, że kontuzje chłopaków omijały. Zdajemy sobie sprawę jaką z wiedzą i umiejętnościami dysponują, których brakuje nam pod ich nieobecność. Uraz Taia spowodował, że mogłem skorzystać z doświadczenia jego mechaników i przy okazji też sprzętu. Wydaje mi się jednak, że Tai to taki gość, że nawet gdyby był zdrowy, to na moją prośbę udostępniłby mi swoje silniki. Do tej pory jednak nie pytałem o pomoc, bo chciałem samemu znaleźć przyczynę swoich rezultatów.

Podczas kwalifikacji do Grand Prix w Pradze testowałeś nową, drugą generację silników GM. Jakie są twoje odczucia i plany wobec tych jednostek?
To były tylko próby, pierwsze testy, aby sprawdzić jak te silniki pracują. Nie zdecydowałem się jednak na ich zakup, wciąż zostało tam sporo pracy do wykonania. Rezultaty nie były tak złe, ale poprawki są niezbędne. Plusem jest stabilność nowej generacji i po korektach te jednostki powinny być naprawdę szybkie.

9 spotkań za wami, wyniki coraz lepsze, zarówno drużynowe, jak i indywidualne. Oczekiwania też pewnie rosną.
Nie ma innej możliwości. Osobiście chciałbym ustabilizować swoją formę, a następnie wskoczyć na kolejny, wyższy poziom. Na tym właśnie mi zależy.
Błażej Kowol