„Tym meczem przekroczyliśmy barierę 46 punktów i utrzymaliśmy się”

Fot. Patryk Kowalski
Fot. Patryk Kowalski

ZOOLESZCZ DPV LOGISTIC GKM Grudziądz, po niezwykle emocjonującym spotkaniu, wygrał u siebie z ELTROX WŁÓKNIARZEM Częstochowa 48:42. Gospodarze jechali o wszystko, czyli utrzymanie w PGE Ekstralidze i ten cel udało im się osiągnąć. Najlepiej punktującym zawodnikiem w drużynie był Przemysław Pawlicki, zdobywca 13 punktów.

– Po prostu poszukuję szybkości. Na starcie jest nie najgorzej, ale jestem takim zawodnikiem, który szuka przyczepnych miejsc, chce odjechać w odsypane i dzięki temu napędzać swój motocykl. Nie ma co narzekać, w tym spotkaniu wszyscy musimy dostosować się do tych warunków, które są. Jak widać, tylko krawężnik i ciasne wejście w łuki mogą prowadzić do zwycięstwa i tak też jedziemy. My musimy po prostu wygrać to spotkanie. Leon Madsen zrobił „groźną minę” jednak najważniejsze, że z nim wygrałem (śmiech). Teraz musimy wracać do swojej pracy – powiedział Kenneth Bjerre, po drugiej serii startów, na antenie nSport+.

– Jestem zestresowany, wszyscy jesteśmy. Ostatni bieg zadecyduje o utrzymaniu w PGE Ekstralidze. To był bardzo słaby sezon, mi też raz szło lepiej, raz gorzej. Zrobiłem podczas tego meczu swoją robotę, tak jak i reszta chłopaków. Jechaliśmy bez dwóch, kontuzjowanych zawodników, juniorów. Oczywiście są z drużyną w parku maszyn, ale oni są ważni i na pewno ich brakowało. Jak na razie jest dobrze, ale zobaczymy co wydarzy się w ostatniej gonitwie – przyznał Nicki Pedersen przed ostatnim biegiem w meczu.

– Udało się, walczyliśmy do samego końca. Wiedzieliśmy, co trzeba zrobić podczas tego spotkania. Już w 14. biegu myślałem, że będzie 5:1 i wygrana, ale ostatecznie było 4:2 i zadecydował znowu ten ostatni wyścig. Spotkanie wygrane, utrzymanie w PGE Ekstralidze też. Wydaje mi się, że jechałem już w takich decydujących biegach jak ten ostatni, ale u mnie ogólnie ciężko z pamięcią (śmiech). Było na pewno kilka takich wyścigów, które decydowały o losach spotkania, trudno mi teraz dokładnie sobie je przypomnieć. Jednak, w ostatnim czasie, to chyba taki pierwszy od dawna bieg. Każdy by chciał, aby utrzymanie rozstrzygnęło się wcześniej, ale po prostu czasami tak wychodzi. Nie mieliśmy złej drużyny, kiedy jeden zawodnik łapał formę, drugi zawodził, więc szukaliśmy. Długo walczyliśmy, to też nie było tak, że wychodziliśmy z domu i czekaliśmy na wynik tylko po prostu wiele godzin spędzaliśmy na torze w Grudziądzu czy podróżowaliśmy po Polsce. Myślę, że to też jest jeszcze pokłosie COVID-u. Nie ma tak regularnej jazdy, Szwecja też od niedawna rusza tak „normalnie”, a potrzebna jest ta jazda, żeby się próbować. Jadąc na treningu, samemu jest dobrze, a następnego dnia przyjeżdżasz na mecz i jest odwrotnie, więc im więcej zawodów i spotkań, gdzie można wypróbować więcej ustawień, wówczas jest łatwiej. Teraz cieszmy się z tego, że mamy utrzymanie i nie wracajmy do tego co było wcześniej. Teraz po prostu się cieszymy. To kilkudniowe zgrupowanie, wspólny czas z zespołem, zależy od zawodnika, czy mu to pomaga, czy nie i trzeba by spytać też reszty. Na pewno dobrze było się spotkać z chłopakami, pograć razem w kręgle, zjeść razem śniadanie. Jednak trzeba na to też spojrzeć z tej strony, że jesteśmy zawodowcami i każdy ma swój tok przygotowań. Nie patrzyłbym na to w ten sposób, że akurat to było kluczowe. Myślę, że nie zaburzyło to niczego, każdy wie co ma robić, a na torze spędziliśmy i tak wiele godzin. Szczerze mówiąc, tor i tak był inny niż ten, na którym trenowaliśmy. Na co dzień nie ma za wielu okazji, aby wszyscy razem mogli się spotkać, bo jedni jeżdżą np. w Danii, przyjeżdżają w piątki, a my trenujemy w czwartki. Tak szczerze, nie podchodziłem jeszcze do rozmów z klubem. Dopiero skończył się ostatni nasz mecz. Jeśli będzie zainteresowanie ze strony klubu, na pewno spotkamy się i porozmawiamy, a co będzie w przyszłym roku, to zobaczymy – podsumował na pomeczowej konferencji na antenie nSport+  Przemysław Pawlicki.

Gdybym nie wierzył w utrzymanie, to bym nie przyszedł pracować do tego klubu. Jest to zasługa działaczy, kibiców, pana prezydenta, bo bardzo mocno wspiera nasz klub. Także dziękuję wszystkim, którzy spędzili dużo czasu, żeby to się udało i mamy to! Na pewno od początku sezonu były emocje, bo nie mogliśmy przekroczyć granicy 46 punktów, zawsze było to 45. Można, więc powiedzieć, że tym meczem przekroczyliśmy barierę 46 punktów i utrzymaliśmy się w PGE Ekstralidze i to jest chyba wielki wyczyn – powiedział po meczu Janusz Ślączka na antenie nSport+.

 

Alicja Labrenc