Triumf FOGO Unii Leszno również w Eliga Manager. Wywiad z Rafałem Szczepaniakiem, zwycięzcą pierwszej edycji

Rafał Szczepaniak został zwycięzcą pierwszej edycji Eliga Manager. Pochodzący z Trzebani fan FOGO Unii Leszno, w obszernym wywiadzie dla speedwayekstraliga.pl, opowiedział taktyce, którą stosował w grze, dostępnej w aplikacji mobilnej PGE Ekstraligi. Nie zabrakło także początków zamiłowania do żużla oraz doświadczeniach w zabawach menedżerskich.

speedwayekstraliga.pl: Skąd pan pochodzi? Jak narodziła się pana pasja do żużla i jakiej drużynie pan na co dzień kibicuje?

Rafał Szczepaniak (Torus): Pochodzę z Trzebani, wsi położonej pomiędzy Lesznem a Osieczną, małego miasteczka, do którego później się przeprowadziliśmy. Żużlowego wirusa zaszczepił we mnie mój wuj, Remigiusz. To On w miarę możliwości zabierał mnie na żużel. Ważną rolę odegrał także mój tata, Marian (kibic przede wszystkim piłki nożnej i innych sportów, ale niekoniecznie żużla). Gdy była taka potrzeba, to jeździł ze mną do Leszna i poświęcał wolną niedzielę, abym mógł być na stadionie i kibicować Jankowskiemu, Kasprzakowi czy Okoniewskiemu oraz innym wspaniałym zawodnikom Unii Leszno z drugiej połowy lat osiemdziesiątych XX wieku. Jestem kibicem, ale na pewno nie fanatykiem.

Czy, a jeśli tak, to w jakie gry sportowe lub managerskie wcześniej pan grywał? Czy Eliga Manager było dla pana czymś oczekiwanym?

Tak, brałem udział już w podobnych zabawach. Pierwsza na pewno była chyba w sezonie 2007 w „Tygodniku Żużlowym”. Tam też nieźle mi poszło, jeśli dobrze pamiętam to zająłem trzecie miejsce. Później kolega wkręcił mnie w Leszczyńską Ligę, ale trwało to krótko.

Na początku sezonu 2009 postanowiliśmy z kolegami z pracy założyć własną Ligę MSL (Media Speedway Liga). Z czasem się rozrosła ona o kolejnych graczy, a rywalizowaliśmy w wielu kategoriach (Liga, Grand Prix, drużyny, typowanie meczów i zawodów). Typowaliśmy wszystkie turnieje mistrzowskie. Świetna zabawa, jednak po 10. sezonach prowadzenia rozgrywek i poświęcania masy czasu zabrakło mi już energii, musiałem odpocząć.

W sezonie 2019 śledziłem zmagania już bez dodatkowych emocji, ale to właśnie ich bardzo mi brakowało. Zawsze jest ten dodatkowy dreszczyk. Gdy zobaczył że PGE Ekstraliga szykuję taką zabawę na ten rok, to szczerze przyznam, że nie mogłem się doczekać startu rozgrywek.

Co oznacza pana nazwa drużyny?

Tutaj wracamy do czasów podstawówki. Tam „narodził się” Tora, który z czasem zmienił się w Torusa i jakoś tak pozostało. Przyznać jednak należy, że w gronie obecnych przyjaciół „Szczepan” jest formą zdecydowanie częściej używaną. Do nazwy drużyny Torus pasuje jednak idealnie (po japońsku tora oznacza tygrys).

Proszę zdradzić elementy swojej taktyki w grze – na czym ona polegała, czy dołączył pan do gry przed 1. rundą PGE Ekstraligi i jakich dokonywał zmian?

Rywalizacje zaczynałem od pierwszej rundy. Taktyka jest w takich zabawach prosta – ustalić najmocniejszy skład, na który pozwala KSM drużyny i liczyć, że dobrze wybraliśmy zestawienie. W Eliga Manager, w odróżnieniu od tej wspomnianej MSL, pozwolono na dużo okienek transferowych. Było to spore ułatwienie, z którego oczywiście chętnie korzystałem. My mieliśmy tylko jedno okienko transferowe, przed runda rewanżową i było zdecydowanie trudniej. Nasze rozgrywki kończyły się na rundzie zasadniczej, a w play-off rozgrywaliśmy puchar. W Eliga Manager największą trudnością było ustawienie składu na rundy finałowe.

Najtrudniejszą decyzją była rezygnacja w pierwszym okienku transferowym z Leona Madsena. Był w mojej drużynie zdecydowanym liderem, jednak jego wysoki KSM nie pozwalał na innych mocnych zawodników. Madsen w tym czasie był bardzo szybki, jednak kusili mnie inni zawodnicy z obniżonymi średnimi. Trudno teraz powiedzieć, czy to było ryzyko, ale na pewno się opłaciło.

Czy skorzystał pan z transferów tylko na rundę finałową czy też wcześniej i czym się pan kierował przy doborze zawodników?

Z transferów korzystałem od pierwszego okienka transferowego. Skoro była taka możliwość, to należało z niej korzystać. Niemałe emocje wzbudziła we mnie, jak i pewnie w innych graczach informacja o przełożeniu jednego z okienek transferowych. Miałem już ustalone zakupy, a w konsekwencji zmiany daty okienka, musiałem z nich zrezygnować. Transfery na rundę finałową były trudne, ze względu na ułożenie się tabeli, czyli kto awansował do play-off, a które drużyny pozostały poza „czwórką”. O tym, że nie będę mógł korzystać z Roberta Lamberta byłem pewien, jednak postawa MOJE BERMUDY Stali Gorzów sprawiła, że ktoś z dwójki Jarosław Hampel lub Paweł Przedpełski też pewnie wypadnie ze składu. Finalnie musiałem szukać zastępstwa dla obu moich zawodników.

Czym się kierowałem przy wyborze? Niby proste, a jednak bardzo trudne pytanie. Na pewno KSM – to podstawa, ale dochodzi jeszcze aspekt, czy komuś kibicuje, czy nie. Wiadomo: lubię – nie lubię, takie ludzkie. Są zawodnicy, których w składzie się po prostu nie widzi. Miałem jednak też takich, którym zbytnio nie kibicuję, jednak trudno odmówić im potencjału. Do tego Ich KSM pasował do magicznej granicy 41 punktów i finalnie kilka świetnych wyników zaliczyli. W większości jednak nie dokładali zbyt dużo punktów do dorobku drużyny i nasze drogi szybko się rozeszły.

Jak dużym utrudnieniem w tworzeniu drużyny była KSM?

KSM to nie utrudnienie tylko granica, której przekroczyć nie można. Kalkulowana Średnia Meczowa musi być, bo inaczej większość drużyn będzie taka sama. Nie potrzeba być geniuszem matematycznym, aby korzystać z kalkulatora.

Jaka była pana historia w klasyfikacji generalnej – jak rodził się sukces i jak to wyglądało przed finałem, bo jednak trzeba powiedzieć, że wyniki kilku zawodników z meczu finałowego PGE Ekstraligi w Lesznie mogły wpłynąć na wyniki drużyn w Eliga Manager?

Początek nie był szczególny. Ważne było pierwsze okienko transferowe i dobre zakupy. W Top 100 pojawiłem się chyba po 5. kolejce, a od 6. rundy czekałem za meczem MOJE BERMUDY Stal – BETARD Sparta, który został przełożony na poniedziałek po 10. kolejce. Po tym spotkaniu awansowałem na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. W między czasie doszło do przerwanego meczu w Grudziądzu, a później walkower w Częstochowie – w obydwóch sytuacjach miałem swoich zawodników, jednak nie zaszkodziło mi to tak bardzo pewnie, jak innym graczom. Po 13. kolejce zostałem liderem i „dowiozłem” zwycięstwo do mety.

Cały czas śledziłem miejsce w tabeli Black Lions i Gkmmm, których uważałem za największych przeciwników i żałowałem, że nie mogłem podejrzeć Ich składów. Przed ostatnią kolejką groźna była ELA LUBLIN. Świetną końcówkę miały natomiast drużyny Kusegopila, Tomasz Team i JazdaNaDefekcie. Dla wszystkich gratulacje i podziękowania za emocje a szczególne dla Młody1995 Dream Team, z którym rywalizowałem w grupie Unia Leszno.

Co do wyników zawodników z finału w Lesznie, to miałem tam czterech przedstawicieli – jeden pojechał świetnie, dwóch zgodnie z oczekiwaniami, a jeden słabo. To tyle, co mogę o tym powiedzieć, bo tak naprawdę zaskoczeniem „in minus” była w tym meczu postawa Bartka Zmarzlika, na plus natomiast Rafała Karczmarza. Reszta raczej zgodnie z planem, wystarczy odszukać wynik meczu z 8. kolejki. Dosyć podobny. Czy wyniki tego meczu miały znaczny wpływ na wyniki drużyn w Eliga Manager? Na pewno. Proszę spojrzeć na największego pechowca tej kolejki, ELA LUBLIN. Drużyna zaliczyła spadek z 2. na 9. miejsce. Mogę tylko podejrzewać, że w składzie było kilku zawodników z tego meczu.

Co by pan w grze zmienił, a co jest według pana „nie do ruszenia”?

KSM, był dobry, ale wymagający, co dawało jeszcze większą radość z tego, że można złożyć dobry skład i się zmieścić w limicie. Nie do ruszenia są okienka transferowe. Są wtedy rozterki i emocje, ale co ważne, jeśli ich daty są podane, to są niezmienne. W tym sezonie zmiana daty namieszała pewnie nie tylko u mnie. Co do zmiany? Na pewno w tym sezonie zabrakło pomysłu na rozliczenie meczu zakończonego walkowerem. Straciło bardzo dużo graczy, a nie tak to powinno być. Takich sytuacji nie można przewidzieć, a każdy z graczy powinien mieć równe szanse. Kolejna kwestia to mecze przerwane i uznane za zakończone (mecz #GRUGOR). Znów ktoś stracił, a inni się cieszyli, bo w tym meczu zawodników nie mieli.

Łut szczęścia, to wszystko. Czy takie coś ma decydować o wynikach, że w jednym mieście tor się rozsypuje, a w innym pęka rura? Swoje propozycje zmian już przekazałem, 10 lat z nich korzystałem i nikt mi nie mógł zarzucić, że jest to niesprawiedliwe. Pytanie tylko, czy przy 30 tysiącach graczy jest to do zrobienia. Tak przy okazji, artykuł który się ukazał po tym walkowerze w stylu „Nie można mieć wielu zawodników z jednej drużyny” (artykuł dostępny TUTAJ, przyp. red.) był po prostu nie na miejscu. Rozumiem, że nikt nie zakładał przy tworzeniu regulaminu, że będzie w tym sezonie walkower i zabrakło pomysłu później, co z tym zrobić, ale pisanie, że gracze są sami sobie winni, bo mają za dużo zawodników z jednego klubu to jest żenujące. Wybieramy kogo chcemy, a twórcy regulaminu mają zapewnić równe szanse dla wszystkich. Zresztą podsumowanie sezonu czy ostatniej kolejki też się autorowi nie udało (artykuł dostępny TUTAJ, przyp. red.).

Czy jest pan aktywny w innych zabawach w aplikacji – Typer lub Ekspert PGE Ekstraligi?

Nie. Eliga Manager była jedyną zabawą w której brałem udział. Z tego co gdzieś widziałem Typera PGE Ekstraligi też wygrał uczestnik z Leszna. Gratulacje!

Jakby pan opisał grę Eliga Manager?

Gra ekscytująca, prostota dodaje jej uroku. Pomysły, które są planowane do wdrożenia na sezon 2021 czy niektóre propozycje, które miałem okazje przeczytać na profilu Eliga Manager, mogą ją tylko niepotrzebnie skomplikować. Co mi osobiście bardzo się podoba przy takich zabawach, to jest otwartość kibica na zawodników z innych drużyn. Drużyna, której kibicujemy zawsze jest na pierwszym miejscu, ale z zainteresowaniem i niemałymi emocjami śledzimy wszystkie mecze.

Z perspektywy kibica, jak podsumowałby pan ten specyficzny sezon, w jakim rozgrywana była tegoroczna PGE Ekstraliga? Czy Eliga Manager była tzw. „pomostem”, który sprawiał, że kibice byli bliżej zmagań drużyn, mimo ograniczeń na trybunach, bądź braku kibiców na stadionach?

W tym roku wszyscy zastanawialiśmy się, czy w ogóle uda się wystartować z żużlem, jednak prowadzenie wszystkich rozgrywek było świetne i wszystkie klasy dojechały do końca sezonu. Za to wielkie brawa.

PGE Ekstraliga rozgrywana w trybie „turbo” była niesamowita. Normalny sezon to czekanie za następną kolejką – w tym roku w niedzielę się kolejka kończyła a w piątek kolejna zaczynała. Dla kibiców fenomenalne, znacznie trudniejsze dla zawodników. Zwłaszcza jazda w upale, gdzie normalnie była letnia przerwa. Myślę że najwyższy czas pomyśleć o powiększeniu do 10 zespołów. Przepis U-24 daje więcej wolnych dobrych zawodników. Dawno nie było sezonu, gdzie tak wiele zespołów do końca walczyło o awans do fazy finałowej. Eliga Manager nie sprawia, że kibic jest bliżej drużyny, jest przede wszystkim bliżej żużla i zawodników których ma w swojej wybranej drużynie. Nic nie zastąpi bycia na trybunach, hałasu rozgrzewanych motorów czy zapachu, euforii kibiców po wygranym biegu lub ciszy na stadionie, gdy goście wygrają bieg 5:1. Nic nie zastąpi kibicowania prawdziwej drużynie, nie ma takiej możliwości. Eliga Manager pozwala jednak choć na chwilę być np. Piotrem Baronem i decydować, za kogo będziemy w tej kolejce mocniej trzymać kciuki.