Termiński: Nie mamy pewności, że zobaczymy w tym sezonie Chrisa Holdera w naszych barwach (wywiad)

Rozmowa dla speedwayekstraliga.pl Jakuba Kellera z Przemysławem Termińskim, właścicielem Klubu Sportowego Toruń, w której opowiedział o swoich wpisach na facebooku, kłopotach Chrisa Holdera, działalności szkółki toruńskiego klubu, a także o przedsezonowych negocjacjach z zawodnikami i menedżerem, Jackiem Frątczakiem.

– Sezon 2017 nie należał do udanych w wykonaniu Get Well Toruń. W klubie zaszło jednak kilka zmian, po których toruńscy kibice mogą nieco bardziej ostrzyć apetyty. Jakie jest więc nastawienie pana, jako właściciela przed zbliżającym się sezonem?

– Liczę na to, że ten sezon będzie zdecydowanie lepszy od poprzedniego, a moje nastawienie jest optymistyczne.

A oczekiwania? Jaki cel stawia pan swojej drużynie w 2018 roku?

– Oczekuję, że znajdziemy się w play-off i będziemy mogli powalczyć o medal.

W trakcie ubiegłego sezonu, na stanowisku menedżera Get Well Toruń Jacka Gajewskiego zastąpił Jacek Frątczak. Zadanie swoje wykonał, bo zespół utrzymał się w PGE Ekstralidze. Pod koniec ubiegłego sezonu Jacek Frątczak mówił jednak, że jego pozostanie w Toruniu niemal graniczyłoby z cudem. Pan jednak zdołał namówić go do współpracy. Zdradzi pan, jakich argumentów użył pan w tym celu?

– Jacek jest „zarażony” żużlem i myślę, że wyzwanie jakim jest prowadzenie jednej z najlepszych ekip żużlowych na świecie było tu głównym motywatorem dla niego. Spodobał mu się eksperyment z końca ubiegłego sezonu. Połknął bakcyla. A to że obie strony dobrze się dogadywały, to i porozumienie przyszło dość szybko.

Sezon się jeszcze dobrze nie zaczął, a już niepokojące wieści płyną z Australii w sprawie Chrisa Holdera. Dotyczy to jednak tylko spraw formalnych. A jeśli chodzi natomiast o te, sportowe… Wierzy pan, że ten sezon będzie dla niego przełomowy? A jeśli nie, to czy dostanie on kolejną szansę? Czy pana cierpliwość jednak wówczas się skończy?

– Na dziś nie mamy pewności, czy zobaczymy Chrisa Holdera w tym sezonie w barwach „Aniołów”. Jego problemy jakoś nie mogą się skończyć. Pamiętajmy też o koniecznym okresie na przygotowanie do sezonu. Póki co, to Chris Holder nie jeździł jeszcze z nami i nie ma możliwości by ocenić jak jest do nowego sezonu przygotowany. Wystawienie go na mecz pierwszej kolejki to duże ryzyko.

Jak wyglądały przedsezonowe rozmowy z zawodnikami? Jest pan zadowolony z obecnego kształtu zespołu? Czy jednak odczuwa pan leki niedosyt? Wiemy bowiem, że klub interesował się Maxem Fricke i Jarosławem Hampelem.

– Wielu zawodników z nami rozmawiało. Mi osobiście brakuje w drużynie Grega Hancocka. Pozostali stanowią team optymalny, tak pod względem sportowym jak i organizacyjnym.

A Adrian Miedziński? Pierwszy raz zdecydował się opuścić toruński zespół. Jak pan zareagował na tę decyzję?

– Spokojnie. Zobaczymy jak udany będzie dla niego ten sezon. Tak czy inaczej, zawsze ma możliwość powrotu do Torunia. Przyjmiemy go z otwartymi ramionami.

Z klubem pożegnał się też Robert Kościecha, który szkolił toruńską młodzież. Sądzi pan, że rodzina Ząbików wywiąże się lepiej z tego zadania i „rozbuja” klubową szkółkę?

– Szkolenie juniorów to bardzo trudny odcinek. Zarówno ze względu na małą ilość chętnych, jak i na postawę wielu kandydatów. Chciałbym, aby nowy trener ustabilizował formę juniorów, którzy obecnie trenują w zespole, oraz znalazł przestrzeń na znalezienie i wyszkolenie jeszcze jednej, dwóch osób, które w przyszłości zasilą nasz zespół.

Jakiś czas temu dodał pan na facebooku zdjęcie nowego sprzętu, który klub zakupił dla juniorów. Sporo tego było. Czy w związku z tym klub w tym roku zwiększył pulę pieniędzy na ten cel?

– Faktycznie trochę więcej wydaliśmy na przygotowanie sprzętowe na początku roku. W trakcie sezonu przeznaczymy podobną ilość środków na jazdę juniorów.

Chciałbym też zapytać o pańskie wpisy na portalach społecznościowych. Czasem wywołują one emocje, a kibice różnie je odbierają i komentują. Czy było kiedyś tak, że po tym jak opadły emocje, żałował pan któregoś z pańskich wpisów?

– Bez przesady. Każdy na chłodno oceniający moje wpisy zgodzi się z nimi. To raczej właśnie dziennikarze, a po nich kibice podkręcają atmosferą szukając sensacji. Zdarza się, że coś tam we wpisie skoryguję, ale to kwestie drugorzędne. Przechodząc do meritum – podtrzymuje każdy z moich wpisów

– Czy w 2014 roku, kiedy przejął pan Klub Sportowy Toruń, spodziewał się pan, że tak pana ten sport pochłonie?

– W poprzednich latach żużel pochłaniał mnie zdecydowanie mocniej. Teraz staram się trzymać dystans.

A nie ma pan jeszcze dość żużla? Zwłaszcza, że sporo on pana kosztuje…

– Nie. Na razie nie mam dość. A co będzie za 2-3 lata? Zobaczymy.

A zadał pan sobie kiedyś pytanie „A tak właściwie po co mi ten żużel?”

– Nie. Jakoś takie pytania we mnie nie powstają.

Jest coś, co pana szczególnie zaskoczyło po tym jak poznał pan żużel od kuchni?

– Myślę, że takim czymś jest absolutny rozjazd pomiędzy tym co ludzie czy dziennikarze piszą o kontraktach zawodników, a faktycznymi zapisami w nich zawartymi. Kolejna rzecz to całkowity rozjazd pomiędzy świadomością czy opinią kibiców co do zasad organizacji meczów, pracy drużyny, procesów decyzyjnych czy biznesowych w stosunku do realiów

– Toruński klub długo czeka na mistrzowski tytuł. Wierzy pan, że uda się w tym roku?

– Chciałbym, aby to był ten rok.

Rozmawiał:
Jakub Keller
Fot. Łukasz Trzeszczkowski