„Ten mecz był sprawdzianem przydatności zawodników do zespołu” – wypowiedzi MOJE BERMUDY Stali Gorzów po #LESGOR

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Gorzowianie ulegli FOGO Unii Leszno w stosunku 55:35. Tym samym nie przerwali swojej serii porażek i nie wywieźli ze „Smoka” również punktu bonusowego. MOJE BERMUDY Stal nadal zamyka tabelę PGE Ekstraligi.

Trener MOJE BERMUDY Stali Gorzów Stanisław Chomski mówił o formie zawodników oraz o tym, jak dobrał zawodników na spotkanie z mistrzami Polski. – Można to tak sparafrazować, że mamy strasznego pecha. Jak to mówi porzekadło – szczęście sprzyja lepszym. W tej chwili nie jesteśmy w najlepszej dyspozycji. Można tutaj układać różne teorie – jeden mecz u siebie, inne na wyjeździe. Suma sumarum, pięć meczy i zero punktów mówi samo za siebie. Jeśli chodzi o zdrowie zawodników – upadek Iversena nie miał żadnych negatywnych konsekwencji, gorzej wygląda sytuacja z pozostałą dwójką – Andersem Thomsenem i Rafałem Karczmarzem. Jednak tomografy i rezonans w szpitalu w Grudziądzu nic nie wykazały. Bóle, które odczuwał Rafał minęły całe szczęście po dwóch dniach. Oczywiście zawodnicy odbyli konsultacje lekarską jeszcze w Gorzowie i otrzymali zielone światło. W środę trenowaliśmy w Gorzowie i po treningu padła decyzja, że są zdolni wystąpić. Występ Jacka Holdera w początkowych spotkaniach był uzasadniony, gdyż Niels Kristian Iversen słabo się prezentował, nie tylko ze względów zdrowotnych, mecz był bardzo trudny. Następne dobory były na zasadzie – „raz dwa trzy miałeś pecha ty”. Tak nie może być. Ja muszę budować atmosferę w drużynie, ja muszę budować pewność siebie, muszą wiedzieć, że im ufam. Ten dzień jest takim sprawdzianem ich przydatności do zespołu – powiedział obszernie przed meczem.

Rafał Karczmarz mógł być zadowolony z biegu juniorskiego, gdzie zdobył 2 „oczka”, w kolejnych niestety ukończył wyścigi na ostatniej pozycji. – Brakowało startów i musiałem gonić po trasie i nadrabiać. Jednak było to za mało, by pomóc mojej drużynie ciągnąć ten wynik do zwycięstwa. W moim trzecim starcie zmieniłem całkiem ustawienia. Start był lepszy, ale cały czas brakuje prędkości. Atmosfera w parku maszyn jest spokojna, nie chcemy niepotrzebnie budować jakiejś „napinki”, to jeszcze nie jest koniec meczu. Jesteśmy w stanie jeszcze trochę wskórać – wyjaśnił młodzieżowiec.

Zaimponować mogła postawa Wiktora Jasińskiego, który przez chwilę wiózł przed sobą ambitnie samego Emila Sayfutdinova. – Czułem się bardzo dobrze na torze w Lesznie. Przyjechałem bardzo zmotywowany. W drugim swoim biegu wygrałem start z doświadczonymi zawodnikami Emilem czy panem Januszem Kołodziejem. Ogólnie zaliczam zawody na plus. Jedziemy jeszcze biegi nominowane, walczymy całą drużyną. Mam nadzieję, że dobrze się skończy ten sezon. Jeździłem na leszczyńskim owalu rok temu, to były moje pierwsze zawody po licencji, też 1 plus bonus, więc powtórka z tamtych zawodów. Czwarte pole jest troszkę słabsze, nikt nie wygrał z tego pola. Nie miałem już z czego wyjechać, próbowałem coś gonić, ale nie wyszło – powiedział z pokorą młody gorzowianin.

Mistrz Świata z kolei w całym meczu zdobył 10 punktów i jeden bonus. – Zdecydowanie wszystkim jest ciężko na torze w Lesznie. FOGO Unia Leszno to wspaniała drużyna, która idzie jak czołg i wygrywa wszystko. Za to im się należy ogromny szacunek i gratulacje, bo to niesamowita zgrana i równa drużyna. Wszystko im się układa tak, jak sobie marzą. Dobrze się na nich patrzy. Są spasowani idealnie na torze. Generalnie jestem zadowolony. Dużo radości wyciągnąłem z tego toru. Czułem, że moje ustawienia nie były do końca trafne, a i tak wyciągałem coś z tego. Moja drużyna przegrała z czego nie jestem zadowolony. Czeka nas jeszcze dużo meczy, mam nadzieję, że jeszcze dla MOJE BERMUDY Stali Gorzów zaświeci słońce w tym roku. Nie możemy się porównać na własnym torze z rywalami, nie możemy znaleźć nawet takiej bazy jak to działa u siebie, ciągle jesteśmy na wyjazdach. Strzelamy – to co pasowało w tamtym roku nie pasuje. Taki jest żużel i sport. Trzeba podejść do tego z pokorą, robić swoje i starać się o jak najlepszy wynik, bo co innego możemy zrobić w takim wypadku? Wyżej pępka się nie podskoczy. Trzeba pracować i prosić kibiców, żeby byli z nami do końca. My naprawdę robimy wszystko. Zawsze po deszczu jest słońce. Będzie jeszcze dobrze. Jak ktoś nam odejmuje ambicji, to ja absolutnie się z tym nie zgadzam i będziemy dalej zostawiać serce na torze – podsumował Bartosz Zmarzlik w Mix Zone.

Daria Jagodzka