Stanisław Chomski: Zmarzlik jest gotowy na złoto

Fot. Marcin Szarejko
Fot. Marcin Szarejko

Turniejem w Toruniu zakończył się cykl Speedway Grand Prix 2018. Tai Woffinden obronił 10-punktową przewagę, jaką przed ostatnimi zawodami miał nad Bartoszem Zmarzlikiem. Polak bardzo dobrze rozpoczął sobotni turniej, jednak kropkę nad „i” postawił Brytyjczyk.

Reprezentant Polski, po roku przerwy, powrócił na podium, uzupełniając swoją kolekcję trofeów o kolejny krążek. Stanisław Chomski, trener Cash Broker Stali Gorzów, w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl podzielił się swoimi spostrzeżeniami na temat tych zawodów, jak również całego sezonu w wykonaniu Bartosza Zmarzlika.

– Bartosz Zmarzlik zdobył srebrny medal Indywidualnych Mistrzostw Świata. Przed ostatnim turniejem była jeszcze matematyczna szansa na złoto. Jak Pan ocenia te zawody w wykonaniu swojego podopiecznego?

– Przystępując do rywalizacji ze stratą dziesięciu punktów Bartek był bardzo mocno zdeterminowany. Czternaście punktów po rundzie zasadniczej, kiedy zaczyna się z pól zewnętrznych, to jest wielkie osiągnięcie. Półfinały rządzą się swoimi prawami. Wolałbym, aby Bartek przegrał start w drugim półfinale, bo wtedy wiedziałby co zrobić. Chciał, przy równym starcie, założyć Nielsa Kristiana Iversena, on go wypychał, skorzystali inni. Na trzecim okrążeniu, kiedy wydawało się, że ma Taia Woffindena na widelcu, trochę go postawiło i stracił pozycję. Takie są oblicza tego sportu, które powodują, że kibice tak tłumnie przychodzą na zawody i dopingują. Myślę, że tytuł wicemistrza świata jest wielkim osiągnięciem.

– Dwa lata temu Zmarzlik zdobył brązowy medal. Teraz mamy srebro. Czy jest już gotowy na złoto?

– Bartosz cały czas jest gotowy na złoto. Ten okres radosnego żużla minął. Speedway Grand Prix polega na tym, że trzeba zbierać punkty. W tym turnieju Bartek pokazał duży hart, bo wiedział, że ma dużą stratę. Można powiedzieć, że zwycięstwo, przy doświadczeniu Taia Woffindena mogło się zdarzyć tylko teoretycznie. Zmarzlik potrafi zbierać punkty. Początek sezonu zaważył na tym, że to Tai, a nie on święci tytuł mistrza świata. Myślę, że druga połowa sezonu należała do Bartka. To zaowocuje wieloma wnioskami, które, przy pomocy wielu ludzi, którzy z nim pracują, wyciągnie na przyszłość. Niedługo powinniśmy się cieszyć, że – może nie tylko on – ale też inni nasi reprezentanci będą walczyli o tytuł z pozytywnym skutkiem.

– Zna Pan Bartosza Zmarzlika jak mało kto. Czy myśli Pan, że te oczekiwania, że jest to być może następca Tomasza Golloba, bardziej go motywują, czy może to trochę jednak przeszkadza?

– Media, jeśli chodzi o sport żużlowy, są u nas tak rozbudowane, że sami troszeczkę „pompujemy” tych zawodników i ta presja, w jakimś sensie, ich zobowiązuje. W Anglii, Danii czy Szwecji żużel również jest popularny, ale tam oddziaływanie mediów nie jest aż tak duże jak w Polsce. To nie zawsze pomaga, ale zawodnicy wiedzą, Bartek również, że z tym trzeba się zderzyć i trzeba podołać wyzwaniom i oczekiwaniom, które przed nimi stawiają kibice. To też może zdopingować i wytworzyć motywację i środki, które spowodują, że będziemy wcześniej czy później zdobywali tytuły.

– W jeździe i sylwetce Bartosza Zmarzlika można zauważyć spore podobieństwo do Tomasza Golloba. Czy Bartosz cały czas wzoruje się na naszym Mistrzu?

– Nie odbierałbym tego w ten sposób. Gdy Bartosz był młodym zawodnikiem stworzyłem takie grupy, gdzie przyporządkowałem poszczególnych młodych zawodników do innych, bardziej doświadczonych. Bartek potrafił czerpać z Golloba pewne wzorce. Zmarzlik ma ofensywny styl jazdy. W jego pierwszym i drugim sezonie w cyklu Grand Prix powodowało to, że każdy wyścig dla niego był jak bieg o mistrzostwo świata. Przez to zyskiwał, ale i wiele razy tracił punkty w ogólnej klasyfikacji. Myślę, że dojrzał i tyle, ile mógł przejąć od Tomka – przejął, ale to już jest duża indywidualność. Patrząc na niego można doszukać się pewnych wzorców, ale to jest naprawdę zawodnik swojego stylu jazdy, umiejący czytać tor i ścieżki, które są na tym torze. To powinno go doprowadzić do tego najwyższego lauru.

Kamil Rychlicki
Jakub Keller