Stanisław Chomski: To wcale nie musi być liga dwóch prędkości (wywiad)

W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl trener brązowych medalistów Drużynowych Mistrzostw Polski 2017, Stanisław Chomski opowiedział m.in. o celach CASH BROKER Stali Gorzów na nadchodzący sezon, ocenił potencjał ligowych rywali, zdradził jakie są plany wobec juniorów, a także wypowiedział się na temat wprowadzenia do składu ósmego zawodnika oraz o roszadach w składzie. Rozmowę przeprowadził Krzysztof Frączek.

– Jakie są cele CASH BROKER Stali Gorzów na sezon 2018?

– Spoglądając na wyniki zespołu z ostatnich lat, a także na indywidualne sukcesy zawodników, to nie sposób nam mówić, że chcemy tylko zaistnieć w tej lidze i dobrze jeździć. Celem podstawowym jest obecność w finałowej czwórce, a później będziemy nakreślali następne. Chcemy się skupić na walce o medale, a w trakcie sezonu okaże się, czy ten cel uda nam się osiągnąć. Domeną sportowców jest wyznaczanie sobie najwyższych celów i takie sobie stawiamy, choć konkurencja jest ogromna i każdy ma apetyt na jak najlepsze miejsce.

– Jak Pan ocenia siły i potencjał poszczególnych drużyn w przyszłym sezonie?

– Moim zdaniem FOGO Unia Leszno nic nie straciła, a wręcz zyskała. Zawodnicy z formacji juniorskiej okrzepli, a doświadczenia z ubiegłych lat powinny procentować. Jest to kandydat numer jeden do walki o złoty medal. Zespół BETARD Sparty Wrocław ma doskonałego młodzieżowca, a dzięki możliwości rotacji z numerem ósmym, pod którym najprawdopodobniej będzie występował Max Fricke, daje powody do uznania, że ten zespół nie stracił na wartości. Gdyby nie rozstrzygnięcia po ubiegłorocznych rozgrywkach i szczęśliwe utrzymanie się w lidze, klubu z Torunia mogłoby nie być w PGE Ekstralidze, co byłoby dużą stratą ze względu na infrastrukturę, stadion i zespół jaki zmontowali. Uważam, że ten zespół też ma szansę być w czwórce. Kolejną drużyną, która powalczy o play-off jesteśmy my. Co prawda odeszło dwóch zawodników, ale przyszedł Szymon Woźniak, a nasi juniorzy też już okrzepli. O ile nie będą jeździli na gorszym poziomie, a porównywalnym do tego z zeszłego sezonu, też będą ważnym ogniwem. Myślę, że Falubaz Zielona Góra po stracie Jasona Doyle’a i Jarosława Hampela będzie zespołem nieobliczalnym, który może w tej lidze zaistnieć. Do Częstochowy wrócił Marek Cieślak, który potrafi zmobilizować i ustawić zespół. Ściągnął wartościowych zawodników, ale młodzież nie jest wystarczająco doświadczona. Niemniej mają silną formację seniorską i też aspiracje do pierwszej czwórki. MRGARDEN GKM Grudziądz skutecznie bronił się przed spadkiem, na pewno po kilku latach jazdy w PGE Ekstralidze i transferach jakich dokonali, będą mieli wysokie aspiracje. Grupa Azoty Unia Tarnów w teorii wydaje się najsłabsza, ale ma niezłego Patryka Rolnickiego, który ma zadatki na dobrego zawodnika. Wielką niewiadomą jest Nicki Pedersen, który jest głodny jazdy, a jeżeli potwierdzą się jego zapowiedzi, to może być liderem, który pociągnie ten zespół. Liga wcale nie musi być dwóch prędkości i może się dużo wydarzyć.

– Jakie są plany wobec poszczególnych juniorów? Kto będzie stanowił o sile tej formacji, a kto będzie musiał zostać wypożyczony lub będzie kontynuował karierę w innym żużlowym ośrodku?

– Obecnie w kadrze mamy pięciu zawodników młodzieżowych. Marcel Studziński spędził zeszły sezon w Ostrowie i wyrażamy zgodę na jego dalsze wypożyczenie. Mając pięciu juniorów nie możemy im wszystkim zapewnić polityki startowej, poza zawodami młodzieżowymi. Dlatego też jeszcze jeden zawodnik zostanie wypożyczony do innego klubu, zwłaszcza, że mamy dwóch adeptów, którzy już wiekowo i sportowo są przygotowani do podejścia egzaminu.

– Jak Pan ocenia wprowadzenie instytucji „numeru 8” i czy będzie Pan starał się stosować taką możliwość? Czy jest brany pod uwagę wariant z ustawieniem Bartosza Zmarzlika pod numerem 8?

– W moich założeniach ten numer będzie przypisany trzeciemu zawodnikowi młodzieżowemu, z tego względu, że jak mam dać komuś się rozwijać, to przede wszystkim młodym zawodnikom. Mamy Bartosza Zmarzlika, który mieści się w wymogach wiekowych. Moim zdaniem jest to zawodnik, który powinien zdobywać punkty już od początku. Bartek lubi w miarę możliwości zawsze skorzystać z próby toru. Jest to dla niego pewien sposób rozgrzewki, zapoznania z torem. A wejście z numeru ósmego może odnieść skutek negatywny, ale nie mówię „nie”, bo mogą być takie mecze i takie założenia taktyczne, że trzeba będzie ten manewr zastosować.

– Jak Pan ocenia i podsumuje zajęcia przeprowadzone podczas obozu w Karpaczu?

– Obóz był okazją do rozmów o celach na ten sezon i sposobach ich realizacji. Przy okazji mieliśmy ogląd jak w jednym miejscu i w jednym czasie zespół współpracuje. Chodziło nam też o to, aby zmniejszyć barierę, która jest między adeptami, młodymi zawodnikami, a tymi, którzy stanowią o sile zespołu. Zajęcia z treningu mentalnego były tak zorganizowane, żeby wypracować taki styl komunikacji, praktycznie bez słów. Z Jerzym Buczakiem kładliśmy duży nacisk na kształtowanie, wprowadzenie i pokazanie pozytywów treningu propriocepcji, czyli tych mięśni głębokich, które w zwykłym treningu są mało zaangażowane. Każdy zawodnik przeszedł także sesje z psychologiem, na bazie wdrożenia Biofeedbacku, czyli zajęć, w których badamy jak pracuje nasz mózg. Pracowaliśmy też nad zminimalizowaniem skutków ubocznych ciężkich treningów fizycznych.

– A jak Pan zapatruje się na zajęcia dotyczące współpracy zawodnik-trener?

– Chodziło nam o to, by komunikacja funkcjonowała jeszcze lepiej. Te zajęcia, które wydawały się zabawowe, po głębszej analizie zawodnicy dochodzili do wniosku, że ma to sens. Daje to do myślenia, jak zachować się w podobnych sytuacjach już w trakcie sezonu. Jest to element, nad którym trzeba ciągle pracować i w każdy trening są i będą wplatane te zajęcia z obozu w Karpaczu.

– Kibice zadają liczne pytania, czy Szymonowi Woźniakowi uda się godnie zastąpić Nielsa Kristiana Iversena?

– Szymon ma być ważnym ogniwem, jednym z pięciu seniorów, którzy będą przywozili ważne punkty, w dobrej atmosferze, w dobrej komunikacji, w poczuciu swojego miejsca w zespole. Ja bym tego nie porównywał kogo ma zastąpić. Sam określił, że jego celem jest podnoszenie poziomu. Bardzo dobrze z nim się rozmawia na różne tematy. Potrafi też zadać trudne i wnikliwe pytania, z których chce wyciągnąć maksimum wiedzy. Bardzo szybko wkomponował się w zespół. Jego charakter, otwartość i umiejętność komunikacji pozwoliło na to, że szybko został zaakceptowany przez pozostałych kolegów z zespołu.

– Linus Sundstroem z zawodnika oczekującego stał się zawodnikiem pierwszego składu. Jak czuje się w nowej roli?

– Linus Sundstroem powiedział, że teraz czuje się ważnym ogniwem. Znał swoją dotychczasową rolę i nie wychodził przed szereg. Zawsze był trochę na uboczu. Podczas obozu był „w centrum uwagi”, było dużo rozmów w języku angielskim. Chcieliśmy, aby Linus był wartością, którą chcemy żeby spełniał w zespole. Poczuł się pełnowartościowym zawodnikiem i chce dać nie tylko kibicom, ale i sobie odpowiedź, że warto było na niego postawić.

Krzysztof Frączek
Fot. Marcin Szarejko