Stanisław Chomski: dodatkowa liga dla najzdolniejszych młodych zawodników to szansa

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

– Uważam, że przy tych finansach, które teraz się pojawią z tytułu nowego kontraktu telewizyjnego, jest zasadne, żeby przekazać część na dobrze funkcjonującą i zorganizowaną drużynę z całym zapleczem – powiedział Stanisław Chomski, szkoleniowiec MOJE BERMUDY STALI Gorzów, w rozmowie dla speedwayekstraliga.pl.

Trener wicemistrzów Polski był jednym z pięciu ekspertów, którzy opracowywali nowe założenia szkoleniowe, w tym przypadku głównie dotyczące klasy 500cc.

Speedwayekstraliga.pl: Znane są założenia dotyczące drugiej drużyny od sezonu 2022. Jak Pan oceni kwestię powstania zespołu U24?

Stanisław Chomski: Na pewno pierwszy rok będzie trudny. Trenerzy, menedżerowie czy prezesi będą chcieli zbudować przemyślane składy. Takie, które już dawałyby gwarancję wzrostu poziomu sportowe w rywalizacji sportowej pomiędzy poszczególnymi zawodnikami oraz bezpieczeństwa, w razie problemów i kontuzji, jakie na przykład teraz nas dotykają, czyli MOJE BERMUDY STAL Gorzów. Ten pierwszy sezon będzie trudny, bo trzeba zbudować taką drużynę, która będzie nie tylko zabezpieczała, ale i zwiększała rywalizację na niektórych pozycjach takich, jak U24 czy juniorzy. Niemniej, dla klubów, które szkolą i mają taką ilość zawodników, którym nie są w stanie zapewnić odpowiedniej polityki startowej, adekwatnej do ich poziomu sportowego, to stwarza duże pole manewru.

Uważam, że przy tych finansach, które teraz się pojawią z tytułu nowego kontraktu telewizyjnego, jest zasadne, żeby przekazać ich część na dobrze funkcjonującą i zorganizowaną drużynę z całym zapleczem (np. mechanicy, trenerzy, instruktorzy, itp.).

Druga drużyna każdego klubu PGE Ekstraligi będzie występować w U24 Ekstraliga. Będzie to krok do przodu w rozwoju zawodników i pomoże wyrównać różnicę w poziomie między podstawowymi juniorami, a tymi z zespołu U24?

Myślę, że z biegiem czasu tak, ale nie od razu. To drużyna do 24 lat, gdzie będą już „młodzi seniorzy”, ale też sami juniorzy. Sami widzimy, jaka jest rywalizacja w DMPJ i innych zawodach młodzieżowych, gdzie są zawodnicy 15-letni, 16-letni, ale też 21-letni. Na pewno ci wybijający się już powinni jeździć „wyżej”, ale poprzez stworzenie drużyny rezerw ta droga może się okazać mniej wyboista. Każdy może prześledzić karierę najzdolniejszych młodzieżowców, którzy łapali każde zawody – począwszy od DMPJ, itp., ligi zagraniczne, co spowodowało, że jazda w PGE Ekstralidze była dla nich mniej szokującym wyzwaniem w stosunku do oczekiwań. Na pewno nie każdy jest przygotowany do takiej ilości jazdy. Nie zawsze wszyscy mogą być tak samo obciążeni, ale ta dodatkowa liga da tym nie tylko najzdolniejszym możliwość podnoszenia szybciej swojego poziomu sportowego.

Sami wiemy, że wielu młodych zawodników przed pandemią rywalizowało w Anglii, Danii, Szwecji. To nie są zawody, gdzie zarabia się wiele, ale jest to utrzymanie poziomu sportowego przez optymalną liczbę startów. Zawsze jest to lepsze, niż najbardziej urozmaicony trening na torze żużlowym.

Czy nowy system szkoleniowy tzw. piramida, to lepsza okazja dla młodych, by wejść szybciej na wyższy poziom?

Podstawą jest sport masowy – każdy umie biegać, jeździć na rowerze. Dopiero poprzez różne etapy specjalizacji, coraz to węższe, rodzi się rywalizacja, prowadząca do mistrzostwa. Stworzenie piramidy szkoleniowej, będzie okazją do skorzystania dla szerokiej masy chętnych zapaleńców motoryzacji. Możliwości pojeżdżenia na Pit Bike’ach, motocyklach o małej pojemności, przystosowanych do rozwoju fizycznego dziecka.  System ten zobowiązuje do stworzenia miejsc treningowych, właśnie na torach, takich jak Pit Bike, itp.. Chętni będą mieli możliwość przyjść, spróbować i ocenić pod fachowym okiem swoje predyspozycje do sportów motorowych. Przejście z tej „masowości”, ogólnej dostępności, do węższej specjalizacji – do treningu na minitorze, motocyklach o mniejszej pojemności, aż do jazdy motocykl o pojemności 500cc, przy uwzględnieniu kategorii wiekowych i umiejętności.

Zmianie ulegnie także szkolenie – powstanie Akademia Trenerów Sportu Żużlowego. Sądzi Pan, że czeka nas przełom w metodyce szkolenia i podejścia trenerskiego?

Trudno stwierdzić, bo uważam, że też w tej kwestii ten system będzie się rozwijać, ale będzie to rozłożone w czasie. Żużel jest na tyle nieskomplikowany, bo sam trening żużlowy na torze jest bardzo prostym procesem i tu akurat zawodnik, który jeździł i ma chęć pomóc w szkoleniu jest w stanie przekazać i wyłapać pewne elementy, które rzutują na podniesienie poziomu sportowego. Z mojego punktu widzenia, wydaje mi się, że trzeba wyjść z tym poza skalę „własnego podwórka”. Potrzeba wyjść w kierunku przygotowania rodziców, samego adepta do pojęcia, jakie zadanie i cel ma trening, co niesie ze sobą wynik, a co porażka sportowa, jak ważny jest w tym trening uzupełniający i wiele innych elementów, które kształtują przyszłego mistrza. Do tej pory było tak, że przychodził chłopak z ulicy, po krótkim instruktarzu siadał i jechał motocyklu żużlowym. Tak było np. w moim pokoleniu, ale teraz się to zmieniło. Obecnie też przychodzą młodzi adepci, próbują swoich jazd na motocyklu, czy to na minitorze, czy inny formach, ale nie zawsze to czynią w pełni przygotowani do tego ludzie.

Wydaje mi się, że powinna być edukacja bardziej poglądowa – jakie są plusy i minusy tego sportu oraz co ze sobą niesie sukces i porażka, trud treningu. Żeby szkolić kompleksowo, trener lub instruktor powinien posiadać wiedzę horyzontalną, a nie tylko skupić się na tym, żeby chłopaka posadzić na sprzęt i pokazywać mu, jak kręcić kółka. Ważne jest ukształtowanie świadomości trenerów na to, żeby spojrzeć szerzej na problem szkolenia.

Trzeba zaznaczyć, że ten sport jest bardzo urazowy, emocjonalny i stresujący. Nie tylko dla samych zawodników, ale i całego środowiska. Przygotowanie zawodnika, jego rodziców pod względem mentalnym jest bardzo ważne. Żużel niesie sukcesy i porażki. Jest on bardzo oceniany w mediach, są wyrażane opinie w przeróżny sposób – to dociera do młodych chłopaków i ich otoczenia. Po okresie sukcesów, gdzie rywalizacja toczy się o wyższe cele, pojawiają się czasami niewybredne komentarze, które mogą dołować. Znamy przypadki doświadczonych zawodników, którzy nie radzili sobie z presją, porażką i hejtem. To jest bardzo ważna sfera, jak sobie radzić z tym.

Ktoś, kto prowadzi takiego chłopaka musi mieć większą wiedzę, niż tylko pokazywanie jazdy w lewo. Musi mieć świadomość, że trzeba korzystać z ludzi, którzy specjalizują się na temat wysiłku fizycznego, metodyki treningu czy psychologii sportu. Ważne jest, aby korzystać, zwłaszcza w tym czasie, z pomocy wykwalifikowanego psychologa sportu po studiach psychologicznych, znającego mechanizmy funkcjonowania zawodnika w sporcie od podszewki, nie coacha czy trenera mentalnego, bo wielu ludzi to myli.

Członkowie zespołu szkoleniowego, który opracowywał założenia zmian: Stanisław Chomski – klasa 500cc, Rafał Dobrucki – klasa 250cc/500cc, Robert Kościecha – klasa 250cc/500cc, Jacek Woźniak – klasa 125cc/mini żużel i Marcin Wójcik – klasa Pit Bike.