Smoliński: Chciałbym wygrać Mistrzostwa Świata na DT oraz powrócić do SGP (korespondencja z Teterow)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Martin Smoliński występuje podczas 2019 AZTORIN German FIM SGP z dziką kartą, jednak Niemiec miał okazję w ostatnim czasie walczyć o stałą przepustkę do cyklu. Ta sztuka się jednak nie udała i żużlowiec odpadł w Gorican. W rozmowie ze speedwayekstraliga, zawodnik STELMET Falubazu opowiedział o GP Challenge, stanie zdrowia po upadku w Chorwacji i swoich celach.

Małgorzata Karczewska: Przede wszystkim zacznę od tego, jak czujesz się po nieprzyjemnym upadku podczas SGP Challenge. Doszedłeś już do siebie?

Martin Smolinski: Czuję się dużo lepiej, ale jeszcze nie jest idealnie. Ciągle czuje ból w jednym z największych mięśni pleców. Wykonałem bardzo dużo pracy z fizjoterapeutą, to był też powód opuszczenia treningu w Teterow. Teraz adrenalina zaczęła działać, a wtedy nie czujesz już bólu.

Nie ukrywałeś, że w tym roku twoim celem było wywalczenie miejsca w SGP 2020. W Gorican po kuriozalnej sytuacji w 7. biegu straciłeś pewne 3 punkty, a w powtórce jeszcze się mocno poobijałeś.

Cała ta sytuacja jest dla mnie bardzo przykra. Zarówno mój zespół, jak i sponsorzy pracowaliśmy nad osiągnięciem tego celu. Oczywiście chcę jak najszybciej wrócić do cyklu GP. Przejście GP Challenge nie jest prostą sprawą. Niestety ostatnio nie miałem szczęścia, kiedy zjechałem do parku maszyn, chłopacy z zespołu poinformowali mnie, że odjechaliśmy tylko trzy kółka. Niestety bieg musiał być powtórzony. Nie byłem już w stanie jechać na takim samym poziomie. Złożyłem protest i miałem bardzo udana rozmowę z sędzią, ale niestety nie zmieniono decyzji. Taki jest żużel, nie miałem szczęścia. Gdyby zaliczono bieg i miałbym te 3 oczka więcej sytuacja prawdopodobnie wyglądałaby inaczej. Cała ta sytuacja jest bardzo ciężka dla całego zespołu, nie poddajemy się i walczymy dalej.

Po roku przerwy masz okazję znowu rozgrzać niemieckich kibiców startując z dziką kartą. Na jaki wynik liczysz?

Bardzo się cieszę, że ponownie mogę wystąpić przed niemiecką publicznością. Szkoda, że nie mamy stałego reprezentanta Niemiec w cyklu GP. Byłoby to z korzyścią dla cyklu, ponieważ mamy tutaj bardzo dużo fanów żużla. Osobiście chciałby pokazać się z jak najlepszej strony, zdobywać jak najlepsze miejsca. Pierwszym krokiem jest dostanie się do półfinału. Potem wszystko się może zdarzyć 

Choć największe sukcesy odnosisz na długim torze to dotychczas jedyne zwycięstwo w GP w klasycznym speedwayu wywalczyłeś na technicznym torze w Nowej Zelandii. Z czego to wynika?

Nie powiedziałbym, że jestem lepszy na długim torze. Myślę, że jestem jedynym zawodnikiem młodego pokolenia, który jeździ zarówno na „standardowym” jak i na długim torze. Kiedyś było kilku takich zawodników np. Hans Nielsen, którzy potrafili osiągać bardzo dobre wyniki w obu rodzajach żużla. Obecnie jestem chyba jedyny, który może się ścigać zarówno w światowych mistrzostwach na długim torze jak i w SGP na wysokim poziomie. Mój zespół bardzo ciężko pracuje, bo przygotowuje dwa rodzaje motocykli. Chciałbym wygrać zarówno Mistrzostwa Świata na długim torze oraz powrócić do cyklu SGP.

Przez ostatnie sezony liga polska nie była dla ciebie priorytetem. W ubiegłym roku, mimo podpisanego kontaktu i słabej formy seniorów zielonogórskiego zespołu, nie dostałeś szansy startów. Teraz po kontuzji Nickiego Pedersena od razu wskakujesz na głęboką wodę…

Co do zeszłego roku. To jest jak jest. Adam Skórnicki jest menedżerem i to on podejmuje decyzje najlepsze dla zespołu. Zawsze się z nim zgadzam, jeśli mówi, że mam jechać to jadę. On tu jest szefem. Kropka. Chciałbym pokazać na co mnie stać, ale w nie miałem takiej okazji w tym roku. Szkoda, że Nicki miał wypadek. Wolałbym, żeby jeździł, ale taki jest żużel. Dam z siebie wszystko. Bardzo dobrze mi się współpracuje z zespołem z Zielonej Góry. Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby pomóc wygrać zespołowi.

Kibice STELMET Falubazu obawiają się, że nie miałeś okazji potrenować na torze w Zielonej Górze przed najważniejszym dla klubu meczem sezonu.

Miałem możliwość treningu w czwartek, ale niestety odczuwałem duży ból pleców i nie chciałem ryzykować. Czasem mniej znaczy więcej. Gdyby podobny wypadek przytrafił się „zwykłej osobie” po wizycie lekarskiej wyszłaby ze zwolnieniem lekarskim na co najmniej parę tygodni. Mija siedem dni od wypadku, w poniedziałek nie byłem w stanie samodzielnie stać. Jak już wspomniałem, pracowałem ciężko z fizjoterapeutą, żeby jak najszybciej stanąć na nogi. Zdecydowałem, że będzie lepiej dla mnie jeśli odpocznę, dam ciału możliwość regeneracji. Nie chodzi tylko o trening, sama podróż trwa 8 godzin w jedną stronę. Przy bólach pleców sama jazda w samochodzie potrafi być wyzwaniem.

Teoretycznie mógłbyś jeszcze pokręcić próbne kółka przed zebraniem jury. Skorzystasz z tej okazji, czy pojawisz się na torze dopiero na próbie toru?

Tak, skorzystam z okazji i potrenuje rano.

Zabierasz do Zielonej Góry swoje silniki, czy może klub przygotował dla ciebie specjalne jednostki na tę nawierzchnię?

Myślę, że pojadę na własnych. Oczywiście jest opcja wykorzystania klubowych, ale raczej z niej nie skorzystam. Jeśli prześledzić moje ostatnie wyniki, to idzie mi całkiem nieźle. Moje silniki pracują bardzo dobrze, jestem z nich zadowolony, dlatego raczej zostanę przy swoim sprzęcie.

W Polsce, w przeciwieństwie do Niemiec, wyścigi na długim torze są dużo mniej popularne. Jako Mistrz Świata w tej dyscyplinie przybliżysz naszym czytelnikom na czym polegają najważniejsze różnice?

Jest ich kilka. Jedną z najprostszych jest długość toru, te „standardowe żużlowe” maja do około 400 m, długie tory to zakres między 400 m a kilometr. To tory, na których mogą być rozgrywane wyścigi konne. Oczywiście motocykle też są inne, mamy dwa biegi, maksymalna prędkość jaką osiągamy to 200 km/h, co powoduje, że styl jazdy też jest nieco inny. Jeździ się bardzo technicznie, trzeba być bardzo dobrze przygotowanym.

 

Małgorzata Karczewska