Smolinski: Aby wjechać do finału, trzeba osiągnąć 120% swoich możliwości

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

W rewanżowym meczu półfinałowym BETARD Sparta Wrocław pokonała STELMET Falubaz Zielona Góra. Drugi raz w tym sezonie, w drużynie gości, miał okazję ścigać się Martin Smolinski. Niemiecki zawodnik, w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl, opowiedział o tym, jak radził sobie w tym sezonie zarówno jako zawodnik, jak i świeżo upieczony tata, a na koniec powspominał szkolne czasy.

Alicja Labrenc: Przegraliście wysoko z BETARD Spartą Wrocław. Gdzie upatrujesz przyczyn takiego wyniku?

Martin Smolinski: Trudno tak naprawdę powiedzieć, ale wydaje mi się, że jeśli chodzi o całokształt to BETARD Sparta Wrocław była po prostu bardzo profesjonalna. Doskonale wiedzieli, jak wykorzystać ścieżki na torze, bo nawet jeśli wybieraliśmy dobre pola, to i tak nas wymijali, więc tak naprawdę każdy z nas z czasem tracił prędkość. Czasami było w miarę dobrze, ale jeśli chodzi o całokształt, to cała drużyna wciąż poszukiwała odpowiednich ustawień. Staraliśmy się zrobić co w naszej mocy, aby wjechać do finału jednak, żeby to zrobić, trzeba osiągnąć 120% swoich możliwości a nam udało się „tylko” 100%.

Czy trudno było ci zadebiutować w składzie STELMET Falubazu Zielona Góra dopiero na decydujące mecze w play-off?

Oczywiście, to dla mnie trudne. Reszta chłopaków jeździła razem cały sezon, na wszystkich torach. Dla mnie natomiast to wyzwanie przyjechać np. do Wrocławia, bo o ile na domowym torze było całkiem nieźle, bo można więcej na nim potrenować, to jednak trening to zupełnie co innego, niż prawdziwe ściganie. Również przygotowanie toru jest inne, nie da się przecież mieć zawsze tak samo przygotowanej nawierzchni. Staram się zawsze jechać jak najlepiej potrafię, ale to na pewno nie jest dla mnie łatwe zadanie.

Byłeś zawiedziony, że podczas meczu z Wrocławiem tylko dwa razy pojawiłeś się na torze?

Tak i nie. Jako drużyna staramy się wypaść jak najlepiej możemy, menedżer drużyny również walczy o jak najlepszy wynik dla klubu. Spróbował wprowadzić za mnie rezerwę taktyczną, ale ona niestety nie zdała egzaminu. To smutne, bo pracujemy na wynik jako zespół, więc gdyby ta zmiana się udała i poszczególne osoby wygrywały, to wygralibyśmy jako drużyna, a tak przegraliśmy. Chciałbym dostać jeszcze jedną szansę, po tej rezerwie, bo moi mechanicy wciąż bardzo ciężko pracowali nad ustawieniem motocykli, kiedy już nieco więcej wiedzieliśmy na temat tego, jak zachowuje się tor. Przed moim drugim biegiem poszliśmy bowiem w złym kierunku, ale takie jest ściganie.

Przywiozłeś zaledwie jeden punkt, ale nie można powiedzieć, że źle się prezentowałeś podczas spotkania. Jakie jest twoje odczucie?

Czułem się całkiem nieźle, to fakt, ale powiedziałbym, że było to moje 95% a BETARD Sparta Wrocław pokazała te kluczowe 120%, a to jednak robi różnicę (śmiech).

Chciałam zapytać w takim razie o twoje zdrowie. Jak się czujesz?

Przez cały tydzień byłem pod opieką lekarską, ciągle potrzebuję rehabilitacji po fatalnym upadku w Grand Prix Challenge. Nadal odczuwam spory ból i dyskomfort. Nie jest łatwo rywalizować, kiedy tak bardzo się go odczuwa. Przyjmuję leki przeciwbólowe, jednak trzeba zawsze być bardzo uważnym, w związku z kontrolami antydopingowymi. W sobotę (7.09, dop. red.) jechałem w Mistrzostwach Świata na Długim Torze i podczas jazdy doskwierały mi jeszcze dolegliwości. Wciąż pracuję nad swoim ciałem, aby było coraz lepiej, jednak nadal dość mocno wszystko przeszkadza. Nie może to być jednak żadna wymówka dla moich występów, fizycznie wciąż jednak nie jest idealnie.

Przed wami mecz w Częstochowie. Miałeś okazję się tam ścigać?

Niewiele mogę powiedzieć o tym torze, oglądałem kiedyś rozgrywające się tam mecze, ale wydaje mi się, że osobiście nie miałem jeszcze okazji tam startować, więc będzie to dla mnie debiut. Co za tym idzie zapowiada się kolejne wyzwanie, ale mamy dobry zespół, więc myślę, że będzie dobrze.

Jakie masz plany na przyszłość? Chcesz startować w PGE Ekstralidze?

Zawsze trudno powiedzieć, ale jeśli będę miał szansę, żeby zrobić kolejny krok w profesjonalnym żużlu, czyli wrócić na stałe do ścigania w polskiej lidze i pokazać potencjał, jaki posiadam to będę chciał to wykorzystać. W tym roku wykonaliśmy ciężką pracę, aby awansować do Grand Prix Challenge. Trochę pechowo nie udało się jednak awansować do FIM SGP 2020. Złożyło się na to sporo „błędów ludzkich”, to dla mnie osobiście bardzo smutne, bo mogłem zostać uczestnikiem przyszłorocznego cyklu. Tak, więc wydaje mi się, że mam spory potencjał.

Jak w takim razie oceniłbyś, dobiegający powoli do końca, sezon w swoim wykonaniu?

Jestem całkiem zadowolony z tego sezonu. Byłem całkiem mocny w lidze szwedzkiej, również międzynarodowe zawody wychodziły mi dobrze. Obecnie walczę jeszcze o tytuł Indywidualnego Mistrza Świata na Długim Torze, została mi jeszcze jedna runda. Chciałbym bowiem obronić tytuł i po raz kolejny zostać IMŚ. W tym roku największy nacisk kładłem jednak na powrót do FIM SGP. Pracowaliśmy nad tym bardzo ciężko, byliśmy bliscy osiągnięcia tego celu, ale co mogę powiedzieć…? Kierownik startu, popełnił błąd, a ja przez to miałem pecha. Psychicznie nie jest mi łatwo się z tym pogodzić, ale pracujemy nad tym.

A jak oceniłbyś niemiecki żużel?

Nie powiedziałbym, że jest na bardzo wysokim poziomie, nie możemy się porównywać z polską ligą. To kompletnie inny poziom, również w porównaniu z Grand Prix. Wydaje mi się, że ta atmosfera, jaka panuje podczas meczów PGE Ekstraligi, taka jak ta odczuwalna np. podczas meczu we Wrocławiu, nie zdarza się nawet podczas niektórych rund z cyklu FIM SGP. To jest coś zupełnie wyjątkowego! Myślę jednak, że poziom niemieckiego żużla jest całkiem wysoki. Dobra liga, która daje możliwość zarobienia zawodnikom coraz lepszych pieniędzy, a to bardzo ważne. Coraz więcej kibiców przychodzi na mecze, więc nie jest źle.

W Polsce uczniowie wrócili niedawno do szkół, po wakacyjnej przerwie. Jak ty wspominasz swoje szkolne czasy?

Mam bardzo dobre wspomnienia z tamtego okresu, nadal utrzymuję kontakt z przyjaciółmi z tzw. „szkolnej ławki”, nawet z niektórymi nauczycielami. To naprawdę miłe uczucie. Jestem z wykształcenia mechanikiem motocyklowym, spędziłem ponad 3 lata, aby nauczyć się zawodu. Jest więc kilku nauczycieli, którzy śledzą moje poczynania w sporcie, a nawet przychodzą, aby kibicować mi, kiedy się ścigam.

Miałeś jakiegoś ulubionego nauczyciela albo trenera?

Oj, chyba nie umiałbym wybrać… W szkole wyglądało to zgoła inaczej, jednak mam bliskiego przyjaciela, który zawsze bardzo mocno mnie wspierał. W życiu zawsze są dookoła osoby, które ci pomagają, są oparciem, od których można również się uczyć. Mam dużo starszych od siebie przyjaciół, utrzymuję np. kontakt z jednym z tunerów, u którego pracowałem przez kilka lat, czy też z kierowcą zabytkowych samochodów. Naprawdę dużo jest osób, które miały na mnie wpływ, wzbogacały moje życie, a ja mogłem korzystać z ich wiedzy i doświadczenia, nie tylko tych, którzy uczyli mnie w szkole.

A czego może nauczyć żużel?

W czasach social mediów, technologii, milionów patentów, również jeśli chodzi o motoryzacje, bo siedząc przed laptopem jesteśmy w stanie zrobić wiele, różnych rzeczy, a żużel jest nadal i w sumie taki sam, jak 50 lat temu (śmiech). Jest prosty, jesteś tylko ty, motocykl i silnik, nie ma żadnych dodatków, jest to tak proste, a zarazem tak skomplikowane. Nie mogę narzekać na elektrykę, czy też mechaników, bo koniec końców musisz skupić się na sobie i maszynie.

Trudno jest pogodzić obowiązki zawodnika z rolą ojca?

Jestem profesjonalnym żużlowcem, więc mimo, że mam teraz rodzinę, mój syn Ludwig kończy właśnie 5 tygodni, to jednak wciąż równie mocno skupiam się na tym, co robię. Z uwagi na to, że z moją ukochaną jesteśmy razem od dawna i poznała mnie, kiedy już jeździłem na żużlu, to od początku wiedziała, że żużel stanowi ważną część mojego życia i jest w pakiecie ze mną (śmiech).

 

Alicja Labrenc