„Robiliśmy wszystko co w naszej mocy i nadal to nie wystarczyło” – wypowiedzi MOJE BERMUDY Stal Gorzów z #RYBGOR

Fot. Arkadiusz Siwek
Fot. Arkadiusz Siwek

Niedzielny mecz 3. rundy PGE Ekstraligi pomiędzy PGG ROW Rybnik a MOJE BERMUDY Stalą Gorzów stał na bardzo wyrównanym poziomie. Spotkanie obfitowało w ciągłą wymianę ciosów oraz efektowną walkę na dystansie o każdy punkt. Rybniczanie ostatecznie wygrali spotkanie 46:44, zdobywając pierwsze meczowe punkty w sezonie PGE Ekstraligi.

Szansę debiutu w PGE Ekstralidze dostał zawodnik MOJE BERMUDY Stali GorzówWiktor Jasiński. Mimo słabszego wyjścia spod taśmy, gorzowski junior dobrze zaprezentował się na dystansie i wywalczył pierwsze dwa punkty oraz bonus w wygranym podwójnie biegu juniorskim przez parę gości. – Przegrałem start, zostałem strasznie. Jechałem z trzeciego pola i nie miałem wyjechać, bo tylko „kreda” jedzie. Na dystansie nadrabiałem, jechałem za Rafałem Karczmarzem. On się oglądał, patrzył gdzie jadę. Zacząłem go gonić i zawodnika w niebieskim kasku. Starałem się napędzać troszkę szerzej. Na pierwszym okrążeniu trochę zostałem, ale na kolejnych okrążeniach było coraz szybciej, aż wyprzedziłem Kamila Nowackiego i dojechać na drugiej pozycji. Troszkę się odsypało i motocykl chciał jechać, pozwoliłem mu na to i dowiozłem dwa punkty do mety. Starałem się trzymać krawędzi, gdzie niosło i nawierzchnia się odsypała, ale nie wiem czy w następnych biegach będzie to dobre, bo widać, że tylko po małej motocykl chce jechać, musimy się trzymać jak najbliżej kredy – wyjaśnił po pierwszym biegu Jasiński.

O dużym pechu może mówić Szymon Woźniak, który po raz kolejny nie może zaliczyć spotkania w PGE Ekstralidze do udanych. W biegu trzecim w walce z rywalem zabrakło mu miejsca przy bandzie i urwał hak w motocyklu, co uniemożliwiło mu kontynuowanie jazdy w tym wyścigu. – Wielka szkoda, bo udało się dosyć dobrze wystartować i rozegrać pierwszy łuk. Myślę, że mogliśmy wyjść z Bartkiem Zmarzlikiem na 5:1 w tym pierwszym wyścigu, ale rywal nie zostawił zbyt wiele miejsca. Mimo wszystko starałem się prześlizgnąć, ale zahaczyłem hakiem o bandę i niestety wchodziłem w drugi łuk bez niego. Jazda bez haka to tak, jakbyśmy w samochodzie wykręcili kierownicę i próbowali nim kierować. Jest to naprawdę niemożliwe, przynajmniej ja tak nie potrafię, ale zapominamy o tym i jedziemy dalej – powiedział Woźniak.

Kolejnym pechowcem w drużynie gości był Anders Thomsen. Duńczykowi pękła rama, przez co jeden wyścig musiał jechać na motocyklu rezerwowym, póki nie dokonano zmiany silnika. – Nie była to wina moich mechaników, po prostu pękła rama. Zmieniliśmy ją, daliśmy dobry silnik i teraz to działa lepiej. Bardzo dobrze czułem prędkość na motocyklu. Ciągle walczę o lepsze starty. Robię wszystko, co w mojej mocy, pracujemy wspólnie jako drużyna. Patrzymy co możemy zrobić, żeby coś usprawnić by u każdego zadziałało – zaznaczył.

Zapytany przez reportera nSport+ o postawę i współpracę z Nielsem Kristianem Iversenem, Thomsen ocenił kolegę z drużyny w samych superlatywach i wierzy, że po kontuzji wróci na właściwe tory. – Często ze sobą rozmawiamy. Niels ma za sobą kontuzję i jeździł tylko na jednym treningu. Staramy się każdemu pomóc. Wiadomo, że jest trochę zastany, ale jest wielką gwiazdą i jestem pewien, że wróci na szczyt – stwierdził Duńczyk.

Zawodnicy MOJE BERMUDY Stali Gorzów są przyzwyczajeni do jazdy na przyczepnym torze. Rybnicki owal sprawiał gościom niemałe problemy, przez co ciężko było się dostosować zawodnikom Stanisława Chomskiego. – Zdecydowanie dobrze dostrojony motor nabiera prędkości pod płotem i przy krawężniku, aczkolwiek ze startu jest nieco ciężej wyjechać z pola czwartego. Przez dwa-trzy metry jest podobnie jak na pozostałych polach, a później jest wszystko zeskrobane, bo tam się wyłamujemy. Jest takie głupie uczucie, że motocykl ładnie przybiera i nagle się wpada jak na lodzie. Ciężko cokolwiek zrobić, jeśli doregulujesz a „nie wyda”, to po trasie nie będzie tak ciągnęło. Trzeba się nastawić na start. Na pewno drgania i obroty są wyższe na twardych torach. Musi to wytrzymywać, po prostu złośliwość rzeczy martwych – mówił w trakcie meczu Bartosz Zmarzlik nawiązując do sprzętowych problemów kolegów z drużyny.

W podobnym tonie wypowiadał się junior gorzowskiej MOJE BERMUDY Stali, Rafał Karczmarz. – Uczyłem się jeździć na przyczepnych torach, nie na twardych. Bardziej jestem do nich przyzwyczajony, jest mi łatwiej dopasować motocykl. Ze względu na moją małą wagę jest mi łatwiej się na nich dopasować, a trudniej na twardych. Dla mnie to jest czarna magia dopasować motocykl na twardym torze. Z mechanikiem cały czas szukamy tego, co by mi mogło pomóc. Nie mam rewelacyjnych startów, ale staram się gonić przeciwników po trasie. Po biegu młodzieżowym nic nie zmieniałem. Czułem prędkość w tym biegu, zacząłem napędzać się po szerokiej. Zaczęło się zbierać trochę luźnej nawierzchni, mogłem tam śmiało gonić. Poprzez przycinkę udało się wyprzedzić rywala, więc zostawiłem te wszystkie ustawienia. Szukam do tej pory i na kolejny bieg będę coś zmieniał – powiedział Karczmarz.

Po dramatycznej końcówce i odwróceniu losów spotkania przez PGG ROW Rybnik, zawodnicy gorzowskiego klubu nie mieli powodów do zadowolenia. Jak przyznał kapitan drużyny, robili wszystko co w ich mocy, jednak było to zbyt mało. – To był ciężki mecz, niestety go przegraliśmy. Gratulacje dla drużyny z Rybnika. W ostatnich odsłonach pojechali po prostu lepiej. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy i nadal to nie wystarczyło. Bardzo ciężko trenowaliśmy, jako zespół, przez cały tydzień. U mnie było troszeczkę lepiej niż ostatnio. Ale cały czas szukamy i musimy być mocniejsi, bo na razie nie mamy powodów do uśmiechu – zakończył Zmarzlik.

Krzysztof Frączek