„Plan minimum, czyli utrzymanie się, mamy na wyciągnięcie ręki” – wypowiedzi EWINNER APATORA Toruń z #CZETOR

Fot. Patryk Kowalski
Fot. Patryk Kowalski

W ostatnim meczu 13. rundy PGE Ekstraligi, ELTROX WŁÓKNIARZ Częstochowa pewnie wygrał u siebie z EWINNER APATOREM Toruń 58:32. Goście musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Pawła Przedpełskiego, za którego stosowane było zastępstwo zawodnika, które przyniosło drużynie zaledwie 3 punkty. W całym meczu torunianom udało się wygrać drużynowo i indywidualnie tylko jeden bieg.

– Fakt jest taki, że nie do końca jesteśmy zadowoleni z tego sezonu. Zawsze nam brakowało tego, że jeden zawodnik nie pojechał albo każdy z nich po jednym biegu zawalił. Taki jest sport. Nie jesteśmy do końca spełnieni, ale plan minimum, czyli utrzymanie się, mamy na wyciągnięcie ręki. Chciałbym, aby ostatni mecz w lidze szwedzkiej okazał się przełomowy dla Chrisa Holdera na dwa ostatnie spotkania naszej drużyny. Trzymam za niego mocno kciuki. On potrafi jeździć, więc czekamy z utęsknieniem na dobrą jego jazdę właśnie podczas tego i ostatniego meczu. To jest najlepsza liga świata, wiemy dobrze o tym. Miejmy nadzieję, że wszyscy pojadą na maksimum swoich możliwości i stworzymy ładne widowisko. Rozmawiałem z Pawłem Przedpełskim, przekazał nam kilka wskazówek, tak jak i Adrian Miedziński, który też jeździł w drużynie z Częstochowy. Jedziemy swoje, będziemy walczyć o zwycięstwo, ale naprawdę będzie o to piekielnie trudno. Jest taka szansa, że Paweł wróci na mecz z MOJE BERMUDY STALĄ Gorzów – powiedział przed meczem Tomasz Bajerski na antenie ELEVEN SPORTS.

– Wyszedłem przed Świdnickiego, znajdowałem się z przodu. Ja jechałem swoje, to on wyprzedzając, zahaczył mnie i wybił z rytmu, przez co zahaczyłem o bandę. Po upadku jestem trochę poobijany. Geometria w Częstochowie jest taka sama, tylko nawierzchnia się zmieniła. Dlatego ustawienia mam inne, inne silniki, wszystko inne. Nie do końca wiedziałem, jak pojechać, bo w pierwszym biegu przegrałem start, potem mogłem dzięki odratowaniu pierwszego motocykla wykorzystać go. Zmieniłem jednak na drugi, który lepiej wyszedł ze startu, więc taki plus. Na pewno możliwości mam zdecydowanie większe. Początek sezonu i ciągnąca się pandemia spowodowała, że nie było jeszcze możliwości jazdy w innych ligach, innych turniejów praktycznie nie było. Nie miałem jak sprawdzić motocykli i tak człowiek trochę błądził. Później ta jazda się rozpoczęła, w tym w Szwecji, i wszystko poszło nieco do góry, bo najlepszymi treningami są zawody i sprawdzenie silników. Jeżdżąc tylko na jednym torze, nie idzie wszystkiego przewidzieć. Tak jak podczas tego meczu, gdzie jechałem próbę toru, a nie wiedziałem do końca, który sprzęt jest lepszy. Tak to jest, na tym ten sport polega, by się jak najmniej mylić. Gdyby wszyscy od razu wszystko wiedzieli, to każdy by wygrywał, a tak się niestety nie da – przyznał Adrian Miedziński.

– Jestem pierwszy raz na tym obiekcie. Tor jest przyjemny, łagodny, trochę się odsypuje, taki jakie lubię. Za cały sezon myślę, że wystawiłbym sobie trójkę. Popełniam dużo błędów, których nie popełniałem, robię małe kroki w tył, czego wiadomo, że nikt nie chce, ale cały czas nad tym pracujemy. Coś tam udało się już wypracować jeśli chodzi o starty, ale musi to być jeszcze powtarzalne. Raz wychodzi, a przy następnym starcie nie jest już tak dobrze, jak przy poprzednim. Oczywiście mam zawodnika, na którym się wzoruję i jest to Piotr Pawlicki. Myślę, że jak tylko trochę się podszkolę technicznie, to będę mógł być taki zadziorny na torze jak on. Najpierw jednak muszę dogonić chłopaków. Kontakt z Wiktorem Przyjemskim nadal oczywiście mamy, bo startujemy w tych samych zawodach juniorskich i często się widujemy. Wymieniamy się spostrzeżeniami, dużo rozmawiamy, także tutaj nic się nie zmieniło. W Toruniu czuję bardzo dobrze – stwierdził Krzysztof Lewandowski.

– Nie spodziewałem się, że tak szybko będzie można jeździć po zewnętrznej części toru. Lepiej te ścieżki wykorzystywali gospodarze. Na początku nie trafiliśmy z ustawieniami – ani ja, ani cała drużyna. To zapewne utrudniało jazdę podczas całego spotkania. Ciężka praca, jaką wykonywałem przez cały sezon, zdaje się opłacać. Wydaje mi się, że jesteśmy bezpieczni jeśli chodzi o pozostanie w PGE Ekstralidze i to wspaniale. Oczywiście oczekiwania zarówno kibiców, jak i klubu były większe. Najpierw baliśmy się o to utrzymanie, ale początek sezonu pokazał, że możemy walczyć o więcej. Starałem się jak mogłem, czuję się dobrze w toruńskiej drużynie. Przejście tutaj oceniam na duży plus. To na pewno był trudny weekend, jeździć tyle dni z rzędu i to na wysokim poziomie, również w PGE Ekstralidze. Tor był bardzo wymagający, ale wykorzystuje to doświadczenie najlepiej jak mogę. Niestety nie zawsze wychodzi tak, jakbym tego oczekiwał, ale jest to dla mnie naprawdę ważne. Mam nadzieję, że uda mi się zakwalifikować na przyszły sezon i dalej startować w FIM Speedway Grand Prix – podsumował na pomeczowej konferencji na antenie ELEVEN SPORTS najlepszy zawodnik drużyny gości – Robert Lambert.

 

Alicja Labrenc