Piotr Protasiewicz o obozie, planach i… Formule 1 (wywiad)

Fot. Łukasz Trzeszczkowski
Fot. Łukasz Trzeszczkowski

Zimowy obóz Falubazu Zielona Góra dobiegł końca. Zielonogórzanie skorzystali z uroków zimy w Szklarskiej Porębie i pobliskich Jakuszycach. Kilkudniowe zgrupowanie obfitowało w bieganie, narty biegowe, zajęcia integracyjne czy gokarty. Kapitan drużyny, Piotr Protasiewicz, w rozmowie dla speedwayekstraliga.pl, podsumował kilkudniowy wyjazd zespołu do Szklarskiej Poręby, a także opowiedział o najbliższych planach, nie tylko żużlowych.

Konrad Fligier: Czy taki obóz pomaga znaleźć ducha drużyny i przygotować wspólnie do sezonu?

Piotr Protasiewicz: Wszyscy wiemy jaka jest specyfika sportu żużlowego. Wpadamy, rozjeżdżamy się, liga tu, trening tam, Szwecja, Czechy, Anglia, Polska, FIM Speedway Grand Prix i tak dalej. Trudno jest w sezonie znaleźć taki moment, żeby spędzić tydzień czasu razem. My się generalnie wszyscy znamy, bo jeździmy od wielu lat, ale nie zawsze w tych samych drużynach. Uważam, że obóz w tym momencie sezonu przygotowawczego jest optymalny. Praca została zrobiona, ale jeśli ktoś nie przepracował listopada, grudnia i stycznia to w te 5 dni nagle nie zrobi formy. Myśmy wszyscy pracowali ciężko i tutaj się integrujemy. Mamy też oczywiście jednostki treningowe. Jest fajny czas, dobrze jest to zorganizowane, jesteśmy w super warunkach. Ja tu jestem drugi raz, bo w zeszłym roku byłem chory i nie miałem przyjemności przyjechać z drużyną. W tym roku już jestem i bardzo jest super. Ten obóz jest też ważny, jeśli chodzi o przygotowania przedsezonowe.

Zawodnicy na takim obozie są inni niż na co dzień na torze, czuć różnicę? Nie ma tej rywalizacji.

Rywalami nie będziemy, bo jedziemy razem w Falubazie Zielona Góra, w jednej drużynie. W tym roku jesteśmy po jednej stronie barykady. Fajna ekipa się zebrała i liczę, że to się przełoży na dobry sezon.

Na nartach biegowych byłeś lepszy ty czy Martin Vaculik? Jeździcie przecież wspólnie.

My nie rywalizowaliśmy – my tylko biegaliśmy na nartach. Zrobiliśmy swoją pracę. Akurat z Martinem biegamy wspólnie ten sam dystans. Tempo mamy odpowiednie. Nawet drugiego dnia zrobiliśmy ten sam, co dzień wcześniej, dystans parę minut szybciej. Rozkręcamy się.

Rok temu udowodniłeś, że ciężką pracą można wyjść z każdego problemu. Czy taka jest rola kapitana w drużynie?

Trudny to był sezon. Zaczęło się tak, jak się zaczęło i potem się pogłębiało z kolejnym tygodniem i miesiącem. Na szczęście w pewnym momencie zrobiliśmy rachunek sumienia. Wewnątrz w drużynie powstały postanowienia i parę zmian. Przy okazji poparte ciężką pracą. Nie pamiętam drugiego takiego sezonu, żebym tak miał i tyle mnie to kosztowało – zdrowia, wyrzeczeń i poświęcenia. Finalnie udało się z tego bałaganu wyjść. To jest historia i teraz jest już nowe wejście, nowy sezon i mam nadzieje, że nowy „Pepe”.

Ciężka praca, korekty w sprzęcie i będzie z tego efekt?

Nie wiem. Zmiany są. Zachowuje pokorę i spokój. Sezon zweryfikuje wszystkie plany i przygotowania. Robię swoje i czekam na moment, kiedy możemy wyjechać na tor.

Jakieś plany na temat tego wyjazdu na tor?

Na razie spokojnie, jeszcze jest motocross i kilka dni we Włoszech na kartingach wspólnie z synem. On się będzie tam testował, ja będę się bawił. Później, około 9 marca, chciałbym wsiąść na motor żużlowy.

Obiegając od żużla – skoro syn jest zawzięty w gokarty to pewnie wspólnie kibicujecie Robertowi Kubicy w jego powrocie do Formuły 1?

Kibicujemy! Aczkolwiek syn jest zakochany w Lewisie Hamiltonie i to jest jego zawodnik. Oczywiście ja kibicuję Polakowi. Ja jak najbardziej mocno kibicuje wszystkim Polakom w wyścigach samochodowych i w rajdach. Zobaczymy, jak będzie.

Falubaz Zielona Góra pierwszy mecz ma 5 kwietnia u siebie z GET WELL Toruń. Wcześniej pojedzie jednak sparingi z FOGO Unią Leszno, ROW-em Rybnik i niemieckim MCS Wolfe.

Konrad Fligier