Piotr Pawlicki po #LESTOR: jechałem na niesprawdzanych ustawieniach

Fot. Marcin Kubiak

FOGO UNIA Leszno, po bardzo emocjonującym meczu, pokonała przed własną publicznością FOR NATURE SOLUTIONS APATORA Toruń 47:43. Kluczowe dla końcowego wyniku było przebudzenie Piotra Pawlickiego.

Choć goście z Torunia prowadzili w Lesznie już sześcioma punktami, to podopiecznym Piotra Barona udało się odwrócić losy spotkania. W pierwszej fazie spotkania leszczynianom brakowało punktów liderów – Jasona Doyle’a i Piotra Pawlickiego.

Polski zawodnik znalazł prędkość i ostatecznie dołożył do dorobku drużyny 9 punktów i bonus. W rozmowie dla speedwayekstraliga.pl przyznał, że na początku nieco zaskoczyło go zachowanie toru. – Oczywiście nawierzchnia była równa dla wszystkich, ale na pewno było inaczej, niż się spodziewaliśmy. Goście mają ten atut, że nie sugerują się poprzednimi meczami czy treningami, a do meczu podchodzą z czystą głową. My pomyśleliśmy o wcześniejszych jazdach w Lesznie – wyjaśnił Pawlicki.

W trzeciej serii startów coś drgnęło i wychowanek leszczynian wygrał bieg. Nadal jednak nie był zadowolony z zachowania maszyny. – Najlepiej czułem się na motocyklu w 14. wyścigu. Nie musiałem za bardzo się przesiadać i szukać prędkości, bo maszyna fajnie jechała. Cieszę się, bo jechałem na niesprawdzanych wcześniej ustawieniach, więc ryzyko było duże. Na szczęście zadziałało – zdradził po meczu żużlowiec FOGO UNII Leszno.

Biało-niebiescy przystępowali do meczu z chęcią rehabilitacji po blamażu w Lublinie. Kolejna klęska wisiała w powietrzu, ale losy meczu się odwróciły. Czy z serc zawodników spadły kamienie? – I spadły, i nie spadły. Teraz nie jesteśmy pewni, co było naszym problemem. Może nie do końca dobrze odczytujemy tor w Lesznie, a może nie dysponujemy wystarczająco szybkimi silnikami. Możliwe też, że deszcz napsuł nam sporo krwi. Musimy się nad tym zastanowić – mówił Piotr Pawlicki.

27-latek stwierdził też, że mecz w Lublinie był wypadkiem przy pracy i efektem pogubienia się w ustawieniach motocykli. – Żużel taki jest. Trzeba pilnować wszystkich szczegółów – pogody, zmian toru, sprzętu. Z meczu z FOR NATURE SOLUTIONS APATOREM możemy być zadowoleni i liczymy, że taki „drugi Lublin” już się nie zdarzy – zakończył.

Joachim Piwek