Piotr Baron wierzył w sukces, Stanisław Chomski zadowolony z sezonu

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Rewanżowy mecz finałowy PGE Ekstraligi FOGO Unia Leszno – CASH BROKER Stal Gorzów rozgrywał się nie tylko na torze w bezpośredniej walce zawodników, ale także w głowach trenerów obu drużyn, Piotra Barona i Stanisława Chomskiego.

Szkoleniowiec gospodarzy przyznał, że wszyscy zawodnicy, cały klub mocno wierzył w końcowy sukces i nie było chwili zwątpienia. – Jeżeli chcesz jechać o złoto, to nie możesz wątpić. Wiadomo, że można popełniać błędy, ale nie wolno wątpić. My bardzo mocno wierzyliśmy, wprowadzali korekty i było dobrze – przyznał Piotr Baron.

Przebiegł meczu potwierdził, że drużyna gości nie podda się bez walki i trener Baron przewidział taki scenariusz. – Oczywiście, że drużyna gorzowska nie wywiesiła białej flagi. To bardzo mocny zespół i wiedzieliśmy, że będzie ogromnie ciężko i tak też było na tym meczu. Mecz był bardzo ostry, fajna jazda, całe szczęście bez żadnych wypadków i było na co popatrzeć. Fajnie, że skończyło się na naszą korzyść na koniec i z tego jesteśmy bardzo szczęśliwi – podsumował trener leszczynian.

Obrona mistrzowskiego tytułu to drugi kolejny złoty medal trenera Barona w klubie z Leszna, który smakuje wyjątkowo. Jednak apetyt na trzecie kolejne złoto jest i szkoleniowiec przyznaje, że może to zrobić tegoroczny skład. – Każdy medal ma znaczenie, ale oczywiście w momencie kiedy broni się tytułu drugi raz to jest coś pięknego. Ja miałem okazję kiedyś trzy razy z rzędu być jako zawodnik złotym medalistą i życzyłbym sobie tego w tej pracy. Drugi zrobiliśmy, więc będziemy się starać jechać dalej. Byłbym zadowolony, gdyby drużyna została. Bardzo fajny team, bardzo dobrze zawodnicy między sobą się dogadują. W ogóle jest fajnie, klimatycznie, więc po co zmieniać co działa – wyznał Piotr Baron.

W podobnym tonie o przebiegu meczu wypowiedział się trener CASH BROKER Stali Gorzów, Stanisław Chomski. – Próbowaliśmy nawiązać walkę, dorównać w pewnym momencie kroku gospodarzom, ale w końcówce trochę się pogubiliśmy. Może nie w tym kierunku poszły zmiany, ale myślę, że widowisko było przednie. Wygrał zespół, który był równym zespołem i atut siły młodzieżowców w jakiś sposób też miał decydujące znaczenie w tych wyścigach, gdzie Piotr Pawlicki nie był w stanie udźwignąć tego ciężaru. Bardzo ważne były niuanse, które decydowały o tym czy się wygrywa, czy przegrywa wyścigi. Sam start był decydujący, ale też rozegranie i obranie odpowiedniej ścieżki na tym torze. Wiadomo, że więcej okrążeń na tym torze przejechali gospodarze i takie macanie w ciemno czasami nam nie wychodziło w końcówce na dobre – stwierdził Stanisław Chomski.

Jednak srebrny medal drużynowych mistrzostw Polski można uznać za sukces klubu znad Warty. Od początku sezonu zawodnicy zmagali się z kontuzjami na co zwrócił uwagę trener Chomski i dopiero w drugiej części sezonu wszystko wróciło do normy. – To srebro należy ocenić przez pryzmat całego sezonu. Już po pierwszej kolejce przez kontuzję wypadł Martin Vaculik, gdzie pierwsze diagnozy były takie, że być może cały sezon go nie ujrzymy. Jak doszedł do siebie Martin Vaculik, to na miesiąc wypadł Szymon Woźniak, który przed kontuzją był w bardzo dobrej dyspozycji nie mówiąc o młodzieżowcach, którzy jeszcze zbierają doświadczenie, a już na początku sezonu choćby Rafał Karczmarz i Hubert Czerniawski mieli dość ciężkie kontuzje, więc ten medal bardziej smakuje. A to, że rozbudziliśmy nadzieje i dla siebie i dla kibiców w trakcie tego spotkania, pokazuje, że ten finał nie jest dla nas przypadkowy i każda z pozostałych sześciu drużyn chciałoby być na naszym miejscu – podsumował trener wicemistrzów Polski.

Marcin Glapiak