Piotr Baron: Od lat męczymy się na torze w Gorzowie

Fot. Michał Kubiak
Fot. Michał Kubiak

W spotkaniu zamykającym XII rundę PGE Ekstraligi zespół TRULY.WORK Stali Gorzów pokonał u siebie FOGO Unię Leszno 46:44. Była to pierwsza porażka mistrzów Polski w tym sezonie. W pierwszym spotkaniu zawodnicy FOGO Unii wygrali u siebie 51:39 i dzięki temu trafił do nich bonus. Jak przyznał po meczu menedżer gości Piotr Baron, spodziewał się trudnego spotkania w Gorzowie.

W trakcie meczu pomiędzy TRULY.WORK Stalą Gorzów a FOGO Unią Leszno sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Goście wygrali podwójnie bieg juniorski, lecz zawodnicy TRULY.WORK Stali nie pozostawali dłużni i po czwartym wyścigu wyszli na prowadzenie. Drużyna FOGO Unii systematycznie powiększała przewagę aż do dwunastego wyścigu, kiedy to gorzowianie ruszyli z odrabianiem strat. Jak się później okazało, gonitwa była skuteczna. Po meczu w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl menedżer gości Piotr Baron, powiedział, że w końcu musiał nadejść ten czas, kiedy dojdzie do pierwszej porażki w sezonie.  – Wywozimy z Gorzowa jeden punkt, nie trzy, więc ta radość nie jest zbyt wielka. Przyszedł moment, w którym przegraliśmy mecz. Dosyć długo dobrze się „kleiło”, jednak w tym meczu nie wszystko zadziałało – przyznał po spotkaniu Piotr Baron.

Dzięki piorunującej końcówce i wygranej w ostatniej gonitwie, żółto-niebiescy wyszarpali zwycięstwo z jak dotąd niepokonaną drużyną z Leszna. Menedżer FOGO Unii przyznał, że w drugiej części spotkania, zabrakło reakcji zespołu na zmieniające się warunki torowe. – Zaczęła nam uciekać końcówka, tor trochę przesychał. Przespaliśmy pewne momenty i stąd też nasza porażka – analizował Baron.

Na chwilę po zakończeniu niedzielnego meczu Piotr Baron nie mógł jednoznacznie wskazać na przyczynę porażki. – Zdobyliśmy za mało punktów. Później będziemy sobie analizować to spotkanie. Nie mieliśmy momentu startowego i to nas wybiło z rytmu – powiedział.

Opiekun leszczyńskiej ekipy spodziewał się, że niedzielne spotkanie z TRULY.WORK Stalą nie będzie należało do najłatwiejszych. W ostatnich latach FOGO Unia Leszno nie wygrywała spotkań w Gorzowie, w zeszłym sezonie w rundzie rewanżowej fazy zasadniczej udało się wywieźć zaledwie remis. W niedzielny wieczór powtórzył się wynik z pierwszego meczu zeszłorocznego finału PGE Ekstraligi. – To był bardzo ciężki mecz, spodziewaliśmy się takiego zaciętego spotkania. To jest dla nas bardzo trudny teren i od lat męczymy się na torze w Gorzowie. Po raz kolejny nie udało nam się wygrać. No cóż, musimy przygotować się na kolejny mecz – zakończył menedżer Unii.

Krzysztof Frączek