PGE IMME: Bartosz Zmarzlik jednak w roli faworyta?

Sezon 2020 jest dla Bartosza Zmarzlika sezonem spod znaku obrony. Obrony tego, co udało się wywalczyć w wielkim stylu w roku poprzednim. Mistrz świata będzie nie tylko starał się utrzymać pozycję najlepszego żużlowca na globie, ale też ponownie zostać królem PGE Ekstraligi. Czy da radę?

W tegorocznych PGE Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostwach Ekstraligi (15 sierpnia na toruńskiej MotoArenie) będziemy mieli wielkie przetarcie przed późną inauguracją cyklu Grand Prix.

Po nieco słabszym niż zwykle początku, zawodnik MOJE BERMUDY Stali Gorzów w ostatnich tygodniach prezentuje się tak, jak na mistrza przystało i jest najostrzejszą postacią w nie do końca wyraźnej drużynie Stali – pisze Rafał Martuszewski dla speedwayekstraliga.pl. Gorzowski zespół po sześciu rozegranych meczach nie ma na swoim koncie żadnego punktu meczowego, więc kibice i włodarze żółto-niebieskich z nadzieją patrzą na rundę rewanżową PGE Ekstraligi. Pewne jest to, że w dalszym ciągu brylował w niej będzie Bartosz Zmarzlik. Średnia biegopunktowa na poziomie 2,182 plasuje go obecnie na ósmej pozycji najlepiej punktujących w najwyższej klasie rozgrywkowej żużlowców. To jednak nie te liczby będą decydować o ewentualnym sukcesie podczas tegorocznych PGE IMME, a dyspozycja dnia. Bartosz Zmarzlik z pewnością będzie w nich jednym z faworytów, ale już nie takim wyraźnym, co pokazały MPPK w Gdańsku i mecz PGE Ekstraligi jego drużyny, rozegrany w Lesznie.

Co ciekawe, Zmarzlik w PGE IMME nie występuje od samego początku. Gorzowianin swoją przygodę z turniejem rozpoczął w 2015 roku w Lesznie, kiedy zajął 7. miejsce z dorobkiem dziesięciu punktów. W kolejnych latach zawody rozgrywane były w Gdańsku, a lider ekipy Stanisława Chomskiego dwa razy stanął w nich na podium. W 2017 roku był trzeci, a rok temu zwyciężył, zamykając w finale drogę przy płocie Piotrowi Pawlickiemu. Trzeba jednak zauważyć, że PGE IMME co roku pada łupem innego zawodnika, więc gdyby Zmarzlikowi udało się zwyciężyć w Toruniu, mielibyśmy swego rodzaju turniejową nowość.

MotoArena Bartoszowi Zmarzlikowi – pisząc kolokwialnie – „leży”. Wychowanek Stali Gorzów w ubiegłym roku uzbierał w Toruniu co prawda tylko siedem punktów, ale wtedy jego zespół przegrał z ówczesnym zespołem GET WELL Toruń 40:49, a najlepsi spośród gości Krzysztof Kasprzak i Szymon Woźniak zdobyli po dziewięć oczek. Zdecydowanie lepiej było w 2018 roku. Jadący kapitalny sezon Zmarzlik i jego Stal kończyli rundę zasadniczą właśnie na MotoArenie. Goście przegrali ten mecz wysoko 35:55, ale gorzowianin dobył w nim aż 16 punktów.

„Lider gorzowskiej Stali nie musi niczego udowadniać. To żużlowiec z krwi i kości, w pełnym znaczeniu tego słowa, który w sporcie oddaje całego siebie, a przy tym ma w sobie mnóstwo pokory – pisze Rafał Martuszewski dla speedwayekstraliga.pl. „Wystarczy przypomnieć sobie jego wypowiedzi o Tomaszu Gollobie po niedawnym finale Złotego Kasku, czy słynne na całą sportową Polskę stwierdzenie, że „stanie obok takich osób jak Pan Robert (Lewandowski) jest niesamowitym dla mnie momentem”, wypowiedziane podczas odbioru nagrody w plebiscycie na Sportowca Roku 2019. To właśnie tacy zawodnicy osiągają w tym sporcie sukces. Sukces, który bez determinacji na odpowiednim poziomie po prostu nie jest możliwy. A trzeba pamiętać, że najlepszy obecnie polski żużlowiec ma dopiero 25 lat i mnóstwo osiągnięć przed sobą. Przy takiej ambicji, jaką obserwuje się u Zmarzlika trudno przypuszczać, że i kolejny tytuł PGE IMME byłby dla niego rzeczą mało istotną. Wręcz przeciwnie.” – kończy Rafał Martuszewski.