PGE Ekstraliga: Mój pierwszy mecz (trochę z przypadku)

Fot. Marcin Kubiak
Fot. Marcin Kubiak

Pierwszej wizycie na stadionie ulubionej drużyny najczęściej towarzyszą pozytywne emocje. Adrenalinę unoszącą się w powietrzu czuć z daleka, a okrzyki wiwatujących kibiców udzielają się nowo przybyłym. Tak można by opisać wrażenia z pierwszej wizyty na stadionie, jednak nieco odmienne wspomnienia ma Ambasadorka PGE Ekstraligi, Martyna Wolnik.

6 kwietnia minęło dokładnie 12 lat od mojej pierwszej wizyty na Stadionie im. Alfreda Smoczyka w Lesznie. Wówczas Unia Leszno podejmowała na własnym torze Złomrex Włókniarza Częstochowę. Jak ją wspominam? Trudno to określić w dwóch słowach. Może zacznę od tego, że w mojej rodzinie nie było żadnych żużlowych tradycji i wspólnego oglądania meczów. Jedyna moja wiedza o żużlu opierała się na krótkich opowieściach brata i chłopaka, którzy uczęszczali do tej samej klasy szkoły średniej, co Krzysztof Kasprzak. Po ich opowieściach sport żużlowy mnie nie zainteresował i nie miałam ochoty tej wiedzy pogłębiać. Na pierwszym meczu pojawiłam się trochę z przypadku, bo nie było innych planów, a że pogoda nie była łaskawa tego dnia, tym bardziej wyjazd nie napawał mnie optymizmem.

Na stadionie w Lesznie zasiadłam z dość obojętnym nastawieniem. Pamiętam, że było to miejsce na pierwszym wirażu, były tam jeszcze drewniane ławki. Później okazało się było ono dla mnie jednym z najlepszych miejsc do oglądania żużlowych zmagań. Wówczas uważałam, że nie ma nic interesującego w tym sporcie. Moje podejście zaczęło się nieco zmieniać podczas prezentacji. Okrzyki i wrzawa podczas wyczytywania imion i nazwisk zawodników miejscowej drużyny pozytywnie mnie zaskoczyły. Wsparcie, jakie płynęło z trybun w stronę tych zawodników, było niewiarygodne i rzeczywiście się udzielało. Trudno było mi uwierzyć, że ta dyscyplina sportu tak potrafi jednoczyć kibiców. Nie wiedziałam dokładnie kto jak się nazywa, ale na szczęście byłam zaopatrzona w program i mogłam zapoznać się z nazwiskami.

Z biegu na bieg zaczęła mnie „wciągać” ta żużlowa adrenalina. Wygrane wyścigi, które wywoływały euforię na trybunach, zaczęły budować w moich oczach całkowicie odmienny obraz tej dyscypliny. Byłam ciekawa zasad i sposobu punktowania. Chciałam wiedzieć, co to są biegi nominowane i kto może w nich startować. Wiele pytań pojawiało się w mojej głowie. Zaczęłam rozumieć fenomen żużla, miłość kibiców do Leigh Adamsa i innych zawodników reprezentujących barwy Unii Leszno. Od tamtego momentu chciałam się nieco więcej dowiedzieć o tym sporcie. Obserwowałam mecze innych drużyn, śledziłam wyniki, czytałam wywiady itp., aż doszło to do takiego momentu, że to mnie najbardziej zależało, aby pojechać na mecz. Jest tak do chwili obecnej i mimo, że ma się wiele innych obowiązków, to na żużel zawsze znajdzie się choćby trochę czasu. Jeśli kiedyś ktoś zapyta mnie, czy w żużlu można zakochać się od pierwszego wejrzenia, stanowczo odpowiem – TAK.

Martyna Wolnik