PGE Ekstraliga: Mój pierwszy mecz – Cameron Woodward, jeden z moich ulubionych zawodników

Fot. Michał Szmyd
Fot. Michał Szmyd

Zagubienie w nowej rzeczywistości, poznawanie wielu nowych ludzi, którzy kochają jeden sport i drużynę oraz nowa miłość, która pozostaje na lata. Tak pewnie rozpoczęła się dla niektórych z nas przygoda z żużlem. O swoim pierwszym meczu opowiada Kibicowski Ambasador PGE Ekstraligi, Michał Mielnik.

Słoneczny, gorący początek sierpnia 2011 roku, a dokładnie jego siódmy dzień. Moja przygoda z „czarnym sportem” nie zaczęła się standardowo jak większości z kibiców. Mnie nie zabrali rodzice, dziadkowie czy wujkowie. Parę dni przed meczem mój przyjaciel z dzieciństwa wraz ze swoim tatą zaproponowali mi, że zabiorą mnie na żużel (z tego miejsca Wam dziękuję!). Wtedy tak naprawdę mało wiedziałem o żużlu, a raczej nic o nim nie wiedziałem. To był mój pierwszy świadomy mecz przy Al. Zygmuntowskich 5 w Lublinie (świadomy, ponieważ z opowieści rodziny to już w wózku parę miesięcy po narodzinach pojawiłem się na meczu Motoru).

W tę niedzielę od razu zrozumiałem, że żużel to jest sport, w który chciałbym się zagłębić na dłużej. Mimo że pierwszy mecz nie poszedł po mojej myśli, chociażby dlatego, że nie wiedziałem tak prostej rzeczy jak poprawne uzupełnianie programu meczowego. Jednak się nie zraziłem.

Akurat trafiłem na spotkanie w którym ówczesny Lubelski Węgiel KMŻ Lublin rozgromił KSM Krosno 65:24. Liderów było tak naprawdę dwóch – bezbłędni Australijczycy – Tyron Proctor, który wywalczył 11+1 punktów w czterech startach oraz Cameron Woodward (12+3). Zostanę na chwilę przy tym drugim. Popularny „Cam” w Lublinie spędził cztery sezony, jednak przez ten czas skradł serca kibiców, w tym moje, na tyle mocno, że jego nazwisko wciąż jest wspominane w lubelskim środowisku. Sam miałem okazję kilkukrotnie z nim porozmawiać prywatnie czy przeprowadzić wywiad po meczu. Wiecznie uśmiechnięty, wyluzowany, chętny do rozmów. W obecnych czasach brakuje takich żużlowców.

Wróćmy jednak do meczu. W tym spotkaniu moją uwagę przykuł.. obecny jeden z liderów Motoru Lublin Paweł Miesiąc. Już właśnie niespełna dziewięć lat temu „Łełek” sprawił, że żużel od razu mnie zainteresował. Od zawsze wjeżdżał tam, gdzie inni się bali. Przeciwko drużynie z Krosna wywalczył 14 punktów.

Po tym meczu wiedziałem, że chcę poznać ten sport lepiej. W 2011 roku zobaczyłem jeszcze dwa mecze domowe oraz turniej towarzyski, od 2012 jestem z żużlem w Lublinie na stałe. Obecnie żużel tak mocno wkradł się w moje życie, że dostosowuje je właśnie pod ten sport – urlopy, wyjazdy, spotkania ze znajomymi są zaraz po meczach Motoru Lublin.

Michał Mielnik