“Nie można zwalać winy na tor” – wypowiedzi ELTROX WŁÓKNIARZA Częstochowa z #CZEGOR

Fot. Patryk Kowalski
Fot. Patryk Kowalski

MOJE BERMUDY STAL Gorzów pewnie pokonała ELTROX WŁÓKNIARZ Częstochowa i wywiozła cenne punkty w kontekście walki o fazę finałową. Mecz zakończył się wynikiem 51:39, a dwumecz 95:85.  Najlepszym żużlowcem po stronie podopiecznych Piotra Świderskiego był Jakub Miśkowiak, zdobywając 11+1 oraz Leon Madsen, który uzbierał 11 „oczek”.

Od samego początku spotkania Jakub Miśkowiak czarował na torze. Mecz otworzył, zdobywając pewnie 3 „oczka”, lecz na tym nie spoczął i już w swoim kolejnym biegu na mecie zameldował się na pierwszej pozycji, a tuż za jego plecami uplasował się Kacper Woryna. – Czułem Kacpra za sobą. Spoglądałem na niego i widziałem, że jedzie za mną. Starałem się jechać trochę szerzej, bo Kacper jechał po wewnętrznej – powiedział młodzieżowiec zespołu gospodarzy na antenie ELEVEN SPORTS.

Żużel jest sportem, który zależny jest warunków atmosferycznych. Te, jak wiadomo nie od dziś, dają się mocno w czarnym sporcie we znaki. – Myślę, że jest to bardzo ważne. Temperatura i wilgotność mają ogromny wpływ. Mamy gdzieś to w głowie, bo też inaczej wtedy ustawiamy motocykle. Jest to znaczące w kontekście regulacji sprzętu – dodał Miśkowiak.

Nastroje i relacje w drużynie są bardzo ważne i często mają duży wpływ na wyniki zespołu. 19-latek poruszył również tę kwestię na antenie ELEVEN SPORTS 1. – Nastroje są ok. Mieliśmy krótką naradę i omówiliśmy kilka kwestii z trenerem, ale i drużyną. Wymieniliśmy się poglądami na temat toru oraz minimalnych korekt, bo gdzieś tam trzeba poprawić parę rzeczy. Ja również muszę to zrobić, a wtedy będzie lepsza prędkość – zakończył podopieczny Piotra Świderskiego.

Kacper Woryna od samego początku walczył do ostatnich metrów na torze. Sam zawodnik podkreślił, że tor nieco się różni, ale to jednak domowy tor, który powinien zadziałać na korzyść gospodarzy. – Wiadomo, że mecz jest na styku. Było troszkę nerwowo po tych ostatnich dwóch biegach, które przegraliśmy. Mamy nad czym pracować i nad czym myśleć. Nie jest idealnie. Każdy z nas musi wnioski wyciągać, aby odskoczyć rywalom. Tor jest troszkę inny niż zwykle, co widać po czasach, ale to jest jednak nasz tor i nasze koleiny, które powinny nas wyciągać do przodu. Mam nadzieję, że uda nam się wynik podciągnąć na naszą korzyść – opowiedział 24-latek.

Zawodnik gospodarzy przedstawił również swoją perspektywę w biegu 9, w którym startował w parze z Leonem Madsenem. Częstochowski duet pokonał gości 5:1. – Ciężko się jedzie na takim torze parą. Na pewno śledziłem jaką drogą i jaką ścieżkę wybrał Leon, bo jest mega szybki i warto spoglądać na niego. Czułem, że popełniłem parę błędów, które muszę wyeliminować, aby było jeszcze lepiej – podsumował Woryna.

Spotkanie zakończyło się wygraną gości 51:39. W Mix Zone Leon Madsen podsumował mecz w wykonaniu swojego zespołu i dyspozycję ELTROX WŁÓKNIARZA Częstochowy na domowym owalu. – Nie myślę tutaj o swoim indywidualnym występie, lecz o wyniku całej drużyny. Jest to zawód, kiedy przegrywamy na własnym torze i w kontekście fazy play-off będzie nerwowo – wyjaśnił Duńczyk.

Kapitan zespołu z Częstochowy od pewnego czasu boryka się z problemami zdrowotnymi, które pojawiły się po upadku podczas pierwszej rundy Indywidualnych Mistrzostw Europy w Bydgoszczy. – Cały czas borykam się z bólem kolana, ale nie jest to żadne wytłumaczenie, które usprawiedliwia przegraną w tym spotkaniu. Wierzyliśmy bardzo mocno, że uda nam się ten mecz wygrać, co było bardzo ważne i kluczowe, lecz się nie udało. Musimy skupić się na kolejnym pojedynku – dodał Madsen.

32-latek odniósł się również do stanu toru, który był przygotowywany specjalnie pod opady i mógł różnić się od tego, na którym startują zawodnicy miejscowej drużyny. Zwrócił również uwagę na kibiców i ich doping, który niósł się po częstochowskiej arenie. – Nie można zwalać winy na tor. Był on bardzo podobny do tego, na którym trenujemy i na którym przyszło nam się mierzyć w poprzednim spotkaniu. To też nie jest wymówka. Dobrze mi się jechało na nim i jestem zadowolony ze swojego wyniku. Teraz czas na skupienie i pracę nad następnymi spotkaniami, bo cały czas szansa na wejście do TOP 4 jest realna. Mieliśmy również ogromne wsparcie od kibiców, którzy pojawili się na arenie. Dopingowali nas, co było słychać, lecz niestety nie daliśmy rady. Bartosz Zmarzlik na tym torze był rakietą. My pracujemy nieustannie nad silnikami i sprzętem, by dotrzeć do tego etapu i poziomu, na którym jest właśnie on – zakończył Duńczyk.

Paulina Wiśniewska