Nie mam zapisu w kontrakcie, jakich silników mam używać – wypowiedzi gospodarzy z meczu CZEGRU

Fot. Patryk Kowalski
Fot. Patryk Kowalski

W pierwszym piątkowym spotkaniu PGE Ekstraligi ELTROX WŁÓKNIARZ Częstochowa gładko pokonał ZOOLESZCZ DPV LOGISTIC GKM Grudziądz 54:36. Najlepszym zawodnikiem gospodarzy był Leon Madsen, zdobywca dwunastu punktów. – Pracujemy bardzo ciężko w tym roku, żeby znaleźć prędkość – mówił Duńczyk w trakcie spotkania.

Ostatnie wyjazdowe zwycięstwa znacznie poprawiły atmosferę w drużynie ELTROX WŁÓKNIARZA, chociaż już w tym sezonie częstochowianom przytrafiła się chwila słabości. – Atmosfera cały czas jest dobra, od początku sezonu nie mamy z tym problemu – przekonywał przed spotkaniem trener Piotr Świderski. – Nasze rytuały zostały podtrzymane, więc wszystko jest dobrze. Bardzo cieszymy się z tego, że jedziemy z kibicami na stadionie. To zawsze jest dodatkowy bodziec i motywacja. Cieszymy, że są z nami i liczymy na zwycięstwo – mówił szkoleniowiec gospodarzy na antenie ELEVEN SPORTS.

– Świętowania nie było. Przez cały tydzień przygotowywaliśmy sprzęt, żeby był jeszcze lepszy niż w Gorzowie – mówił przed piątkowym meczem Mateusz Świdnicki, który w miniony weekend pokonał między innymi Bartosza Zmarzlika. – Do meczu jesteśmy przygotowani na najwyższym poziomie i będziemy walczyć. Tor jest identyczny jak na ostatnim treningu, może jest minimalnie twardszy. Na pewno nie powinien nas zaskoczyć – mówił junior gospodarzy.

Miejscowi kibice liczyli na dużo lepszy wynik Kacpra Woryny, który był jednym z ojców zwycięstwa w spotkaniu w Gorzowie. Tym razem podopieczny Piotra Świderskiego zdobył zaledwie pięć punktów, chociaż wydawało się, że po słabszym początku sezonu wraca na odpowiednie tory. – Jest satysfakcja z tego, że w końcu coś drgnęło i znaleźliśmy jakąś bazę, punkt zaparcia. Ciężka praca popłaca. – mówił Woryna w rozmowie z Marcinem Musiałem na antenie ELEVEN SPORTS 1. – To były tylko i wyłącznie moje błędy i w ustawieniach, i w jeździe. To zostało skorygowane i oby było tylko lepiej – dodał.

Kolejny dobry występ w PGE Ekstralidze zapisał na swoim koncie Jakub Miśkowiak. – Staram się w każdym biegu jechać dobrze i dać z siebie sto procent. Zawsze jak podjeżdżam pod taśmę, to chcę wygrywać – mówił częstochowski junior w trakcie meczu. – Mój trzeci bieg mi nie wyszedł. Nie udał mi się start, a na trasie motor też się nie rozpędzał. To był trochę mój błąd, bo nie posłuchałem wujka (Roberta Miśkowiaka – dop. red.), bo chciał zrobić zmiany. Mogłem go posłuchać, bo jednak miał rację. Na pewno byłoby dużo lepiej – tłumaczył swój słabszy bieg w Mix Zonie na antenie ELEVEN SPORTS zdobywca dziewięciu punktów. – Tor jest dobry i równy dla wszystkich. Trzeba podążać za tym torem z ustawieniami. Trzeba być czujnym. Do każdych zawodów przygotowuję się bardzo dobrze. Chciałbym podziękować również panu Ryszardowi Kowalskiemu za świetne silniki – zakończył Miśkowiak.

Najwięcej punktów w drużynie gospodarzy zdobył Leon Madsen. Duńczyk przyznał, że nie mógł doczekać się pierwszego spotkania na własnym torze z udziałem publiczności. – Bardzo brakowało mi kibiców. To, co sprawia, że żużel i każdy inny sport jest radosny to kibice i atmosfera, którą tworzą na stadionie. Chciałem im dać trochę radości jazdą na jednym kole. – mówił Madsen. Lider gospodarzy cieszył w piątek kibiców również jazdą przy bandzie. – Jest jedna linia jazdy. Twardą nawierzchnię od przyczepnej dzieli zaledwie czterdzieści – pięćdziesiąt centymetrów od bandy. Trzeba być odważnym, żeby tam pojechać, ale jeśli chce się wygrywać wyścigi, to trzeba się tam znaleźć – zdradził. – Pracujemy bardzo ciężko w tym roku, żeby znaleźć prędkość, próbujemy różnych rozwiązań, również pod kątem Grand Prix. Wróciłem do jazdy na silnikach Flemminga Graversena. Nie mam zapisu w kontrakcie, jakich silników mam używać – zakończył Madsen.

 

Kamil Rychlicki