„Nasza drużyna potrzebowała zimnego prysznica, który nas obudzi” – wypowiedzi BETARD Sparty Wrocław z #ZIEWRO

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

W pierwszym meczu między drużynami padł remis, tym samym walka nie tylko o zwycięstwo, ale również o punkt bonusowy zapowiadała się fascynująco. Od początku spotkania warunki dyktowali goście, którzy nie oddali prowadzenia, ostatecznie wygrywając 49:41. Dzięki temu BETARD Sparta Wrocław przedłużyła swoje szanse na awans do fazy finałowej a RM SOLAR Falubaz Zielona Góra nieco utrudnił sobie to zadanie.

Gdybym miał taką receptę na zwycięstwa na wyjeździe, to już dawno dałbym ją chłopakom, poszliby do apteki i kupili na to środki (śmiech). Sezon jest bardzo dziwny, ale jedziemy, dajemy z siebie wszystko i miejmy nadzieję, że w ostatecznym rozrachunku dojedziemy do play-off. Poprzednie spotkania to już jest historia. Mamy nowy dzień, nowy mecz i nowe rozdanie. Zaczynamy od nowa i to, co było, nie ma już żadnego znaczenia. Cieszymy się, że w przeszłości fajnie nam się tutaj jeździło, ale mamy nowy dzień – podsumował przed spotkaniem Dariusz Śledź.

– Sytuacja jest taka, że nadal walczymy o play-off. Na samym początku chciałem przeprosić wszystkich kibiców za nieporozumienie. Wiele osób mówiło mi w ciągu ostatniego tygodnia, że jeśli nie wygramy u siebie z Częstochową i w Gorzowie nie mamy szans na awans. Wiele osób to powtarzało, więc kiedy w poniedziałek przegraliśmy powiedziałem, że przepraszam fanów, nie mamy szans na play-off. Po spotkaniu zdałem sobie jednak sprawę, że wciąż jesteśmy w grze, a to wręcz idealnie i walczymy dalej. Zawsze dajemy z siebie 110%. Czasami wychodzi wszystko dobrze, a innym razem nie. Ostatnio nie wygraliśmy u siebie, kiedy w jednym biegu ustanowiłem nowy rekord toru, a następnym przyjechałem na metę trzeci. To jest urok sportu, który kochamy. Jeden wyścig może być wspaniały, a drugi wręcz przeciwnie. To jest część tego wyzwania, a ja uwielbiam wyzwania – przyznał Tai Woffinden podczas przedmeczowej rozmowy na antenie nSport+.

Jedyny stadion, jaki widziałem lecąc helikopterem, był ten w Toruniu. Później nie wiedziałem już gdzie jestem, chciałem tylko być z powrotem na ziemi. Chciałem podziękować klubowi i wszystkim zaangażowanym w to, że wszystko zorganizowali i się udało. Niesamowita wycieczka. Nie zdążyłem nawet nic zjeść, przyjechałem prosto do parku maszyn, wskoczyłem na motocykl i jadę. Co roku warunki torowe się zmieniają, więc moje notatki można by wyrzucić do kosza, tym bardziej, że dawno tutaj nie jechałem. Po prostu przyjeżdżam i sprawdzam, jak wygląda tor. To jest żużel, lepiej przystąpić do walki z marszu, niż zagłębiać się w zapiski. Jak na razie idzie dobrze, oczywiście wszystko może się nagle zmienić, ale jak na razie jestem zadowolony z przebiegu spotkania – powiedział Chris Holder.

Może nasza drużyna potrzebowała takiego zimnego prysznica, który nas obudzi. Szczerze mówiąc, jechaliśmy podczas tego spotkania z różnymi nastrojami, ale niewątpliwie zmotywowani. Widać było, że każdy jest skupiony, również po próbie toru chłopacy dobrze się czuli, więc cieszę się, że tak to się wszystko potoczyło. Te punkty były dla nas naprawdę bardzo cenne. Przed meczem cała drużyna poszła do katedry na msze (śmiech). Nie, zupełnie normalnie przygotowywaliśmy się do tego spotkania. W piątek był trening, Max Fricke przyjechał prosto z Gorican. Sami też startujemy na przyczepnej nawierzchni, więc na pewno ucieszyliśmy się, jak zobaczyliśmy na obchodzie toru, jak wygląda. Widzieliśmy, że będzie przyjemnie się podczas tego meczu jeździło. Tor był przygotowany znakomicie, równy, fajny do jazdy – powiedział na pomeczowej konferencji na antenie nSport+ Maciej Janowski.

 

Alicja Labrenc