„Na każde spotkanie jedziemy podekscytowani z chęcią wygrania” – wypowiedzi BETARD SPARTY z #LESWRO

Fot. Marcin Kubiak
Fot. Marcin Kubiak

Po rundzie zasadniczej, lider PGE Ekstraligi BETARD SPARTA Wrocław, pojechała walczyć o finał DMP do Leszna, gdzie czekali na nich obrońcy tytułu Drużynowego Mistrza Polski – FOGO UNIA. Wrocławianie wywieźli ze Stadionu im. A. Smoczyka 8 punktów zaliczki przed rewanżowym spotkaniem.

Dolnoślązacy przed sezonem skompletowali zespół, którego celem było zdobycie złotego medalu i tylko na tym skoncentrowana była drużyna, która wygrała jedenaście ostatnich meczów z rzędu. Nic więc dziwnego że trener wrocławian, Dariusz Śledź, miał świadomość siły zespołu który prowadził, ale z szacunkiem podchodził do rywala – Nie chcemy burzyć statystyk i chcemy podtrzymać serię zwycięstw, ale wszystko zaczyna się od nowa. Wiemy, jaka jest waga spotkania, wiemy jak silną drużyną jest FOGO UNIA Leszno, dlatego spodziewamy się trudnego spotkania i chcemy odjechać jak najlepszy mecz – powiedział szkoleniowiec na antenie nSport+.

Słowa trenera potwierdzały zaskakująca roszada w składzie, bowiem po raz pierwszy w sezonie, pod numerem 8, do walki desygnowany był Daniel Bewley, ale był to celowy zabieg trenera. – Jesteśmy w takiej fazie rozgrywek, że nie możemy sobie pozwolić na błędy i musimy myśleć o wszystkim. Pamiętajmy, że jedziemy dwumecz i wynik dwumeczu się liczy, ale w Lesznie jedziemy po zwycięstwo – zaznaczył Śledź.

Również kapitan BETARD SPARTY Wrocław, Maciej Janowski, doceniał rywala i czuł wagę spotkania. – Czuję podekscytowanie. Wiemy o co walczymy, a te mecze dodają zawsze dodatkowej adrenaliny, zatem jesteśmy gotowi na twardą rywalizację. A serce mówi, że będziemy walczyć do końca i damy z siebie wszystko, aby dać zadowolenie naszym kibicom – mówił przed meczem.

Wrocławianie spotkanie rozpoczęli od mocnego uderzenia, i podobnie jak w rundzie zasadniczej, po trzech biegach wygrywali 11:7. W swoich biegach tryumfowali dolnośląscy liderzy Tai Woffinden, Maciej Janowski oraz ku zaskoczeniu wszystkich Przemysław Liszka, który najpierw podwójnie wygrał wspólnie z Michałem Curzytkiem bieg młodzieżowy, by dwa biegi później ograć leszczyńskiego lidera – Janusza Kołodzieja. – Pan Janusz wywierał na mnie dużą presję i musiałem być czujny i jechać jak najlepiej, by dowieźć punkty. Cieszę się, że praca, jaką wykonujemy przynosi efekty i jest to przyjemne, gdy puszcza się sprzęgło i jest się z przodu. Pracujemy nad tym z Gregiem Hancockiem, który potrafi bardzo dużo podpowiedzieć w kwestii sprzętowej i techniki jazdy, a mi pozostaje nic innego, jak słuchać i wyciągać wnioski – mówił po drugim biegu wrocławski junior.

Druga seria startów rozpoczęła się od odrabiania strat przez gospodarzy, bowiem bieg numer 5 wygrali podwójnie. Zanim jednak do tego doszło, na tor upadł Daniel Bewley i bieg został przerwany. – Nie widziałem powtórki video, ale moje odczucie jest takie, że Jason Doyle wypchnął mnie i powinienem startować w powtórce. To jest jednak żużel i myślę już o kolejnym biegu – komentował wykluczony Brytyjczyk.

W kolejnych wyścigach, BETARD SPARTA Wrocław, po pięknej walce zwłaszcza za sprawą juniorów, powiększała przewagę. Niestety w dwóch pierwszych startach zawodził Artem Laguta, który wygrywając w trzeciej serii po raz pierwszy, odblokował się i z uśmiechem na ustach komentował ustawienia sprzętu w rozmowie z Łukaszem Benzem. – Tor jest bardzo twardy, zarówno na starcie, jak i na dystansie. Po pierwszym biegu zmieniłem motocykl, ale na kolejny wróciłem do tego pierwszego i zyskałem trochę prędkości. Generalnie ciężko coś zrobić na tym torze, bo jak nie wyjedzie się ze startu, trudno mijać na dystansie – skomentował Rosjanin.

Aby pokazać różnice w przygotowaniu sprzętu na tor wrocławski i leszczyński, Rosjanin skwitował krótko. – Gdybym jechał na motocyklach, na których startuję we Wrocławiu, to jechałbym dwadzieścia metrów z tyłu. Ten silnik, na którym startuje, był już ze mną tutaj w tym sezonie i spisywał się dobrze, ale wówczas nie był taki twardy. Być może na ten tor pasowałby silnik, który mam w warsztacie, a był dobry na torze w Grudziądzu. Niestety, muszę wybierać z tego, co mam tutaj w boksie – podsumował Laguta.

Przed biegami nominowanymi, goście prowadzili sześcioma punktami i już mogli być usatysfakcjonowani z dobrze wykonanej pracy na torze rywala i byli bardzo blisko finału PGE Ekstraligi. Tai Woffinden studził jednak emocje. – Musimy skupić się na obecnej pracy i tej w następny weekend, bo w ciągu ostatnich czterech lat przegrywaliśmy z FOGO UNIĄ pojedynki w dwumeczu. Można jednak powalczyć, bo tor jest fantastycznie przygotowany do ścigania. Widzieliśmy to w moich wyścigach z Emilem Sayfutdinovem, ale również we wcześniejszych moich potyczkach z nim. A przecież o to w tym wszystkim chodzi – zaznaczył Brytyjczyk.

Wydawało się, że ostatni bieg był już tylko formalnością, ale Maciej Janowski oraz Tai Woffinden wywalczyli remis i ustalili wynik spotkania na korzyść BETARD SPARTY Wrocław. Nic więc dziwnego, że po trzeciej wygranej w sezonie z aktualnym Drużynowym Mistrzem Polski, FOGO UNIĄ Leszno, kapitan żółto-czerwonych w mix zonie w wyśmienitym nastroju odpowiadał napytania studyjnych ekspertów. – My na każde spotkanie jedziemy podekscytowani z chęcią wygrania. Wszyscy wiemy o co jedziemy, zawodnicy czuli wagę tego spotkania i nie trzeba było nikogo nakręcać. Czasami trzeba trochę ostudzić juniorów i trochę więcej z nimi porozmawiać. To jest nasza praca, na którą jesteśmy przygotowani i każdy jest mocno skoncentrowany i przygotowany na twardą walkę. W ostatnich latach trudno było wygrywać z FOGO UNIĄ, dlatego fajnie, że w ostatnich dwóch meczach mogliśmy tutaj powalczyć o zwycięstwo. Choć ta radość jest na razie stłumiona, bo FOGO UNIA Leszno ma wyśmienitą drużynę i mogą tak samo dobrze pojechać we Wrocławiu, jak my u nich.

Na pytanie Tomasza Dryły o słabe punkty BETARD SPARTY Wrocław, Maciej Janowski miał sporo kłopotu, żeby odpowiedzieć, bo doceniał klasę rywala. – Tak naprawdę na tym obiekcie i po meczu z drużyną FOGO UNII Leszno, ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Zawsze można było pojechać lepiej, ale lepiej się nie dało.

Krzysztof Cegielski z kolei zapytał o tor i sprzęt którym dysponowali wrocławscy zawodnicy. – Nie wiem co Artem Laguta chowa w swoim garażu i jak czasem przyjedzie trzeci to niech nie przesadza, że jest źle – odpowiedział wrocławski lider, kwitując śmiechem swoją wypowiedź.

Na koniec wrocławianin skomplementował formację juniorską i sztab który prowadzi młodych zawodników. – W pracy z młodzieżą widać wkład całego sztabu. Oczywiście jest też w tym ręka Grega Hancocka, który dużo czasu spędza z chłopakami na torze ustawiając ich motocykle, sylwetki na starcie. Jednak w przypadku naszych juniorów głownie chodzi o rozmowę, bo to są utalentowani młodzi mężczyźni, którym trzeba wytłumaczyć, aby bardziej uwierzyli w siebie. Teraz właśnie to zagrało, bo obaj zdobyli fajne punkty, a w biegu juniorskim pięknie pojechali parą i świetnie to się oglądało – zakończył Janowski.

Andrzej Kowalski