„Musimy wygrać u siebie i wejść do finału” – wypowiedzi FOGO Unii Leszno z meczu #ZIELES

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Pierwszy półfinałowy pojedynek pomiędzy RM SOLAR Falubazem Zielona Góra a FOGO Unią Leszno, zakończył się wynikiem 46:44 na korzyść podopiecznych Piotra Barona. Leszczynianie są bliżej od awansu do finału PGE Ekstraligi i możliwości obrony mistrzowskiego tytułu.

Przed rozpoczęciem spotkania o rozmowę został poproszony menedżer FOGO Unii Leszno, Piotr Baron. Reporterka ELEVEN SPORTS, Anita Mazur, zapytała gościa o przygotowania do pierwszego półfinałowego meczu. – Zawodnicy trenowali na torze bardziej przyczepnym. Myślę, że jest on podobny do tego, który obecnie zastaliśmy w Zielonej Górze. Tor wygląda może nieco inaczej, ale myślę, że jest tak samo przygotowany, jak jechaliśmy tutaj podczas rundy zasadniczej – odpowiedział szkoleniowiec. Podczas meczu 13. kolejki, kiedy to FOGO Unia Leszno przyjechała na rewanż do Zielonej Góry, leszczynianie byli już pewni awansu do fazy finałowej. Wówczas Piotr Baron podczas rozmowy nie ukrywał, że jego podopieczni do tego spotkania podeszli z nieco mniejszą motywacją. – Tamten mecz nam się nie układał. Nie chcieliśmy robić zmian taktycznych, aby zawodnicy mieli czas na zapoznanie się z torem. Zobaczymy, czy to w jakikolwiek sposób przełoży się na korzyść zespołu. Okaże się podczas meczu. Będziemy walczyć o jak najlepszy wynik – skomentował menedżer leszczyńskiej FOGO Unii.

Mecz był niezwykle wyrównany, a drużyna gości cały czas trzymała rękę na pulsie. Przekładało się to na korzystny wynik dla FOGO Unii Leszno, której udawało się budować niewielką przewagę nad drużyną miejscowych. Entuzjazm hamował nieco Piotr Pawlicki. Nie możemy za wcześnie wyciągać wniosków. Mam jeszcze kilka biegów do odjechania. Tor jest przyczepny i trzeba uciekać ze startu. Później tą najbardziej optymalna ścieżką można śmiało uciekać. Start, jak w większości zawodów, jest decydujący – skomentował kapitan FOGO Unii. Zapytano go również o ustawienia. Czy przydały się te, które stosował podczas ostatniego meczu w Zielonej Górze? – Tor jest bardzo podobny do tego, który był ostatnio, ale na pewno jest inna pogoda i ma to duży wpływ na motocykle. Jadę teraz nieco innymi ustawieniami. Te, które miałem na dwa ostatnie biegi podczas meczu rundy zasadniczej, teraz w ogóle mi nie pasowały. Musieliśmy poszukać czegoś innego. Nie chwalę dnia przed zachodem słońca. Jesteśmy skupieni i chcemy te zawody wygrać. Widzimy, że chłopacy z Zielonej Góry jadą nieco agresywnie, więc my też musieliśmy się zmotywować aby również tak jeździć – podsumował Pawlicki na antenie ELEVEN SPORTS.

Po zakończonym spotkaniu, gościem ze strony mistrzów Polski w strefie Mix Zone był Emil Sayfutdinov. – Było to trudne spotkanie. Udało nam się wypracować niewielką przewagę, ale po kilku biegach ją straciliśmy. Musimy wyciągnąć z tego wnioski i przygotować się na rewanżowy mecz u siebie, aby wygrać oraz wejść do finału – odpowiedział Rosjanin. Zapytano go również o formę przygotowań przed meczem w Zielonej Górze. – Każdy przygotowywał się indywidualnie i to zadziałało. Tor i pogoda były znacznie inne, niż podczas spotkania w rundzie zasadniczej. Pracowaliśmy przez całe zawody. Wprowadzaliśmy korekty i sobie pomagaliśmy, bo czasami te ustawienia gdzieś nam uciekały. Trzeba jechać dalej – podsumował Sayfutdinov.

Zawody w Zielonej Górze skomentował również Janusz Kołodziej, który w drugiej części spotkania prezentował się na torze bardzo dobrze. – Generalnie to oceniam swój występ słabo. Dużo ustawiałem na treningach, testowałem, wybierałem najszybsze motocykle. Wybrałem trzy najlepiej się spisujące, a okazało się, że w ogóle to nie zadziałało. Powiem szczerze, że od połowy zawodów włączyła się we mnie duża złość. W biegu nominowanym postanowiłem na nic nie patrzeć, tylko po prostu jechać jak najszybciej się da. Martin Vaculik mnie gonił jak mógł, jednak ja zacząłem pilnować krawężnika. Bałem się, że się napędzi, wyprzedzi mnie i stracę punkty. W tym roku wiele razy traciłem punkty bez sensu. Jak się odwróciłem na mecie, to nie spodziewałem się, że Martin aż tak mnie dogonił i był tak blisko – opisał niedzielny mecz Janusz Kołodziej.

Anita Mazur zapytała również o kalkulacje i obieranie taktyki. Czy podczas biegów jest na to czas? – Zapewne każdy z zawodników ma inaczej. Ja staram się w domu opracowywać taktyki czy linie jazdy. Wiadomo, że nie zawsze i nie wszędzie można sobie na to pozwolić. W Zielonej Górze jeździ się dość specyficznie i nie zawsze tak samo pojedziemy. Trzeba sobie wiele przemyśleć i poukładać. Dopiero w swoim pierwszym biegu zauważyłem m.in., że pierwszy łuk jest inny od drugiego. Są na nich inne ścieżki. Na jednym trzeba jechać szerzej, a na drugim wąsko. Zauważyłem, gdzie można ścinać i to mi na pewno później pomogło – skomentował zawodnik FOGO Unii Leszno.

Mimo, iż pierwsze starty Kołodzieja nie były zbyt udane, to zawodnik podczas rozmowy bardzo pozytywnie wypowiadał się o przebiegu spotkania. – Po pierwszych biegach na pewno bym się tak dobrze nie wypowiadał o meczu. Pierwsze zwycięstwa przynosiły nadzieje na lepsze jutro. Ten rok jest dla mnie taki, jakby stał nade mną z batem i ściągał mnie na ziemię, bo nie może być za dobrze. Cieszymy się ze zwycięstwa, ale pracujemy i jedziemy dalej. Nasza drużyna pojechała świetnie, a gdybym ja lepiej się zaprezentował na początku zawodów, to byłoby tych punktów więcej. Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem i trzeba jechać dalej – zakończył żużlowiec.

Martyna Wolnik