„Musimy to zaakceptować i jechać dalej” – wypowiedzi FOGO Unii z meczu #WROLES

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

W spotkaniu kończącym 9. rundę PGE Ekstraligi, FOGO Unia Leszno przegrała na wyjeździe we Wrocławiu 44:46. Choć leszczynianie byli o krok od pokonania BETARD Sparty, to ostatecznie ponieśli pierwszą porażkę w sezonie 2020.

– Z całą pewnością tor we Wrocławiu jest trochę inny, niż w zeszłym roku. Myślę, że dosypano trochę nowego materiału, granitu.Ustawienia z ubiegłego roku mogą nie działać – mówił przed zawodami szkoleniowiec FOGO Unii, Piotr Baron. – Potrenowaliśmy na troszeczkę przyczepniejszym torze, bo spodziewaliśmy się takiego właśnie przygotowania owalu we Wrocławiu – dodał w rozmowie z Łukaszem Benzem trener leszczynian.

– W biegu młodzieżowym byłem przerażająco wolny. Zupełnie nie miałem się z czego odepchnąć. Przed moim drugim wyścigiem dokonałem dużych korekt i było lepiej. Miałem niezły start, na trasie też było całkiem dobrze – powiedział po swoim drugim wyścigu Dominik Kubera, który był drugim najskuteczniejszym zawodnikiem po stronie gości (10 punktów w 5 biegach).

Kubera zwrócił uwagę na odpowiadające mu przygotowanie toru. – Najlepiej jechać z przodu i omijać szprycę, bo jest ona wyjątkowo ciężka. Wrocławski tor nie należy do najłatwiejszych. Nie możemy jechać jedną ręką, a drugą machać kibicom. Cały czas musimy być skupieni i trzymać motocykl bardzo mocno. Ja lubię takie tory – zaznaczył junior FOGO Unii Leszno.

– Staram się, żeby było jak najlepiej. Drugi wyścig zepsułem, a w pierwszym start nie był dobry, więc cały czas pracuje, żeby było tak, jak powinno być – mówił po swoim drugim starcie Szymon Szlauderbach, który wywalczył we Wrocławiu 4 punkty i zwyciężył w 12. wyścigu.

– Moja jazda nie była najlepsza. Sam nie wiem, czego oczekuję od motocykla i to jest największy problem. Dlatego też sam zaproponowałem trenerowi, aby to mnie zmienił, jeśli planował dokonać roszady. Ja korzystałem już z drugiego motocykla i nie czułem się dobrze – mówił z kolei Bartosz Smektała, dla którego mecz na Stadionie Olimpijskim był jednym z najsłabszych w tym sezonie.

Bezbarwny występ zaliczył też kapitan przyjezdnych. – Biegi z moim udziałem zostały przegrane, więc tego meczu nie będę miło wspominał. Przykro mi, że zaprezentowałem się z tej strony. Moje rotacje sprzętowe były spowodowane tym, że w ogóle nie mogłem wyczuć sprzętu. Sprawdzałem motocykle na wszystkich trzech zębatkach, a zwykle tego nie robię. Pojechałem słabo i tyle – powiedział na antenie nSport+ zasmucony Piotr Pawlicki.

– Po ostatnim wyścigu chciałem odetchnąć, bo było naprawdę gorąco, ale poradziłem sobie z tym upałem i dołożyłem do dorobku drużyny ważne punkty, które dały nam bonus. Nie wygraliśmy, ale musimy to zaakceptować i jechać dalej. W tabeli cały czas jesteśmy liderami. Teraz będziemy cisnąć dalej i myślę, że wszystko będzie ok – mówił z przekonaniem Emil Sayfutdinov, najskuteczniejszy zawodnik leszczynian, który wywalczył 14 punktów i został wybrany Rajderem meczu, a także kolejki.

Swoje kłopoty miał we Wrocławiu Janusz Kołodziej. – Mam problem ze sprzęgłami. Przed zawodami siedziałem nad sprzętem kilka godzin i sprzęgło pracowało naprawdę super na ciepło i na zimno. Po próbnym starcie ono przestało działać, a ja byłem w szoku, bo w dzisiejszym żużlu starty są bardzo ważne. W pierwszym biegu byłem jeszcze na dodatek źle spasowany. Sprzęgło nie pracowało najlepiej, więc uznałem, że nie będę robił próbnych startów – odpowiedział po meczu w Mix Zone Indywidualny Mistrz Polski, zapytany o przyczynę rezygnacji z próbnych startów przed wyścigami.

Podobnie jak Kubera, Kołodziej również pochwalił przygotowanie toru. – Bardzo dobrze się jeździło. Na pewno trzeba było uważać na szprycę, która była hamulcem, ale to jest normalne w żużlu – na jednym torze jest kurz, a na innym ciężka szpryca. Należało jej unikać i przelatywać albo szerzej, albo przy krawężniku. Tor był świetny.

Joachim Piwek