MRGARDEN GKM Grudziądz: Bezsilni i zawiedzeni (podsumowanie)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Miała być walka o upragniony awans do fazy finałowej i włączenie się do batalii o medale Drużynowych Mistrzostw Polski. Okazało się jednak, że walka była, jednak z nową nawierzchnią i o zachowanie twarzy w sezonie 2020. Tak w skrócie podsumować można minione rozgrywki w wykonaniu drużyny MRGARDEN GKM Grudziądz.

Żółto-niebiescy od kilku lat z nadzieją wpatrują się w pierwsze cztery miejsca tabeli PGE Ekstraligi. Przed sezonem 2020 i tak wyostrzone już grudziądzkie apetyty podsyciła wymiana zawodników na linii Antonio Lindbaeck – Nicki Pedersen. Według przedsezonowych prognoz to właśnie Duńczyk miał dorzucać kluczowe punkty dla przebiegu meczów. Pedersen nie zawiódł i punktował lepiej od Szweda, na nic to się jednak zdało. Grudziądzanie nawet nie otarli się o upragnioną czwórkę, a tylko postawa PGG ROW-u Rybnik oraz brak spotkań barażowych pozwoliły im na spokojny sen w kontekście walki o utrzymanie.

Po pierwszym spotkaniu w Częstochowie, gdzie grudziądzanie przegrali 53:37, trudno było mówić o problemach, tym bardziej, że ELTROX Włókniarz zaliczany był do grona faworytów rozgrywek. W tym meczu prawie połowę punktów dla podopiecznych Roberta Kempińskiego zdobył Artem Laguta. – Mówiłem do swoich mechaników, że jeszcze nigdy w życiu nie zdobyłem kompletu w pierwszych zawodach w sezonie. Tym razem się udało i jestem bardzo zadowolony – przyznał wtedy Rosjanin. Szybko okazało się, że świetny występ Laguty nie był dziełem przypadku. Rosjanin finalnie okazał się drugim najskuteczniejszym zawodnikiem rozgrywek, jednak było to zbyt mało, aby spełnić przedsezonowe założenia grudziądzkich działaczy.

Kolejne dwa spotkania zaciemniły trochę obraz drużyny. Pewne zwycięstwo nad rybniczanami oraz dobra postawa w Zielonej Górze na bardzo trudnej nawierzchni sprawiły, że kibice mieli jeszcze choć trochę nadziei na dobry wynik, tym bardziej, że dwa duże punkty w tym drugim meczu uciekły żółto-niebieskim na pierwszym łuku ostatniego wyścigu dnia. Kolejne spotkania sprowadziły drużynę jednak szybko na ziemię. Cały czas brakowało punktów Krzysztofa Buczkowskiego i Przemysława Pawlickiego. Pierwszy z tej dwójki walczył o powrót do wysokiej dyspozycji po fatalnej kontuzji, której doznał tuż przed rozpoczęciem sezonu. Wychowanek leszczyńskiej FOGO Unii za to walczył ze sprzętem. Trener Robert Kempiński praktycznie od pierwszego meczu groził palcem i straszył zmianami. Słowa dotrzymywał, ale łatanie dziur niedoświadczonym Romanem Lakbaumem nie dawało wymiernych korzyści. – Nikt nie spodziewał się po Pawlickim, Buczkowskim i juniorach, że będą mieli tak słaby sezon. Uważałem, że łatwiej będzie np. się odbudować Przemkowi w Lesznie niż gdzieś indziej – mówił Kempiński po przegranym spotkaniu z, jak się później okazało, zwycięzcami rozgrywek.

Na wzór innych ośrodków żużlowych w 2020 roku Grudziądz na chwilę stał się bardzo gościnnym miastem dla zawodników eWinner 1 ligi. Pomoc Tobiasza Musielaka i Krystiana Pieszczka, starego, dobrego zresztą znajomego z H4, nie dała jednak takiego zwrotu akcji, jak choćby występy Jacka Holdera w Gorzowie. To właśnie spotkanie z gorzowianami przed własną publicznością uwydatniło problemy MRGARDEN GKM-u z własną nawierzchnią, z którą nie mogli poradzić sobie w zasadzie do końca sezonu. – To jest nasz domowy tor i powinniśmy wrócić do gry. Musimy dobrze startować i powinniśmy dobrze znać ścieżki na tym torze – mówił po zremisowanym rewanżowym spotkaniu z ELTROX Włókniarzem Kenneth Bjerre. Duńczyk z reguły nie zawodził oczekiwań kibiców i działaczy w Grudziądzu będąc pewnym punktem drużyny.

O ile trudno było żółto-niebieskim liczyć na punkty krajowych zawodników, o tyle uwag nie można mieć do obcokrajowców. Jasno świecącą gwiazdą był z pewnością Artem Laguta. To Rosjanin niejednokrotnie zdobywał lwią część punktów i ratował honor drużyny. Wsparcia oczekiwać mógł głównie we wspomnianym wcześniej Bjerre, ale również Nickim Pedersenie. I choć wielu zarzucało trzykrotnemu indywidualnemu mistrzowi świata brak jazdy drużynowej, to na pewno trzeba oddać Duńczykowi, że swoje zadanie w minionym sezonie wykonał w stu procentach.

Niestety nie można nie wspomnieć o tegorocznej postawie juniorów, choć kibice w Grudziądzu zapewne woleliby przemilczeć tę kwestię. Z Marcina Turowskiego, kreowanego na lidera formacji młodzieżowej powietrze zeszło szybciej, niż z niejednej żużlowej opony w tym sezonie. Robert Kościecha, odpowiedzialny za szkolenie młodzieży, pytany o Turowskiego przez cały sezon bezradnie rozkładał tylko ręce. W ostatnich spotkaniach nie zabrakło odwagi sztabowi szkoleniowemu i, choć sezon był już stracony, dali szansę młodszym zawodnikom. Możliwość pokazania się publiczności otrzymali Kacper Łobodziński, Denis Zieliński i Damian Lotarski, co spotkało się pełną aprobatą grudziądzkich kibiców, bo to właśnie ci młodzieżowcy mają stanowić o sile juniorskiej formacji MRGARDEN GKM-u w kolejnych sezonach

Są w życiu dni, o których szybko chciałoby się zapomnieć. W przypadku grudziądzkiej drużyny śmiało można tak powiedzieć o sezonie 2020 w PGE Ekstralidze. Nie udało się osiągnąć zakładanego celu, a na domiar złego „dość” powiedziało dwóch podstawowych zawodników z kadry Roberta Kempińskiego. Tuż po zakończeniu ostatniego spotkania zmianę barw klubowych zapowiedział lider, Artem Laguta. – Chciałbym trafić do drużyny, która będzie w stanie walczyć o podium DMP – to był jeden z argumentów, jakie przedstawił Rosjanin uzasadniając swoją decyzję. Podobnie zrobił Krzysztof Buczkowski. Szkoda, bo tyle lat dla tego klubu, a w ostatnim sezonie straciłem to wszystko. Nie jechałem źle w poprzednich sezonach. Czułem się świetnie i czuję, że coś jakby się powoli kończy – przyznał zawodnik w trakcie sezonu. I, przynajmniej na razie, skończyło się. Dziś już wiemy, że ulubieniec grudziądzkiej publiczności nie będzie w sezonie 2021 startował z gołębiem na plastronie.

Przed działaczami MRGARDEN GKM-u niełatwe zadanie. Drużyna, która od lat budowana była wokół osi, jaką był Artem Laguta, musi z konieczności zostać przebudowana. Nie uda się powtórzyć schematu, który zakładał wymianę najsłabszego ogniwa. Decyzje poszczególnych zawodników oraz zmiany regulaminowe sprawiły, że kadra zostanie przewietrzona tak, jak nigdy dotąd. Być może poważniejsze ruchy kadrowe, których grudziądzanie przez lata unikali, okażą się tym razem drogą do sukcesu w kolejnym sezonie na torach najlepszej żużlowej ligi świata.

Daria Jagodzka
Jakub Keller
Kamil Rychlicki