„Można jeździć 20 lat na żużlu, a wciąż każdy czegoś nowego się uczy” – wypowiedzi MOTORU Lublin z #LUBGOR

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

Po 30 latach, MOTOR Lublin ponownie zakończy sezon z medalem DMP. Dzięki zwycięstwu w dwumeczu z MOJE BERMUDY STALĄ Gorzów (96:84), zawodnicy z Lublina w wielkim finale PGE Ekstraligi zmierzą się z BETARD SPARTĄ Wrocław i powalczą o pierwsze złoto w historii klubu.

Czuję się całkiem nieźle, wydaje mi się, że wszystko jest w porządku. Na nieszczęście w przypadku Fredrika Lindgrena wyglądało to zdecydowanie gorzej, ale szczęśliwie. Najważniejsza sprawa, że Fredrik jest cały i zdrowy i nie doznał, żadnej poważnej kontuzji. Jestem pewny, że wszystko będzie w porządku i awansujemy do finału, jeśli wykonamy tak samo skutecznie swoją robotę, jak w meczu w Gorzowie. W sporcie nie ma czegoś takiego jak formalność, jest nowy dzień i musimy wygrać – ocenił Mikkel Michelsen przed meczem na antenie nSport+.

Na pewno ten tor, nie jest taki, jaki był na treningach przedmeczowych. Niemniej dalej jest to nasz tor, na którym trenowaliśmy. Po 3.-4. biegach, gdy odsypie się górna warstwa, to powinien być podobny do tego, co było. Myślę, że nie będzie to duże utrudnienie dla naszych zawodników. Po pierwszym meczu mówiłem, że to dopiero połowa drogi, musimy postawić kropkę nad „i”. Zawodnicy zdają sobie sprawę z wagi tego meczu. Pogoda spłatała figla, ale jest taka sama dla obu drużyn. Pracowaliśmy nad formą Krzysztofa Buczkowskiego. Już w Lesznie pojechał bardzo dobre zawody. Myślę, że będzie naszym bardzo mocnym punktem. Jarosław jest typem „startowca”, choć w Lesznie pokazał, że potrafi sobie radzić na dystansie. Jeżeli trafi z przełożeniami od początku, to później będzie dobrze – prognozował menadżer MOTORU Lublin, Jacek Ziółkowski.

– Na wyjściu z pierwszego łuku popełniłem błąd, patrząc na Wiktora Jasińskiego, który wykorzystał to i wcisnął się przede mnie. Tor jest bardzo podobny do tego, co mamy zazwyczaj, jedynie jest delikatnie bardziej odmoczony. Czułem, że przesiadając się na tył siodełka, motocykl się dokleił i lekko mnie postawiło. Opanowałem to i wyprzedziłem rywala. Wymieniamy się spostrzeżeniami, zawody nie są łatwe – podsumował Mateusz Cierniak.

– Byliśmy gotowi na inny tor. Po tym deszczu wkradło się troszeczkę paniki. Pogubiliśmy się na początku z ustawieniami. Tor jest praktycznie taki, jak zazwyczaj. Można oglądać fajne ściganie. Brakuje mi jeszcze dobrego startu, czułem, że jestem szybki. Ostatnie dobre występy pozwalają mi nabrać pewności siebie, zrozumieć lepiej motocykl. Zmiany, jakie wprowadzam, w większości są słuszne. Jedziemy o finał, są to bardzo ciężkie zawody – powiedział Dominik Kubera.

– Po opadach spodziewaliśmy się czegoś innego, ale w odpowiednim momencie dostosowaliśmy się. Nie było to tak oczywiste, że ustawienia z treningu sprawdzą się po tej ulewie. W moim przypadku to zadziałało, oprócz pierwszego biegu, mogę być zadowolony. Mam problemy na starcie, chociaż zdobywam punkty na trasie. Miejmy nadzieję, że dowieziemy to zwycięstwo do końca – podkreślił Krzysztof Buczkowski.

Dla mnie jest to spełnienie marzeń. Tworzyliśmy drużynę tak, aby z roku na rok była coraz mocniejsza. Jesteśmy szczęśliwi, jest pewna rysa, bo czekamy na wieści ze szpitala na temat Grigorija. Dla nas jest to wielki sukces, historia zatoczyła koło. Mam nadzieję, że Lublin pokazuje przez ostatnie pięć lat, że można. Czekają nas dwa zupełnie inne mecze, zrobimy wszystko, aby się postawić rywalom. Czujemy olbrzymią radość, z tyłu głowy jest historia sprzed 30 lat. Cieszę się, że mogę dołożyć tę małą cegiełkę, pewnie wolałbym siedzieć na motocyklu i się ścigać, niestety nie było mi to dane, ale to zasługa taty, który nie dopuszczał mnie do żużla. Cieszę się, że jestem częścią tego projektu – wskazał prezes MOTORU Lublin, Jakub Kępa.

– Droga do finału była długa i trudna, rywale są bardzo mocni. Kosztowało nas to ogrom wysiłku, bardzo cieszymy się ze zwycięstwa. Był duży niepokój związany z pogodą. Ściana deszczu, która przeszła przed tym meczem, spowodowała nerwowość. Powstały dywagacje na temat przełożeń. Na początku zostaliśmy zmyleni. Pierwsza seria pokazała, że tor nie zmienił się znacząco. Można jeździć 20 lat na żużlu, a wciąż każdy czegoś nowego się uczy. Początek był nerwowy, porozmawialiśmy i wszystko poszło w dobrą stronę. Od drugiej serii kontrolowaliśmy spotkanie i dowieźliśmy zwycięstwo. Trudno w tym momencie ocenić tę sytuację, być może rozpędzeni zwycięstwami, wygramy dość znacząco i pod presją gonienia wyniku w rewanżu wrocławianie będą popełniać więcej błędów. Mamy przed sobą ciekawy finał. Czuję bardzo dużą satysfakcję z tego, że jestem w tak dobrym zespole, wszyscy pracownicy, mechanicy, zawodnicy i zarząd klubu. Rozumiemy się znakomicie i to nam pomaga. Dobry klimat sprzyja robieniu dobrego wyniku – oznajmił Jarosław Hampel.

 

Sebastian Czobot