„Mówiłem, że to będzie rok pełen dziwnych rozstrzygnięć i niespodzianek” – wypowiedzi MOJE BERMUDY Stali Gorzów z #WROGOR

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

Spotkanie między BETARD Spartą Wrocław, a MOJE BERMUDY Stalą Gorzów zakończyło się sensacyjnie – minimalną wygraną gości 46:44. Pełne skupienie i spokój pozwoliło im wywieźć pełną pulę ze Stadionu Olimpijskiego (101:79 dla MOJE BERMUDY Stali w dwumeczu).

Przed spotkaniem pełen pokory był trener gorzowian Stanisław Chomski, który liczył na sportowe rozstrzygnięcie na torze. – Jeśli chodzi o nasze wejście do play-off, to wszystko zależy również od układu innych drużyn, które też mają szansę. Jeden punkt to jest ta przyzwoitość, którą powinniśmy tutaj mieć, ale przyjechaliśmy po pełną pulę. Póki się nie wyjechało na tor, to szanse zawsze są. Gospodarze u siebie są zawsze faworytem, zwłaszcza wrocławska drużyna. Pokazała się z jak najlepszej strony. Domowy tor to zawsze domowy tor. Sam jestem ciekaw, jak sobie poradzimy, jeżdżąc tylko u siebie, bez możliwości jazdy na innych torach. Grand Prix w wykonaniu Iversena czy Zmarzlika to było jedyne coś, co mogliśmy w zasadzie jako nie drużyna, a dwóch zawodników, odjechać na innym torze. Jestem pełen optymizmu. Po to jest rywalizacja sportowa, żeby się przekonać i wywieźć wynik – mówił szkoleniowiec przed meczem na antenie nSport+.

Podczas meczu różnie wiodło się Jackowi Holderowi, który występuje w MOJE BERMUDY Stali w roli „gościa”. Przywoził zwycięstwa, ale również i zera. – Z pewnością byłoby lepiej, gdybym dysponował taką szybkością w sprzęcie, jak Max Fricke. Zabrakło mi prędkości, nie mogłem się napędzić i minąć po szerokiej mojego rodaka. Zwróciłem uwagę, że Max częściej patrzył na mnie, rozglądał się, blokował mi bramę, niż patrzył do przodu. Mieliśmy naradę z trenerem Chomskim, głos zabrał Bartosz, który się dopasował i mógł nam dać jakieś rady. Być może wykorzystam te wskazówki – podsumował Australijczyk.

Niels Kristian Iversen miał całkiem niedawno styczność z wrocławskim owalem. – Jeździłem ostatnio na tym torze w Grand Prix. Oczywiście jest zbliżony do tego, który był przygotowany na te dwie rundy. Jest nieco suchszy, świetny do ścigania. Lubię się tutaj ścigać. Nie jest do śmiechu tym zawodnikom, którzy nie dysponują szybkim sprzętem. Wciąż jesteśmy w grze o 3 punkty. Będziemy walczyć w każdym z nadchodzących wyścigów. Gdybyśmy wygrali to spotkanie, to z pewnością zagwarantowalibyśmy sobie miejsce w najlepszej czwórce. Aby tak się stało, musimy wszyscy punktować, nie może być zer u zawodników – zauważył Duńczyk.

Zadowolony ze stanu nawierzchni i  jej przygotowania był również rodak Iversena Anders Thomsen. – Tak naprawdę świetnie czuję się na tym torze. Ten mój trzeci start był słabszy dlatego, że dobrałem złe ustawienia i przegapiłem ten wyścig. Czuję się bardzo dobrze na motocyklu. Jadę dopiero drugi raz tutaj. Przepiękny stadion, wspaniała pogoda. Zerkam na warunki torowe, będę jeszcze robił roszady w sprzęcie, być może uda się bardziej go dopasować. Liczę na to, że pojadę w wyścigach nominowanych – opowiadał z optymizmem Duńczyk na antenie nSport+.

Na pytania telewizji w Mix Zone odpowiadał Szymon Woźniak. – To skoszarowanie w Gorzowie może trochę pomogło, ale z drugiej strony utrudniło sprawę, bo jednak jestem zawodnikiem, którzy lubi jeździć i trenować na wielu różnych torach, żeby wypracować sobie współpracę ze sprzętem. Ten sezon zaczął się nie po mojej myśli i przez jego większą część tak się właśnie układała. Nie nazwałbym tego transformacją, to był spokój i ciężka praca. Przede wszystkim wiara w to, że idę w dobrym kierunku i ta praca przyniesie efekty. Ważne i kluczowe jest wsparcie rodziny. Oni też to bardzo przeżywali, czasem jeszcze bardziej niż ja. Ja jestem sportowcem i jestem do tego przyzwyczajony, że czasem jest dobrze, czasem źle. Rodzina bardzo mnie wspierała i świetnie sobie z tym radzili, przede wszystkim żona Karolina i dziewczynki. Bardzo was kocham i dziękuję, że byłyście ze mną w tych trudnych chwilach. Przed sezonem we wszystkich wywiadach mówiłem, że ten sezon będzie pełen dziwnych rozstrzygnięć, niespodzianek i zaskakujących wyników, i rzeczywiście to się sprawdziło. Ogólnie patrząc okiem kogoś, kto kocha żużel, to ten sport jest naprawdę niesamowity. W takim chwilach to widać najlepiej. Obojętnie czy jest bardzo dobrze, czy jest bardzo źle, w żużlu możliwe jest wszystko – wypowiedział się pochodzący z Tucholi zawodnik.

Daria Jagodzka