MOJE BERMUDY Stal Gorzów w finale PGE Ekstraligi – wypowiedzi gospodarzy z #GORWRO

Fot. Radosław Kalina
Fot. Radosław Kalina

Można powiedzieć: do trzech razy sztuka. MOJE BERMUDY Stal wygrała z BETARD Spartą 55:34. Mecz obfitował w celebrację zwycięstwa Bartosza Zmarzlika w cyklu Grand Prix, ale później również w bardzo groźne upadki, okupione kontuzjami Taia Woffindena i Nielsa Kristiana Iversena. Co mówili o tym meczu gospodarze?

Na początek przepytano Bartosza Zmarzlika, który dzień po historycznym triumfie, miał nieco większą perspektywę na swoje osiągnięcia. – Nie było za dużo czasu, żeby odpocząć, więc w zasadzie każdą możliwą sytuację wykorzystałem na sen. Triumf w Grand Prix był niebywały. Od dziecka marzyłem, żeby robić coś ekstra i pisać historię pod swoim nazwiskiem. Udało mi się to, a wcześniej obronić tytuł zdołali tylko najwięksi: Tony Rickardsson i Nicki Pedersen. To niesamowite, że do nich dołączyłem. Wciąż wiele jest rzeczy, które muszę poprawić i które mogę robić lepiej. Nie zamierzam przestawać się szkolić, a wynik i tak jest znakomity. Praca, którą wykonałem w tym roku, przyniosła owoce. To niesamowite uczucie i więcej będę mógł powiedzieć, gdy minie jeszcze trochę czasu. Póki co widzę, że to znów półfinał, znów Toruń, znów tam ostateczny triumf. To są momenty, w których organizm daje z siebie nie 100, a 200%. I oprócz żużla, nigdzie indziej, w żadnej innej dziedzinie nie potrafię się tak zmotywować i skoncentrować na zadaniu. To uczucie i podekscytowanie występują tylko w takich chwilach. Wszystko jest jak w zwolnionym tempie. Zielone światło, spojrzenie. Wszystko trwało dla mnie bardzo długo, bo byłem skoncentrowany, żeby nie popełnić błędu. Jestem przeszczęśliwy, że się to udało – opowiedział o swoich odczuciach obrońca tytułu, Bartosz Zmarzlik.

Stanisław Chomski musiał natomiast z lekkim niepokojem patrzeć na upadki w Grand Prix wspomnianych wcześniej Iversena i Zmarzlika. – W piątek byłem trochę podenerwowany, patrząc na upadek Bartosza. Na szczęście szybko wstał i wszystko wróciło do normy. Bartosz szybko wyciąga wnioski i na szczęście po pierwszym sobotnim biegu dokonał poprawek i poszło mu dobrze. Niektórzy może liczyli na więcej, ale to walka o tytuł mistrza świata. Byłem przekonany, że pójdzie mu coraz lepiej, a patrząc, jak w piątek rozegrał bieg decydujący o awansie do finału, o sobotę byłem spokojny. – mówił trener MOJE BERMUDY Stali Gorzów.

Szkoleniowiec pytany był także o zdrowie popularnego Duńczyka. – Niels próbował ambitnie napędzać się po szerokiej na tym dziwnie przygotowanym torze. Źle wyglądał jego upadek, ale szybko napisał, że jest ok i można na niego liczyć. – kontynuował trener. Z przygotowania toru trener Chomski też nie był do końca zadowolony. – Ten tor od Grand Prix w Gorzowie nie był polewany przez nas, wszystko zrobiła natura. Nie jest to wymarzony scenariusz. Pierwszy łuk jest mocno nasączony, ale na pewno da się jechać. Również dla nas będzie to pewna niewiadoma. Zazwyczaj nawilżaliśmy, tym razem trzeba było suszyć, a aura nie sprzyjała. Były spore opady, ale mam nadzieję, że będzie świetne ściganie – zakończył rozmówca.

Po spotkaniu odpowiedzi na temat toru udzielił Bartosz Zmarzlik. – Przez ostatni tydzień nie było mnie na tym torze, więc dla mnie też był swego rodzaju zagadką. Nie chcę jednak puszczać słów na wiatr i zagłębiać się w szczegóły, bo trudno mi coś więcej dodać. Wiem tylko, że juniorzy trenowali tu w tygodniu – zakończył świeżo upieczony mistrz Świata.  

 Błażej Kowol