Milik: Wszystko dobre, co się dobrze kończy (wywiad)

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

BETARD Sparta Wrocław do końca meczu z MRGARDEN GKM Grudziądz walczyła o punkt bonusowy. Dzięki dwóm ostatnim biegom wygranym podwójnie drużyna gospodarzy mogła cieszyć się z pełnej puli. Dużo mniej szczęścia w zawodach miał Vaclav Milik, który w biegu 3. upadł na tor, przez co zawody kontynuował mocno poobijany i bez najlepszego motocykla. O tym spotkaniu, jak i miesięcznej przerwie Czech opowiedział specjalnie dla speedwayekstraliga.pl.

Alicja Labrenc: Po pierwsze jak się czujesz?

Vaclav Milik: Przed meczem na pewno było lepiej, mam mocno stłuczoną, prawą nogę, więc na razie sam nie wiem. Wydaje mi się jednak, że nie będzie to poważna kontuzja, po prostu mocne stłuczenie.

Jak wyglądał ten feralny trzeci bieg z twojej perspektywy?

Wszystko działo się bardzo szybko, upadek nie należał do najprzyjemniejszych, ale na szczęście nie uderzyłem głową, najbardziej ucierpiała właśnie noga. Jak oglądałem powtórki to widziałem, że po prostu Przemysław Pawlicki wjechał mi hakiem w koło, bo go pociągnęło z krawężnika. Zaraz jednak podszedł do mnie, jak jeszcze leżałem na torze, żeby zapytać jak się czuję, więc wszystko ok, tak się po prostu zdarza. W powtórce natomiast jechałem swoje i nie wydaje mi się, żeby był tam kontakt z Krzysztofem Buczkowskim. Został wykluczony, a my mogliśmy cieszyć się z wyniku 5:0.

Pamiętasz kiedy ostatnio podczas meczu ligowego, jechałeś w dwuosobowym składzie?

Szczerze mówiąc nie, ale nie zdarzało się to chyba często. Jednak wszystko dobre co się dobrze kończy, przynajmniej dla nas.

Jak oceniłbyś swój sprzęt podczas meczu, ten na którym wydawało się, że masz dobrą szybkość, po upadku poszedł do kasacji…

Wydaje mi się, że gdybym mógł do końca meczu pojechać na tym pierwszym, przygotowanym motocyklu to byłoby bardzo fajnie, tylko po pierwszym biegu już go nie było. Na drugi bieg musiałem zdecydować się na kolejny, między 2. i 3. biegiem zmienialiśmy silniki, do tego zaczęło padać, więc takie nieszczęścia dla mnie podczas tego spotkania. Jestem jednak zadowolony, że nic się takiego nie stało i mogę dalej jechać.

Po 3 wyścigach nie wyjechałeś już na tor, było to spowodowane kłopotami sprzętowymi czy twoim samopoczuciem?

Nie czułem się najlepiej, to też, ale rozmawialiśmy bardzo dużo o tym, by bonus został u nas. Zgadzałem się jak najbardziej z decyzją o zmianie. W trzecim biegu tak naprawdę ze startu w ogóle nie wyjechałem i trudno było mi przewidzieć co może się wydarzyć. Na torze było dużo wody i nie dało się już nic zrobić.

Warunki na torze przez opady diametralnie się zmieniły….

Tor był bardzo fajnie przygotowany, więc ta pogoda naprawdę przyprawiła nas o ból głowy, bo wiemy jak tu jeździć, jakie ustawienia wybrać, więc robiłem wszystko w ciemno na początku i to wychodziło. Pierwszy bieg był bardzo fajny, a potem opady wszystko zmieniły. Wydaje mi się jednak, że był bardzo podobny do tego, na którym najczęściej jechaliśmy.

Jak minęła ci miesięczna przerwa od ligowego ścigania?

Było trochę zawodów w innych ligach, jechałem w Szwecji w drużynie z Kumla, gdzie ostatnio zastępuję Taia. Oprócz tego start w lidze czeskiej, także IME w Toruniu. Różnie się te spotkania układały, ale było trochę jazdy, czas na odpoczynek też był, np. łowienie ryb. Tak, więc wszystkiego po trochu.

 

Alicja Labrenc