Miedziński z nadzieją patrzy na następne spotkania

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

Adrian Miedziński już nie raz udowodnił, że potrafi pokazać pazur. Nie inaczej było w niedzielnym spotkaniu w Częstochowie, w którym zdobył 8 punktów w pięciu startach. W rozmowie ze speedwayekstraliga.pl żużlowiec cieszy się z wyniku i kolejnych punktów w tabeli PGE Ekstraligi.

Ostatnie mecze nie do końca układały się po myśli Adriana Miedzińskiego. Walczył, próbował, ale efekty nie przychodziły. W końcu podczas meczu ze STELMET Falubazem Zielona Góra widoczny był przełom, który dał nadzieję na to, że ruszyło coś do przodu.

– To zwycięstwo daje nam nadzieję na dalsze spotkania. Cieszymy się bardzo, dziękujemy kibicom za doping. Bardzo dużo czasu poświęciliśmy tutaj na trening – czwartek i piątek. Musi to działać w końcu, bo przerobiłem już w tym roku tyle opcji, że nie pamiętam, kiedy tyle ustawień i kombinacji robiłem, żeby to wszystko poustawiać.  Tor rzeczywiście był inny i szybszy, ale był ciężki – wyjaśnił zawodnik forBET Włókniarza.

Miedziński zaznacza także, że warunki panujące w dniu spotkania, wpłynęły na jego przebieg. – Pogoda też w tym miała udział, bo było słońce, były też duże przestoje w spotkaniu, bo były wykluczenia i upadki. Ten tor nie dostawał wtedy wody, zaczął się wysuszać, a co za tym idzie rozrywać i powstawały koleiny, które dawały prędkość. Był naprawdę wymagający i po przegranym starcie ciężko było coś zrobić, dostając szprycę, bo było bardzo dużo odsypanego materiału. Jednak wygraliśmy i co najważniejsze mamy punkt bonusowy, bo w rundzie rewanżowej punkty bonusowe będą miały teraz bardzo duże znaczenie. Walczymy dalej o czwórkę. Wiadomo, że chciałoby się jeszcze lepiej, ale no jadą z nami najlepsi zawodnicy świata – zakończył żużlowiec.

Następne spotkanie to mecz we Wrocławiu. Nie będzie to łatwe spotkanie, przypomnijmy, że pierwszy mecz w Częstochowie zakończył się wynikiem 49:41 dla gości, co utrudnia walkę o bonus. Jednak jak zawodnicy forBET Włókniarza zapewniają, jadą tam po pełną pulę.

 

Agnieszka Zimnoch