Michał Świącik: Play-off w naszym zasięgu. Najbardziej obawiam się meczu w Lublinie (wywiad)

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

O podsumowaniu meczu przeciwko GET WELL Toruń, motywowaniu zawodników i budowaniu „ducha drużyny”, budowie składu na 2020 rok i szansach na awans do fazy play-off w specjalnym wywiadzie z Michałem Świącikiem, prezesem forBET Włókniarza Częstochowa, dla speedwayekstraliga.pl.

Piotr Wieszczyk: Jakie wrażenia po meczu z GET WELL Toruń?

Michał Świącik: Mogę powiedzieć, że to bardzo fajnie zwieńczony dzień. Ten sukces był nam bardzo potrzebny. Zarówno kibicom, jak też całemu zespołowi. Chłopacy, razem z trenerem Markiem Cieślakiem podeszli z dużą motywacją do tego spotkania. Dla mnie to bardzo dobry wynik i niezwykle radosny dzień. Zwycięstwo nad drużyną toruńską dedykuję również mojej żonie, Annie, jako prezent imieninowy.

Jak w takim razie zbudować taką motywację?

Mam przyjemność pracować z zespołem profesjonalistów, którzy doskonale wiedzą, w jakim celu wsiadają na motocykl. Mam jednak świadomość, że oprócz umiejętności zawodników oraz najwyższej klasy sprzętu, bardzo ważne jest również budowanie „ducha zespołu” oraz zdjęcie nadmiernej presji. Dlatego też, oprócz samych treningów przed meczem z GET WELL Toruń, postawiliśmy również na team building. Pierwotnie zamierzaliśmy trochę pojeździć na rowerach, ale pojawiła się ciekawa propozycja od Mateja Zagara. W podczęstochowskiej miejscowości Biskupice, zorganizowaliśmy paintball – zwodnicy kontra mechanicy. Myślę, że taka forma zabawy bardzo się podobała i pozwoliła troszeczkę się odstresować i zdjąć ewentualną presję przed meczem.

Patrząc na cały przebieg spotkania, trzeba przyznać że drużyna toruńska już na początku meczu wysoko zawiesiła poprzeczkę.

Myślę, że GET WELL Toruń pojechał naprawdę dobry mecz. Musieliśmy wykonać ciężką pracę w parku maszyn, aby finalnie sięgnąć po zwycięstwo. Rzeczywiście czasem tak bywa, że sukces rodzi się w bólach. Mimo własnego toru, czasami temperatura, woda i inne elementy potrafią delikatnie zaskoczyć. Trzeba przyznać, że zawodnicy z Torunia na początku lepiej trafili z przełożeniami na starcie. Sam tor również w pierwszej fazie meczu nie pozwalał zbytnio na ściganie na dystansie. Później nawierzchnia zrobiła się taka, jakiej byśmy sobie życzyli wspólnie z trenerem Cieślakiem i wtedy zaczęły się pojawiać pozytywne efekty. Druga połowa meczu była zdecydowanie lepszym widowiskiem.

Jak ocenia pan postawę forBET Włókniarza Częstochowa?

Duży szacunek i podziękowania dla całej drużyny. Może nie było zbyt wielu mijanek na początku, ale każdy jechał do końca. Super mecz w wykonaniu Pawła Przedpełskiego, Adriana Miedzińskiego, bardzo dobra postawa naszych juniorów – Jakuba Miśkowiaka i Michała Gruchalskiego. Fredrik Lindgren może na początku nieco się pogubił z przełożeniami, później z resztą okazało się, że mocno odczuł upadek w swoim pierwszym starcie. Trzeba jednak podkreślić, że mimo trudności, bardzo szybko się pozbierał i zaczął punktować. Cenne punkty dołożył Matej Zagar oraz jak zwykle nie zawiódł nas Leon Madsen. Cała drużyna razem z trenerem Markiem Cieślakiem wykonała kawał bardzo dobrej roboty. Za to im bardzo serdecznie dziękuję!

Patrząc na zdobycze punktowe Adriana Miedzińskiego i Pawła Przedpełskiego widzimy zdecydowany progres. Czy już teraz można powiedzieć o trwałej zwyżce formy u tych zawodników?

Myślę, że tak. Tym bardziej, że w meczu z toruńską drużyną zdobywali punkty po walce, w naprawdę ciężkich biegach. Pokazali, że są wartościowymi zawodnikami. Ja osobiście wiem, ile pracy musieli włożyć w osiągnięcie tego progresu. Zarówno Adrian, jak również Paweł doskonale wiedzą, jak się jeździ na żużlu i jeśli w dalszej części sezonu będą prezentować taką postawę, to złego słowa na temat ich jazdy nie będziemy mogli powiedzieć. Przed nami jeszcze trzy mecze w fazie zasadniczej, więc z pewnością jeszcze za wcześnie na ocenę całego sezonu.

Dla GET WELL Toruń to był kolejny mecz w tym sezonie z cyklu „z nożem na gardle”. Jak to wygląda z pańskiego punktu widzenia, jako prezesa konkurencyjnego klubu?

Współczuję naszym gościom, którzy po przegranej w Częstochowie jeszcze bardziej skomplikowali swoją sytuację w tabeli PGE Ekstraligi. Wygląda na to, że zanosi się na pierwszy spadek z najwyższej ligi rozgrywkowej w historii tej drużyny. Duża szkoda, bo to bardzo profesjonalny klub i dobra drużyna.

Czy patrząc na aktualną postawę swoich zawodników oraz otoczenie konkurencyjne, już rodzą się w pana głowie jakieś pomysły na kształt drużyny w sezonie 2020?

Jesteśmy jeszcze w fazie zasadniczej sezonu 2019 i na tym powinniśmy się w 100% koncentrować. Widzę jednak, że konkurencja nie śpi, a to nakazuje mi zachować należytą czujność. Szczerze mówiąc, to jest taka trochę chora sytuacja. Wiadomo, że poza okienkiem transferowym nikt oficjalnie rozmawiać o kontraktach nie może. Wystarczy jednak trochę poczytać artykuły prasowe i wygląda na to, że takie przymiarki do budowania składów na kolejny sezon mają miejsce. Często jest tak, że już po otwarciu okienka transferowego, składy wielu zespołów są niemal kompletne. Cóż ja jednak chciałbym konsekwentnie podkreślić, że finalna ocena każdego z zawodników forBET Włókniarza nastąpi po zakończeniu sezonu. Będziemy mieli wówczas pełny obraz i wszystkie niezbędne informacje.

Wizja składu na przyszły sezon to jednak nie wszystko, prawda?

Oczywiście. Jako prezes forBET Włókniarza Częstochowa muszę myśleć długofalowo. Nie tylko w kontekście składu. Niezwykle istotne jest złożenie właściwego budżetu, ale również utrzymanie infrastruktury. Jak wiadomo, stadion jest na naszym utrzymaniu. Trzeba zaplanować niezbędne prace, remonty, zakup i wdrożenie wszelkich wymagań i ustaleń PGE Ekstraligi, jak na przykład plandeki.

Ale to chyba  jeszcze nie wszystko. W Częstochowie prężnie rozwija się sekcja miniżużlowa dla najmłodszych adeptów. Jak rozumiem wymaga to dodatkowego zaangażowania ze strony budżetowej i zasobów ludzkich?

Zgadza się.  Mamy również na barkach miniżużel. Nie każdy wie, że dla samego klubu jest to również bardzo duże wyzwanie. Taka ciekawostka, miniżużel ma ilościowo więcej treningów, niż zawodnicy w klasie 500cc. To wymaga naszego dodatkowego zaangażowania, ale oczywiście zdecydowanie warto to robić.

Na zakończenie chciałem zapytać, na ile realnie wierzy pan w awans do fazy pay-off w tym sezonie?

Ja wierzę w Boga, to po pierwsze. Jeżeli nie wejdziemy do fazy play off, to też tragedii nie będzie. Mamy duży szacunek dla przeciwników i wiemy, że w PGE Ekstralidze nie ma słabych drużyn. Myślę, że najcięższym meczem będzie ten w Lublinie i tego meczu najbardziej się boję. Mamy jednak bojowe nastawienie. Mogę zapewnić, że cała drużyna jest mocno zmotywowana. Pojedziemy na maksa, a jaki będzie rezultat, to czas pokaże.

Jaki jest w takim razie „klucz do strefy medalowej”?

Jeżeli będziemy jechać swoje i podtrzymamy taką postawę, jaką zaprezentowała drużyna podczas meczu z GET WELL Toruń, to myślę, że teoretycznie mamy realną szanse na to, aby wygrać trzy kolejne mecze i awansować do fazy play-off. Z drugiej strony pamiętajmy również, że żużel to sport, który bywa nieprzewidywalny.

Piotr Wieszczyk