Michał Świącik: Nie poddamy się (wywiad)

Fot. Kamil Woldański
Fot. Kamil Woldański

Kolejny raz w Częstochowie doszło do porażki i kolejny raz park maszyn opustoszał wyjątkowo szybko, a całą nieprzyjemną odpowiedzialność pomeczowych wypowiedzi, wziął na siebie prezes Michał Świącik. Co prezes forBET Włókniarza Częstochowa miał do powiedzenia po piątkowym spotkaniu?

forBET Włókniarz przegrał z BETARD Spartą Wrocław 41:49, a w strefie wywiadów nie ma trenera Marka Cieślaka, jak to się dzieje?

Kolejny raz po przegranym meczu widzę, że to ja muszę bronić honoru klubu. Tak samo było po poprzednim spotkaniu z FOGO Unią Leszno. To ja wraz z zawodnikami wyszliśmy podziękować kibicom za doping i przeprosić ich za tak słaby rezultat. Teraz też przykro jest mi z tego powodu, że to ja zostaję z zawodnikami i ja muszę udzielać informacji. Widocznie taka jest moja rola w tym klubie.

Dlaczego w tym sezonie forBET Włókniarz nie ma atutu własnego toru?

Przytrafił się taki mecz jak z leszczyńską FOGO Unią, który lepiej zapomnieć. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że spotkania u siebie z drużynami z Gorzowa i Lublina też nie szły idealnie. Kibice oraz wy, dziennikarze, zauważacie, że nie widać tego typowego częstochowskiego toru, gdzie można było obserwować ładne mijanki na całej szerokości owalu. Można mówić o komisarzach, ale dyskutowałem czy rzeczywiście jest tak, że toromistrz musi wykonywać wszystko idealnie pod dyktando komisarza czy sędziego. Inne głosy słyszę z centrali żużlowej, a inne w parku maszyn. Gdy oglądaliśmy te piękne szarże na naszym torze w poprzednich sezonach, odsypywała się nawierzchnia na zewnątrz. Teraz słyszę, że toromistrz ma zapowiedziane, aby ściągać ten luźny materiał podczas każdej kosmetyki. W takim razie róbmy w Częstochowie asfalt…

Czy przedsezonowe plany ulegają zmianie?

Nie. Na pewno jednak nie będę czekać na jakieś poprawki, żeby mi ktoś powiedział, jaki tor ma być. Tor zostanie przerzucony do góry nogami i będzie zrobiony po staremu, czyli po częstochowsku. Nie będę już słuchał, że jest dobry, bo widzę, że nie jest dobry. Będzie dużo nowych rzeczy. Dałem sobie radę z odbudową forBET Włókniarza, dam też sobie radę tym razem.

forBET Włókniarz nadal będzie walczył o medale?

Nie poddamy się. Jestem takim człowiekiem, że zawsze daje się komuś wykazać, czy to zawodnikowi, czy trenerom. Nigdy się w to nie wtrącam. Jest jednak jakiś poziom wytrzymałości. Nie jestem typem prezesa siedzącego w parku maszyn i dowodzącego drużyną, ale nadszedł teraz już taki moment, że ma być robione po mojemu. Czy to się komuś podoba, czy nie, tak będzie. Bo jak to jest możliwe, że nasi zawodnicy jeżdżą na innych torach i robią niezłe punkty?

Zarówno Adrian Miedziński jak i Paweł Przedpełski dobrze sobie radzili w ćwierćfinale IMP w Bydgoszczy.

Dokładnie, do tego dołóżmy Grand Prix, gdzie nasi reprezentanci też pojechali dobrze. W Szwecji również jeżdżą dobrze, więc jaki z tego wniosek? Że są to dobrzy zawodnicy, a wychodzi na to, że ten częstochowski tor jest dla nich najgorszym jaki może być.

Zawodnicy na własnym torze, wyglądają jakby byli na wyjeździe.

Dodałbym do tego, że na złych wyjazdach. Czym się będziemy teraz tłumaczyć, przecież w czwartek nie było Grand Prix?

Nie pomogło zniesienie statusu meczu zagrożonego?

Może się ktoś na mnie w klubie obrazić, jestem na to przygotowany. Nie wiem co będzie w sobotę czy niedzielę, ale muszę usiąść ze sztabem szkoleniowym i zawodnikami, i powiedzieć to co mi leży na sercu. Nie po to tyle sił i serca wkładam w klub, nie po to tylu kibiców daje z siebie wszystko, żeby patrzeć na coś takiego, że nasi zawodnicy denerwują się na własny tor. To nie jest normalne.

Zgadza się to, że kolejny raz to nie był częstochowski tor?

Niestety, ale w piątek w rywalizacji z BETARD Spartą to nie był nasz tor. Nie może być tak, że zawodnicy ustalają pozycje na starcie i pierwszym łuku. W piątek nie było ścigania. Jak ktoś tracił lokatę to przez błędy.

W piątek częstochowscy zawodnicy nie wyprzedzali, jeśli ktoś to robił to głównie zawodnicy gości.

Tak. Chciałem jeszcze powiedzieć, że Adrian Miedziński jest takim chłopakiem, który wkłada mnóstwo serca w to co robi. Strasznie przeżywał ten piątkowy mecz, jeszcze podczas prezentacji dokładnie doglądał pól startowych. Jeśli jednak nie idzie to ten chłopak się denerwuje. Proszę też zrozumieć, że im więcej w nim nerwów, tym więcej popełnia błędów. Gdy jednak zachowuje spokój, to jedzie książkowo. On bardzo żyje wynikiem drużyny.

Jak jest teraz z atmosferą w drużynie?

Jest dobra, tylko jak nie idzie, to trudno pewne rzeczy utrzymać. Cała drużyna się starała, Leon Madsen dużo pomagał, podpowiadał. Generalnie chcę, abyśmy wrócili do naszego toru. Z zawodnikami też trzeba porozmawiać. Niestety, ale Polacy muszą, wszyscy, mimo wyjazdów i różnych lig, stawiać się 2-3 razy w tygodniu na treningach.

Agnieszka Zimnoch