Michael Jepsen Jensen: W dniu takim jak ten, nawet Nicki by nie pomógł (wywiad)

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

Początek spotkania pomiędzy BETARD Spartą Wrocław a STELMET Falubazem Zielona Góra należał zdecydowanie do Michaela Jepsena Jensena. Duńczyk był piekielnie szybki i zbliżył się nawet do rekordu wrocławskiego toru. Od trzeciej serii niespodziewanie 27-latek zatracił gdzieś swoją prędkość, w kolejnych czterech biegach nie przywożąc nawet punktu. Goście z Zielonej Góry nie byli w stanie odpowiedzieć napędzającym się Spartanom i ostatecznie STELMET Falubaz pojedzie w meczu o brązowy medal. Jepsen Jensen, specjalnie dla speedwayekstraliga.pl, wyczerpująco opowiedział o swojej postawie, wrocławskim owalu i bieżącym sezonie.

Błażej Kowol: Mimo świetnego początku, mecz kończy się rozczarowaniem dla ciebie i drużyny. Co takiego się stało?

Michael Jepsen Jensen: A zaczęło się przecież bardzo dobrze… Gdy docierałem do pierwszego łuku, często byłem już zblokowany. Potem dostawałem szprycą i gonienie rywali było utrudnione. Wiele razy jeździłem na tym torze, ale tym razem został on przygotowany zupełnie inaczej. Był niezły, choć z żużlowego punktu widzenia, nie było zbyt wielu ścieżek i wyprzedzanie było utrudnione, jadąc na 3 czy 4 pozycji. I wypada spojrzeć na czasy żużlowców jadących z przodu. Były o wiele szybsze niż zwykle.

Dokładnie tak i o to chciałem właśnie zapytać. Byłeś bardzo bliski pobicia rekordu toru…

Materiał był wyjątkowo ciężki, co pomagało zawodnikom jadącym z przodu. Lecz gdy jechałeś na dalszych pozycjach i załapałeś się na szprycę, momentalnie traciłeś całą prędkość. Moja reakcja na starcie była dobra, motocykl na pierwszym łuku jednak był zbyt agresywny, co mocno mnie frustrowało. Nie znalazłem ostatecznie na to recepty.

Od trzeciej serii rywale zaczęli wam uciekać. Tor zmienił się tak bardzo, że nie udało się wam znaleźć odpowiednich przełożeń?

Nie sądzę, żeby zmieniło się aż tak dużo na samym torze, ale sam materiał już tak. Gospodarze mocno na tym skorzystali. W drugiej części zawodów lepiej wychodzili spod taśmy i było to kluczowe dla losów spotkania.

Pogoda miała jakikolwiek wpływ na losy tego spotkania? W pewnym momencie zaczęło się robić chłodniej.

To nie była kwestia pogody, nic z tych rzeczy. Nie wiem o ile stopni spadła temperatura, ale nie był to powód, dla którego doznaliśmy porażki. Natomiast na pewno byliśmy za wolni na pierwszym łuku.

W meczu o 3. miejsce zmierzycie się z forBET Włókniarzem Częstochowa. Czy przed sezonem potencjalny brązowy medal przyjęlibyście z radością?

Oczywiście wierzyliśmy, że stać nas na walkę o mistrzowski tytuł. Mamy silną kadrę, zwłaszcza doświadczonych seniorów. Ale też i zespół z Leszna ma wyjątkową specyfikę, a i wrocławskiej drużynie jakości nie brakuje. Przede wszystkim jednak, na to decydujące spotkanie nie dojechaliśmy. Wierzyliśmy, że finał jest w naszym zasięgu. Teraz pozostaje nam walka o brąz, ale przed sezonem nie było to naszym założeniem.

Zapytam przewrotnie – brakowało wam Nickiego Pedersena?

Zespołowo? Cóż, trudno powiedzieć. Biorąc pod uwagę rezultat i to, jaki był ten tor, umiejętność analizy Nickiego byłaby niewątpliwie przydatna. Oczywiście mógłby również dowieźć kilka punktów więcej do zespołowego dorobku, lecz BETARD Sparta Wrocław była tym razem po prostu lepsza i nawet obecność Nickiego na niewiele by się zdała. To na gospodarzy zwyczajnie by nie wystarczyło.

W ostatnich spotkaniach byłeś prowadzącym parę, ale wcześniej startowałeś z zewnętrznych pól, często z numerem 2 lub 10. Ma to dla ciebie znaczenie?

W ubiegłym sezonie jeździłem w parze z Piotrem (Protasiewiczem) i myślę, że dobrze się dogadywaliśmy, i czuliśmy wzajemnie na torze. W mojej opinii cały sezon powinniśmy jeździć w takim zestawieniu. Startowanie z wewnętrznej czy zewnętrznej nie ma tak naprawdę znaczenia. Ba, nawet samo ułożenie par nie jest tak istotne. Choć oczywiście ważną rolę odgrywają tutaj statystyki, dzięki którym można przeanalizować, z którego pola kto najlepiej startuje i punktuje.

Czy miejsce rozgrywania rewanżowego spotkania jest ważne z twojego punktu widzenia?

Nie, nie ma to większego znaczenia. Jednak oczywiście gdy wygrywasz, miło to robić przed własną publicznością.

Zbliżamy się już do końca sezonu. Jak podsumowałbyś 2019 rok w twoim wykonaniu?

Przygotowania do sezonu nie przebiegały tak, jakbym tego chciał. Sam początek sezonu też nie był najlepszy. Było parę kwestii do rozwiązania, jak motocykle i wyposażenie, ale udało się to rozwiązać. Ostatnie 3 miesiące były całkiem zadowalające. Finały rządzą się jednak swoimi prawami.

Pojawiłeś się na próbie toru, która chyba bardzo ci pomogła.

I tak, i nie. Nawet na próbie toru czułem, że nie osiągam takiej prędkości, jak planowałem i po pierwszym wyjeździe zmieniłem motocykl na drugi. W spotkaniu w Zielonej Górze wszystko zagrało jak powinno, ale w Szwecji przydarzył się gorszy dzień. Miałem parę problemów z podstawową jednostką, których nie udało się rozwiązać, a był to sprzęt przewidziany na to spotkanie. Biorąc pod uwagę, jak zachowywał się tor, tamten sprzęt na wrocławski owal pasowałby idealnie. Zdecydowałem się więc na kolejny motocykl, który na początku zawodów był świetny, ale potem stał się zbyt słaby i mocy po prostu mi brakowało.

Wciąż walczysz o najwyższe lokaty w SEC. Wielkie oczekiwania przed turniejem na Stadionie Śląskim w Chorzowie?

Wynik w Toruniu był zdecydowanie poniżej moich możliwości i oczekiwań. Przypałętała się jakaś choroba i po wypadku z udziałem Andersa Thomsena zdarzyło mi się nawet przysnąć w boksie. Zdobyłem zaledwie 6 punktów, co jest jednak rozczarowującym wynikiem. Zwłaszcza, że jeździłem w Toruniu przez 3 lata i liczyłem na zdobycie paru punktów extra. Pięć punktów więcej i sytuacja byłaby naprawdę dobra. W Chorzowie na pewno nie odpuszczę i wciąż mam szansę na medal, to jednak sytuacja nie jest tak komfortowa jak mogła być.

Dla ciebie będzie to pierwsza okazja do jazdy na jednodniowym, chorzowskim torze, więc pytanie o to, czego spodziewasz się po nim?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Oglądałem poprzednie zawody rozgrywane w Chorzowie, mam też nieco doświadczenia z Grand Prix i z torów jednodniowych, ale tak naprawdę wszystko okaże się na miejscu. Po wyjeździe na tor będę mógł bardziej przeanalizować, jak on się zachowuje.

Czy na tory o charakterze jednodniowym da się w ogóle jakoś przygotować? Analizujesz na przykład poprzednie zawody?

Można oczywiście zaobserwować parę rzeczy, ale na tego typu torach trudno jakkolwiek się przygotować, bo nawierzchnia może być diametralnie różna od tego, co było wcześniej. Nie ma więc skutecznego rozwiązania poza własną oceną po sprawdzeniu toru. Te w Polsce przygotowywane są bardzo skrupulatnie i tak naprawdę ścieżki na torze potrafią zmieniać się z meczu na mecz. Oczywiście, oglądamy to, co działo się na chorzowskim owalu wcześniej, ale wyciąganie daleko idących wniosków nie jest możliwe. 

 

Błażej Kowol
Fot. Wojciech Tarchalski