„Marzenie ściętej głowy, żebyśmy się utrzymali”- wypowiedzi zawodników PGG ROW-u Rybnik z #RYBLUB

Fot. Arkadiusz Siwek
Fot. Arkadiusz Siwek

Mecz między zajmującym ostatnie miejsce PGG ROW-em Rybnik a trzecim w tabeli Motorem Lublin zakończył się wynikiem 38:52. Połowa spotkania była wyrównana, jednak ostatecznie goście zdecydowanie odskoczyli w drugiej części wywieźli z Rybnika kolejne trzy duże punkty. Natomiast szanse beniaminka na pozostanie, na przyszły sezon, w PGE Ekstralidze stały się już mało prawdopodobne.

– Pewnie, że cud jest możliwy, ale jak mawiał trener Górski, wszystko jest możliwe bramki są dwie, każdy może wygrać i każdy może przegrać. Trzeba walczyć do końca. Zawsze mamy ciężko, jeśli chodzi o te mecze wyjazdowe, i u siebie też brakuje punktów. Natomiast mając nóż na gardle, myślę, że będziemy walczyć, jak to przeczytałem o honor. Chciałem zaznaczyć, że my przez cały sezon jedziemy o honor, żeby jak najlepiej wypaść i żeby zrobić korzystny wynik dla drużyny. Niestety tak to jest w życiu, że nie wychodzi tak, jakby się chciało i marzenia się nie spełniają, bo zamykamy tabelę. Trzeba jednak zobaczyć, że przed nami są tuzy speedwaya, drużyny które chciały być w play-off, a na dzień dzisiejszy też mają problemy. My natomiast jesteśmy w grupie, która ma największy problem. Dla Roberta Lamberta startowanie od początku z wyznaczonym numerem to większy komfort. Od samego początku zawodów już wie, w którym wyścigu pojedzie i jakakolwiek rezerwa taktyczna, to mniejszy ból głowy, niż jakby miał jechać trzy razy pod rząd – podsumował przed spotkaniem trener gospodarzy Lech Kędziora na antenie nSport+.

Nie udało mi się awansować do FIM Speedway Grand Prix 2021. Fajnie mi szło, ale te ważne punkty tak naprawdę pogubiłem na trasie. Zrobiłem dwa potężne błędy, które spowodowały, że nie ma mnie w GP. Bardzo chciałem, żeby tak się skończyło, abym wygrał bieg dziewiętnasty i powalczylibyśmy w czwórkę w biegu dodatkowym o awans. Miałem bardzo szybki motor na ten start i on mi wyszedł. Rozpędziłem się i chciałem ciągle ten motor napędzać. Wiedziałem, że mam dość dużą przewagę. Ostatni łuk nie potrzebnie pojechałem po szerokiej, rozpędziłem się tam, ale w krawężniku były już koleiny i Zagar to właśnie wykorzystał, bo nie miał innej opcji. Spróbował tam pojechać i wyciągnęło go przez co wyprzedził mnie tuż przed metą. Taki mój błąd, gdybym to ja pojechał po krawężniku, mógłbym to wygrać i pojechalibyśmy jeszcze bieg dodatkowy o awans. Jeszcze w trakcie sezonu dużo inwestowałem w sprzęt, starty się poprawiły, silniki też. Z panem Ryszardem nad nimi popracowaliśmy i miejmy nadzieję, że w dobrą drogę to idzie – przyznał Vaclav Milik.

Jak najbardziej mamy nadzieję, że uda się jeszcze powalczyć o zwycięstwo, tym bardziej patrząc po pierwszej kolejce. Wiadomo, każdy będzie próbował jeszcze lepiej się dopasować. Jakbym teraz powiedział, jakie uwagi przekazywałem kolegom, to nie byłoby niespodzianki. Tor już się zaczął fajnie odsypywać, także nie ma co specjalnie trzymać się krawężnika i myślę, że to każdy widzi – podsumował Kacper Woryna po swoim pierwszym biegu.

– Na wejściu w łuk (w biegu 5. , dop. red.), kiedy Jarosław Hampel pojechał w krawężnik, poczułem prędkość, a byłem blisko niego. Przez cały wyścig jechał tą ścieżką, gdzie było nasypane, a w ostatnim łuku nagle wszedł wąsko i zostawił mi tą szeroką wolną, gdzie mi po prostu „skleiło” i udało się go wyprzedzić. Jestem takim zawodnikiem, że nie siedzę, nie oglądam zawodów, tylko zawsze coś tam pozmieniam, próbuje popracować przy sprzęcie, jak widać były to zmiany w dobrą stronę – przyznał Mateusz Szczepaniak po swoim drugim starcie.

– Na ten moment nie ma co myśleć o spadku, bo jest wciąż robota do zrobienia. Natomiast to takie marzenie ściętej głowy, żebyśmy się utrzymali. Powoli trzeba się z tym oswajać, jednak to jest żużel – wszystko może się wydarzyć. Na pewno nie składamy broni, ale światełka w tunelu nie ma. Na razie nie myślę o swojej przyszłości, bo tak, jak wspomniałem, mam jeszcze pracę do zrobienia jako zawodnik PGG ROW-u Rybnik i będę walczył do końca i dawał z siebie 100%. W boksie mam silniki Ryszarda Kowalskiego i Ashley’a  Hollowaya także na próbie toru sprawdzałem jeden i drugi. Co mi bardziej podpasuje na dany dzień, na tym sprzęcie jadę. Podczas tego spotkania co bieg to zmiana, ciągle szukałem i pomimo wygrania biegu, nie byłem do końca zadowolony z siebie. Niestety zdarzyła się też jedna wpadka z zerem. Cały czas próbuję znaleźć coś dla siebie, bo wiem, że mam jeszcze zapasy i rezerwy w sobie. Mentalnie, w głowie zawodnika, to nie jest jakaś udręka czy przeszkoda, że nie ma kibiców, bo tak samo podchodzi się do zawodów i każdego wyścigu. Jednak gdy fani są na trybunach, to wiadomo, że jest ten dodatkowy dreszczyk czy „kopniak” i jest się dla kogo pokazać. Na pewno jest to jeden z największych minusów tego sezonu – powiedział na pomeczowej konferencji na antenie nSport+ Kacper Woryna.

 

Alicja Labrenc