Martin Vaculik: To był dla nas trudny mecz. Przyszło nam rywalizować na dziwnym torze (wywiad)

Fot. Patryk Kowalski
Fot. Patryk Kowalski

STELMET Falubaz Zielona Góra wyjeżdżał z Częstochowy bez zdobyczy punktowych. Gospodarze tym razem okazali się mało gościnni. Zabrali dla siebie pełną pulę 3 punktów. Jak mecz przeciwko forBET Włókniarzowi wyglądał z perspektywy Martina Vaculika? O tym w rozmowie dla speedwayekstraliga.pl.

Piotr Wieszczyk (speedwayekstraliga.pl): Osiem punktów w pięciu startach w tym jeden defekt. Z Częstochowy wyjeżdżacie bez punktów. Co więcej, również umknął wam bonus. Jak podsumujesz mecz przeciwko forBET Włókniarzowi?

Martin Vaculik: To był dla nas naprawdę trudny mecz. Przyszło nam rywalizować na takim dziwnym torze. Oczywiście równym dla wszystkich. Cóż, trzeba iść do przodu, trenować i pracować, aby w kolejnych meczach było lepiej.

Czy twoim zdaniem tor był źle przygotowany do meczu?

Nie był źle przygotowany. Przed meczem wyglądał naprawdę bardzo fajnie. W trakcie meczu pojawiło się jednak trochę dziur i kolein, co spowodowało że zawodnicy musieli dodatkowo walczyć z torem i sami ze sobą.

Jak rozumiem, tego typu nawierzchnia niespecjalnie tobie odpowiada?

Ja, jako zawodnik, nie lubię takich torów, gdzie muszę się koncentrować na tym, gdzie pojechać, aby mnie nie szarpnęło i nie wywróciło. Bardziej wolę się skupiać na tym, aby stoczyć fajną walkę. Taki jest właśnie żużel i czasami po prostu tak jest.

W dziesiątym biegu Fredrik Lindgren niemal tuż przed metą odebrał tobie prowadzenie i 3 punkty. Co tam się wydarzyło?

Jechałem taką ścieżką, na której nie było żadnych dziur. Chciałem po prostu pojechać bezpiecznie. Jechałem z przodu. Miałem przewagę nad Lindgrenem. Fredrik wykorzystał jednak możliwość. Poszedł w koleiny i dziurki. Wykorzystał to, że ja byłem szeroko. Zrobił szybkie wejście i po prostu mnie wyprzedził. Można powiedzieć, że to był mój błąd.

W ostatnim wyścigu mogliście jeszcze powalczyć o punkt bonusowy. Niestety nie udało się tobie dojechać do mety. Co takiego stało się w piętnastym biegu z twoim motocyklem?

Złapałem jakąś szprycę na pierwszym łuku i do gaźnika dostał się jakiś brud. Nie dało się odkręcić gazu, bo jak odkręciłem manetkę, to motocykl praktycznie nie miał mocy. Gaźnik po prostu nie pracował tak, jak należy. Można powiedzieć, że zabrakło szczęścia.

Czy w takim razie wiesz może co się wydarzyło z motocyklem Nickiego Pedersena, który również w 15. biegu stracił moc?

Nie wiem co tam się dokładnie wydarzyło. Ale wiem, że ten pył który unosił się z częstochowskiego toru, był bardzo specyficzny i naprawdę ciężki dla gaźników i silników.

 

Piotr Wieszczyk