Marian Rose – legenda toruńskiego klubu

Fot. Zuzanna Kloskowska
Fot. Zuzanna Kloskowska

19 kwietnia przypada rocznica śmierci Mariana Rose, żużlowej legendy klubu z Torunia. Imieniem i nazwiskiem nazwany był obiekt przy ul. Broniewskiego oraz obecny stadion, czyli MotoArena.

Marian Rose należy do największych gwiazd toruńskiego speedway’a. Urodził się w 15 sierpnia 1933 roku, a żużlową karierę rozpoczynał bardzo późno, bo dopiero w wieku 25 lat, w barwach ówczesnego LPŻ-tu. W owym czasie formowała się akurat drużyna ligowa w mieście Kopernika, a jej trzon stanowili wówczas: Jerzy Wierzchowski, Alojzy Zakrzewski, Tadeusz Jaworski, którzy ścigali się w kategorii maszyn przystosowanych.

Mimo, że pierwsze jazdy miał niezbyt udane, Rose licencję uzyskał w roku 1958, kiedy to LPŻ Toruń, debiutował na trzecioligowych torach. „Maryś”, jak mawiają do dzisiaj starsi kibice w Toruniu, okazał się niezwykle pracowitym i pojętnym uczniem, bowiem w ekspresowym tempie dogonił w żużlowym fachu swoich rówieśników, którzy już od kliku lat dzielili między sobą medale na żużlowych arenach. Jeszcze w roku, w którym uzyskał licencję, zadebiutował w oficjalnych zawodach, ale najlepszy okres w karierze przypadł na połowę lat sześćdziesiątych, kiedy to w roku 1965 eksplodował talent dzisiejszego patrona toruńskiego sportu żużlowego.

W kraju ponownie wystąpił w finale Indywidualnych Mistrzostwo Polski, gdzie z siedmioma punktami zajął siódmą lokatę. Jednak w drugiej lidze Marian, nie miał sobie równych i wykręcił niesamowitą średnią 2,91 pkt/bieg. Niestety, w kilku spotkaniach w toruńskiej drużynie zabrakło lidera, ponieważ rywalizował na arenie międzynarodowej. Tak było choćby w dwóch ostatnich spotkaniach sezonu, kiedy to Rose, wybrał start w finale IMŚ i DMŚ. Właśnie ten pierwszy turniej był dla niego najważniejszy, bo dotarł, aż do finału europejskiego w Slany, gdzie zajął jedenaste miejsce, przegrywając awans po biegu dodatkowym z Tomickiem i Larssonem. Jednak dla toruńskich kibiców ważny był fakt, że pierwszy torunianin wyszedł do prezentacji w IMŚ w finale na Wembley i nie miało to znaczenia, że był na pozycji rezerwowego.

Rok 1966 to bez wątpienia najlepszy sezon w wykonaniu Mariana Rose. W lidze zawodnik ponownie rządził i ze średnią 2,96 pkt/bieg uplasował się na pierwszym miejscu. Po tym jak rok wcześniej oddał pierwsze miejsce w Srebrnej Ostrodze Joachimowi Majowi, ponownie stanął na najwyższym stopniu podium w tej rywalizacji. Jednak po stronie najważniejszych sukcesów roku 1966 należy zapisać złoty medal DMŚ, wywalczony na torze we Wrocławiu. Droga do finału biegła jednak przez cykl eliminacji, w których toruńczyk wystąpił na skutek kontuzji Andrzeja Pogorzelskiego i w lwowskim półfinale z kompletem punktów okazał się najskuteczniejszym z polskiej ekipy.

Jak się później okazało, fani, na kolejny zloty medal z udziałem toruńskiego wychowanka musieli czekać 40 lat. „Maryś” miał wystąpić również w europejskim finale IMŚ. Co prawda awans uzyskał kuchennymi drzwiami, bowiem w finale kontynentalnym upadł i zajmując dziesiąte miejsce musiał zadowolić się statusem drugiego rezerwowego. Jednak dwa tygodnie przed finałem, Paweł Waloszek złamał nogę, a ponieważ pierwszy rezerwowy Pavel Mares, również był niezdolny do jazdy, to los zgotował niepowtarzalną szansę na starty w finale światowym, gdzie Rose mógł walczyć o tytuł. Niestety, zawodnikowi nie dane było jechać na londyńskie wojaże, bowiem władze żużlowe nie dopełniły na czas obowiązków i Marian nie uzyskał zgody na opuszczenie kraju. W tej sytuacji pozostała rywalizacja na krajowych torach, a tu Czechosłowacy i Rosjanie (wówczas były to nacje żużlowe wyżej notowane od Polaków) przysłali nad Wisłę reprezentacje swoich federacji celem odbycia tzw. test-meczów. Tę międzynarodową, indywidualną rywalizację na torach w Bydgoszczy i Gdańsku wygrał nie kto inny, jak Marian Rose.

W roku 1966 należy również wymienić po stronie wielkich sukcesów żużlowca pierwszy medal dla Torunia w rywalizacji o IMP, wywalczony na doskonale sobie znanym torze w Rybniku, gdzie z dorobkiem 13 pkt uplasował się za miejscowym matadorem Antonim Woryną. Trzy ostatnie lata z życia „Marysia” nie były już tak obfite w sportowe sukcesy, a na skutek kontuzji myślał nawet o zakończeniu kariery. Nadal był co prawda liderem toruńskiego teamu i wygrywał mocno obsadzone turnieje, jak chociażby Puchar I Sekretarza PZPR, jednak nie były to już tak spektakularne osiągnięcia, jak przed laty. U progu sezonu 1970, postanowił jednak jeszcze spróbować swoich sił na torze i przystąpił z Apatorem do rywalizacji o ligowe punkty.

Pierwszy mecz w Tarnowie z tamtejszą Unią zakończył się porażką 24:54. Jednak tydzień później torunianie zrehabilitowali się i wygrali z Gwardią Łódź 58:19. Goście jeździli z byłym zawodnikiem Stali Toruń Januszem Kościelakiem, a Marian Rose zdobył nie tylko komplet punktów, ale wykręcił nowy rekord toru. Był to dobry prognostyk przed wyjazdowym meczem w Rzeszowie.

19 kwietnia, wyprowadzając drużynę toruńską do prezentacji, wierzył w korzystny wynik. Los zrządził inaczej. Do pierwszego biegu wyjechali Marian Rose i Alfons Jankowski (ze strony Stali Toruń), Adam Ciepiela i Zdzisław Happ (ze strony gospodarzy). Ze startu najlepiej wyszedł Rose, zdobywając wyraźną przewagę nad Ciepielą. Na pierwszym wirażu nie opanował motocykla. Upadł uderzając głową w drewnianą bandę. Dwóch jadących za nim zawodników zdołało go ominąć, niestety ostatni Happ, nie zmieścił się pomiędzy leżącym torunianinem, a bandą i wjechał w żużlowca. Mimo natychmiastowego przewiezienia do szpitala i zabiegów reanimacyjnych, nie udało się uratować jego życia. Jan Ząbik, który miał wystartować w następnym biegu, odnotował w programie: godzina 15:15 – Marian Rose nie żyje. Marzenia o występach w I lidze okazały się dla niego nieuchwytnym celem.

Toruński klub dla upamiętnienia Mariana Rose, organizuje turnieje memoriałowe. Zapoczątkowano je w roku 1974 i gromadziły one pod taśmą czołowych zawodników polskich oraz zagranicznych. Kibice mogli podziwiać na torze jeźdźców, którzy na co dzień rywalizowali z toruńska legendą, a także tych dla których Rose był żużlowym nauczycielem. Podczas turniejów memoriałowych, na trybunie głównej zasiadały osoby najbliższe zawodnikowi, a przede wszystkim jego matka, której wręczano bukiety kwiatów. Dziś Rose patronuje toruńskiej MotoArenie.

Najważniejsze sukcesy Mariana Rose (rok/miejsce):

  • Indywidualne Mistrzostwa Polski – 1961/13; 1964/8; 1965/7; 1966/2
  • Srebrny Kask – 1961/2; 1962/?
  • Złoty Kask 1961/6; 1964/7; 1965/13
  • Indywidulane Mistrzostwa Świata – 1963 (finał kontynentalny)/13; 1964 (finał kontynentalny)/10; 1965/rezerwowy; 1966 (finał kontynentalny)/10
  • Drużynowe Mistrzostwa Świata 1964/4; 1966/1

Tekst: Andrzej Kowalski
Foto: Andrzej Kamiński/archiwum prywatne Danuty Dylewskiej