Marcin Turowski o toruńskich kibicach: Prawie się popłakałem (wywiad)

Fot. Dariusz Ryl
Fot. Dariusz Ryl

– To niesamowite uczucie, kiedy kibice twojego macierzystego klubu wykrzykują twoje imię i nazwisko. Zwłaszcza, gdy jeździsz już w innym klubie – mówił Marcin Turowski w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl. Junior MRGARDEN GKM Grudziądz wspomniał też o wypadku w wyścigu ósmym, swoim braku doświadczenia i szybkich motocyklach z warsztatu Ryszarda Kowalskiego.

Jakub Keller: W meczu przeciwko swojemu macierzystemu klubowi zdobyłeś trzy punkty i dwa bonusy. Jesteś zadowolony z tej zdobyczy?

Marcin Turowski: W sumie to średnio. Byłoby na pewno dużo lepiej, gdyby nie to wykluczenie w ósmym biegu, gdzie razem z Artemem Lagutą wieźliśmy za plecami braci Holder.

Co tam się stało?

Mówiąc krótko…była woda i były moje słabe umiejętności.

Czyli obróciło cię?

Tak. Chciałem pojechać szeroko, a wszedłem środkiem toru, gdzie było sporo wody. Później mnie obróciło, nie opanowałem motocykla i upadłem. Tyle.

Czułeś presję przed tym meczem? Jechałeś przeciwko klubowi, w którym stawiałeś pierwsze kroki w tym sporcie.

Oczywiście, że czułem, bo jak pan wspomniał, GET WELL to mój macierzysty klub. Dziwnie tak jakoś mi było. Presja zeszła jednak ze mnie po pierwszym biegu i było coraz lepiej.

Kibice dobrze się jednak zachowali wobec ciebie…

Tak, zgadza się. Przyznam nawet, że kiedy wykrzykiwali moje imię i nazwisko, to prawie się popłakałem.

Dlaczego?

Bo to niesamowite uczucie, kiedy kibice macierzystego klubu wspierają cię i to jeszcze kiedy jeździsz w innych barwach.

Trener Robert Kościecha mówił wcześniej o tobie, że jesteś szybki, ale czasem nie wiesz co robić z prędkością. To prawda?

Tak. Czasem muszę faktycznie hamować.

Po to, żeby w kogoś nie uderzyć?

Też, ale głównie po to, żeby spokojnie przejechać łuk.

Czyli maszyny spisują się bez zarzutu?

Mam świetne motory. Jestem jednak jeszcze młodym zawodnikiem i nie mam tyle doświadczenia, żeby w pełni wykorzystać ich potencjał.

Rozumiem, że nadal korzystasz z jednostek Ryszarda Kowalskiego?

Tak i jak już wspomniałem, spisują się bardzo dobrze, za co jestem wdzięczny panu Ryszardowi.

 

Jakub Keller