Marcin Gortat: Uwielbiam ryk silników (wywiad)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

Na Gali PGE Ekstraligi 2021 oprócz żużlowców, trenerów, menedżerów swoją obecnością zaszczycił również jeden z najwybitniejszych polskich koszykarzy, były zawodnik NBA, Marcin Gortat. W rozmowie dla speedwayekstraliga.pl, 37-letni łodzianin opowiedział o swoich związkach z żużlem, relacji z Rohanem Tungatem i debiucie na parkietach Centralnego Nurtu Basketu Amatorskiego.

Marek Przybyłowski (speedwayekstraliga.pl): Jak to się stało, że zaczął pan interesować się żużlem? Jaka jest geneza tego?

Marcin Gortat: Jakiś czas temu zostałem zaproszony na mecz Orła Łódź, na którym poznałem mojego przyjaciela, Rohana Tungate’a, z którym do dzisiaj się przyjaźnimy. Od tamtego momentu zaczęliśmy chodzić na różnego rodzaju eventy żużlowe typu Speedway Grand Prix czy mecze PGE Ekstraligi i tak naprawdę mnie ten sport pochłonął.

Co najbardziej podoba się panu w „czarnym sporcie”?

Uwielbiam ryk silników, adrenalinę podczas biegów i wszystkie małe niuanse decydujące o tym, który zawodnik wygra dany wyścig.

 Jak wiemy, przyjaźni się pan z Rohanem Tungatem. Jak ocenia pan jazdę swojego kolegi w minionym sezonie?

Nie da się ukryć, że Rohan miał ciężki sezon i sam zdaje sobie z tego sprawę. Pracujemy nad wieloma rzeczami. Rohan też pracuje nad tym i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zaprezentuje się lepiej.

Czym, oprócz oglądania speedway’a, zajmuje się pan po zakończeniu sportowej kariery? Chyba jednak pozostaje „głód gry”, ponieważ zaliczył pan debiut w drużynie „Komarów” w rozgrywkach Centralnego Nurtu Basketu Amatorskiego (łódzka liga koszykówki amatorów). Z tego co wiem nawet udało się panu sprawdzić kilkukrotnie wytrzymałość obręczy?

Tak, tak, udało się. Dla mnie jest to trochę abstrakcja, bo zagrałem w koszykówkę pierwszy raz od ponad roku i było dużo zabawy. Wspomnienia wróciły. Tak, jak chodzę na zawody żużlowe i o połowie rzeczy nie mam pojęcia, tak w przypadku basketu wychodzę na boisko i dla mnie to jest bardzo przejrzysta, oczywista gra. Jak się ustawić? Gdzie stanąć? Grałem na totalnej rutynie, że gdzie użytkowałem o połowę mniej energii, żeby wykonać jakiekolwiek zagranie, a i tak ostatecznie pokonaliśmy wysoko drużynę przeciwną (Komary pokonały zespół, występujący pod nazwą WOW – jak oni pięknie grają! 70:49, przyp. red.).

Czy zatem jest jeszcze szansa, że zobaczymy Marcina Gortata na profesjonalnych parkietach?

Jeżeli miałbym kiedykolwiek jeszcze zawodowo zagrać w koszykówkę, to zagrałbym w Anwilu Włocławek. Z tego względu, że Włocławek to jedno z najbliżej zlokalizowanych miast od Łodzi. Zawsze darzyłem ten klub sympatią. Nawet miałem okazję zagrać już barwach Anwilu w drużynie Andrzeja Pluty (20 września 2011 w meczu towarzyskim, wieńczącym karierę Andrzeja Pluty, w którym Anwil zmierzył się z Asseco Prokomem Gdynia, przyp. red.) i myślę, że fajnie byłoby zagrać dla trenera, Przemysława Frasunkiewicza. Szczerze, myślę, że spokojnie poradziłbym sobie w Energa Basket Lidze, ale na razie powstrzymajmy się od tego typu dyskusji, bo obecnie będę grał w lidze amatorskiej i mam nadzieję, że będzie mi sprawiało przyjemność.

Niedawno odbyła się konferencja, na której ogłoszono nowego trenera kadry koszykarskiej, Igora Milicicia i dyrektora sportowego, Łukasza Koszarka. Czy pana zdaniem dobrze postąpiono, że to właśnie teraz dokonano zmiany trenera przed eliminacjami do MŚ, kiedy planowane jest odmłodzenie kadry? Jak Igor Milicić sprawdzi się w roli trenera reprezentacji?

Uważam, że jest to dobra decyzja. Jest to trener, który ma renomę w polskiej lidze i osiąga dobre rezultaty, co działa na jego korzyść. Mam nadzieję, że nie będzie trenerem takim, jakim był Mike Taylor (trener reprezentacji Polski w latach 2014-2021), że nie pozwoli sobie na wpływ na decyzję ze strony PZKosz. Jakim będzie trenerem? Nie wiemy. Ja trzymam za niego kciuki, bo miałem okazję z nim porozmawiać i wydaje się to być bardzo fajny trener, ale też i człowiek, dlatego mam nadzieję, że dużo osiągnie z kadrą, ale też trochę ją zmieni.

 

Marek Przybyłowski