„Mam nadzieję, że będę miał szansę zrobić dla tego klubu więcej” – wypowiedzi MRGARDEN GKM-u Grudziądz z #GRUZIE

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

W niedzielnym meczu PGE Ekstraligi MRGARDEN GKM Grudziądz nie zdołał pokonać RM SOLAR Falubazu Zielona Góra i ostatecznie uległ na swoim torze 43:47. Co na temat spotkania mówili zawodnicy z Grudziądza?

Tobiasz Musielak to nowy nabytek zakontraktowany w charakterze „gościa”. Czy był zaskoczony, że dopiero w drugiej części sezonu otrzymał zaproszenie do PGE Ekstraligi? – Początek sezonu miałem dosyć kiepski, więc nie byłem tym zaskoczony. Rozkręcałem się dopiero z meczu na mecz, więc ta forma dopiero zwyżkuje. Mam nadzieję, że cały czas idzie do góry. Jestem w Grudziądzu, jest to powrót do PGE Ekstraligi, więc zobaczymy, jak to będzie. Cieszę się, że trener Kempiński był zadowolony z mojej postawy na treningach. To wszystko działo się z marszu, nie było szczególnych przygotowań. Wydaje się, że będzie w porządku. Gdy nie jeżdżę na meczu, pomagam moim rodzicom w gospodarstwie rolnym, tym razem były to żniwa – mówił przed meczem.

Kenneth Bjerre wspominał o tym, jak pogoda wpłynęła na stan toru. – W biegu numer 5 spóźniłem nieco start. Michael Jepsen Jensen objechał mnie z prawej strony, starałem się w trakcie biegu go dogonić, ale było na to za późno. Dla toru nie są to najlepsze warunki do jazdy – jest bardzo twardo i zawodnicy muszą spasować się, aby rozwijać dobrą prędkość i punktować. Cieszmy się jednak tą wspaniałą letnią pogodą, którą mamy – podsumował Duńczyk.

Przed 15. gonitwą wynik meczu nie był jeszcze rozstrzygnięty. Krzysztof Buczkowski wierzył w swoich kolegów z drużyny do samego końca, jednak sam średnio mógł cieszyć się ze swojego indywidualnego występu. – Mamy świetnych zawodników w tej ostatnie gonitwie. Wszystko jest możliwe, oby udało się „skrobnąć” ten jeden punkt. Jeśli chodzi o mój występ, to nie mogę być zadowolony. Cztery punkty plus bonus to nie jest szczyt moich marzeń. Sam na własne życzenie odebrałem sobie to jedno oczko i dałem się wyprzedzić Antonio Lindbaeckowi. Robiłem błędy podczas jazdy. Nie oglądałem powtórek, myślałem, że udało mi się dojechać na trzecim miejscu. Antonio pokazał się w ostatnim momencie, więc decyzja sędziego była słuszna. Staram się, jak mogę i robię to, co najlepiej potrafię, jak najlepiej potrafię. Wjazd na metę był „50 na 50”. Nie jest wesoło, w moim przypadku w głowie jest tysiąc innych myśli. Ostatni raz jechałem w meczu dwa tygodnie temu i tylko dwa biegi. Sam nie wiem, jak to komentować. Kiedy drużyna przegrywa, to trener i prezesi muszą robić wszystko to, co do nich należy, ale my zawodnicy też musimy jechać. Widzę u mnie jakiś progres, nie przegrywam startów o motor, chociaż wyjeżdżam równo. Nie jest to jeszcze to. Mam nadzieję, że w tym roku będę miał szansę się pokazać i zrobić dla tego klubu więcej. W moim przypadku nie da się zrobić mniej, niż w tym sezonie. Jedziemy, staramy się. To jest tylko sport i trzeba jechać – wyjaśnił obszernie wychowanek grudziądzkiego klubu.

Świetnie spisał się jak zwykle Artem Laguta, zdobywca 14 punktów. – Ja się czułem bardzo dobrze na naszym torze, byłem szybki. Nie wyszło parę startów, ale wpływ miały również pola startowe – pierwsze i trzecie pola były gorsze. Co do toru, nie możemy cały sezon tak dobrze go przygotować pod siebie. Był dużo dużo lepszy, niż z ELTROX Włókniarzem. Gratulacje dla Patryka Dudka i całego zespołu RM SOLAR Falubazu Zielona Góra. Ja robiłem wszystko, starałem się wygrywać każdy start. PGE Ekstraliga to nie jest druga liga, trzeba walczyć z każdym. Co do play-off, to na początku sezonu plan był inny, ale jak jest, tak jest. Nic z tym nie zrobimy – stwierdził Rosjanin.

Daria Jagodzka