Liszka: Wymagam od siebie więcej (wywiad)

Fot. Marcin Karczewski
Fot. Marcin Karczewski

BETARD Sparta Wrocław przegrała pierwszy mecz finałowy na własnym torze z obrońcą tytułu, FOGO Unią Leszno 43:47. W zespole gospodarzy zabrakło punktów liderów, którzy w tym meczu spisali się gorzej od swoich rywali. Kluczową rolę odegrał natomiast Maksym Drabik, a drugi z juniorów, Przemysław Liszka, także dorzucił cenny punkt, pokonując w jednym z biegów Jarosława Hampela. Wychowanek wrocławskiej drużyny specjalnie dla speedwayekstraliga.pl opowiadał o torze, ambicjach i nadziejach.

Błażej Kowol: Było blisko, ale koniec końców to goście z Leszna wygrali na waszym torze. Jakie refleksje po takim spotkaniu?

Przemysław Liszka: Oczywiście jest lekki niedosyt. Daliśmy z siebie wszystko i wystarczyło to do uzyskania takiego, a nie innego wyniku. Mamy jednak rewanż, nie poddajemy się i będziemy walczyć, aby tę porażkę sobie odbić.

Udało ci się pokonać Jarosława Hampela, co oznaczało dla ciebie punkt z bonusem w całym spotkaniu. Czy to satysfakcjonujący rezultat?

Nie jest to na pewno wynik, z którego mógłbym być zadowolony. Cieszę się, że chociaż ten jeden bieg poszedł po mojej myśli. Wymagam od siebie znacznie więcej i stale pracuje, żeby jeździć lepiej i, przede wszystkim, równiej.

Tor był chyba podobny do tego, który zastaliście w meczu ze STELMET Falubazem?

Też tak sądzę. Dobrze się na nim czułem, jeździło się przyjemnie i wyglądał jak nasz, wrocławski, dobry tor.

A jak porównałbyś tor, który był przygotowywany we Wrocławiu jeszcze w maju czy czerwcu? Czasy były wówczas sporo wolniejsze, ale mijanek było nieco więcej. Jakie różnice dostrzegasz między nawierzchniami?

Oj, to było już całkiem dawno! Nie pamiętam do końca przygotowania tamtych torów, jednak też było to fajne miejsce do jazdy. Spory wpływ ma też pogoda, temperatura powietrza czy opady. Na pewno się ze sobą różnią, bo i też nie da się wytworzyć stuprocentowej powtarzalności w procesie tworzenia nawierzchni. Podczas przygotowania do meczu to jednak się udało i wiedzieliśmy, czego się spodziewać.

Tuż przed rozpoczęciem spotkania pojawił się deszcz. Czy miało to jakikolwiek wpływ na ustawienia w sprzęcie?

Nie. Tor był bardzo dobrze przygotowany, a tych parę kropel deszczu nic nie zmieniło, jeśli chodzi o sprzęt czy nawierzchnię.

Leszczynianie od dwóch lat nie przegrali meczu z BETARD Spartą Wrocław. Czy mają na was swego rodzaju patent?

Jesteśmy w finale PGE Ekstraligi, gdzie spotkały się dwie najlepsze drużyny tego sezonu. Nie ma łatwych spotkań, a FOGO Unia Leszno po prostu pokazuje, jak mocną jest drużyną. Mamy najtrudniejszego przeciwnika z możliwych. My też dajemy z siebie wszystko i w miejscu, w którym jesteśmy, nie znaleźliśmy się przez przypadek.

Czego spodziewasz się po potyczce w Lesznie?

Ostatni raz byłem tam na początku sezonu, więc wiem, że będzie to diametralnie inny mecz. Wierzę w nasz zespół.

W czwartek walczyłeś o Srebrny Kask, podczas gdy drużyny trenowała na Stadionie Olimpijskim wieczorową porą. Brak treningu był dla ciebie przeszkodą?

Nie miałem wyjścia i musiałem podejść do tego spotkania z marszu. Na pewno zawody w Grudziądzu nie mogły przygotować mnie do tego meczu, ponieważ warunki torowe tam są diametralnie inne od tych wrocławskich. Na szybko musiałem oswoić się ze swoim torem, co ostatecznie pozwoliło na zdobycie punktu z bonusem.

W przyszłym sezonie prawdopodobnie będziesz liderem formacji juniorskiej BETARD Sparty Wrocław. Zwiększy to poczucie odpowiedzialności ciążącej na twojej osobie?

O tym będę myślał przygotowując się do kolejnego sezonu. Póki co skupiam się na tym co jest i uzyskaniu jak najlepszych wyników w parze z Maksymem (Drabikiem, przyp. red.). Faktem jest, że ten sezon jest swego rodzaju przygotowaniem na przyszłość i staram się tworzyć już mocny trzon swojego teamu.

Jak podsumowałbyś cały ten sezon w twoim wykonaniu? Z mojej perspektywy określiłbym go jako czas systematycznych postępów.

Z roku na rok ciągle się rozwijam. Oczywiście nie jest to swego rodzaju wystrzał formy, a raczej zrównoważony rozwój, krok po kroku. Nie mogę być niezadowolony z tego sezonu, aczkolwiek oczekuję od siebie więcej i wiem, że może być lepiej. Na finalne podsumowania przyjdzie jednak czas po odjechaniu ostatniego ligowego spotkania.

Jakie są twoje cele indywidualne na kolejny sezon?

Wszystkie możliwe! Na pewno będę starał się powalczyć i zaskoczyć w każdych zawodach. Ten sezon ułożył się nieco pechowo, kontuzja w ważnym momencie. Na szczęście wszelkie problemy są już za mną i po zakończeniu sezonu będziemy myśleć już o kolejnym.

 

Błażej Kowol