Ligowy debiut Pawła Przedpełskiego na piątkę. O meczu #CZEGOR i nie tylko (wywiad)

Fot. Marcin Szarejko
Fot. Marcin Szarejko

Czy komplet w eliminacjach Złotego Kasku może być „iskrą motywacyjną”? Czy debiut w biało – zielonych barwach można uznać za udany? Jak działa doping kibiców? Jakie są plany na najbliższy mecz w Grudziądzu? O tym wszystkim Paweł Przedpełski, zawodnik forBET Włókniarza w rozmowie ze speedwayekstraliga.pl.

Piotr Wieszczyk: Zanim podsumujemy inaugurację sezonu w Częstochowie, chciałbym tobie pogratulować kompletnego startu podczas eliminacji Złotego Kasku w Pile. Bezapelacyjnie wygrałeś całe zawody. Jak rozumiem, była to świetna zaprawa przed pierwszym meczem ligowym?

Paweł Przedpełski: Rzeczywiście, to był naprawdę fajny impuls. Wszystkie starty w tym turnieju pozwoliły mi zdobyć pełny komplet punktów. To dodało mi dużo pewności siebie. Takie zawody z pewnością budują każdego zawodnika, bo nic tak nie buduje jak zwycięstwo. Oby tych trójek było jak najwięcej na moim koncie i tego bym sobie z pewnością życzył.

Po tak dobrym starcie, rosną pewnie apetyty na zwycięstwo w finale Złotego Kasku?

Na pewno dla mnie w tej chwili najważniejsza jest PGE Ekstraliga. Musze się mocno skupić, żeby dokładać ważne punkty dla drużyny. Z drugiej strony wiadomo, że zawody indywidualne są niezmiernie ważne dla każdego zawodnika i dla mnie też. Mogę zadeklarować, że w finale Złotego Kasku będę walczył o każdy punkt. Chęci z pewnością nie brakuje.

Porozmawiajmy teraz o twoim  debiucie w biało – zielonych barwach. Jak ocenisz swoje starty w meczu?

Wiadomo, miałem nieco lepsze i gorsze starty. W pierwszym biegu mieliśmy pewne niezrozumienie. Leon Madsen chyba troszeczkę za mocno się wyniósł na zewnętrzną. Jak wiadomo, w tych pierwszych biegach meczu wyjechać z wyjścia pół metra od dmuchawca, no to już jest że tak powiem „po biegu”. W ostatnim biegu zabrakło chyba trochę refleksu. Można powiedzieć, że tutaj go trochę popsułem. Resztę biegów chyba mogę ocenić pozytywnie.  To były moje pierwsze zawody ligowe w tym sezonie na tym torze. Wyciągam wnioski. Myślę, że gdyby nie kilka drobnych błędów, to mógłbym mieć przynajmniej 2 punkty więcej.

W swoim drugim starcie wspólnie z Leonem Madsenem przywieźliście podwójne zwycięstwo dla forBET Włókniarza. To co ciekawe, przywiozłeś za swoimi plecami między innymi Bartosza Zmarzlika. Czy możemy tutaj mówić o małym sukcesie?

To rzeczywiście mały sukces. Zmarzlik należy z pewnością do najlepszych i najszybszych zawodników na świecie. Dlatego tym bardziej moje zwycięstwo biegowe nad nim bardzo cieszy i buduje na kolejne starty.

Kibice po meczu byli oczywiście zadowoleni ze zwycięstwa. Zdarzały się jednak opinie, że zaliczka przed rewanżem w Gorzowie jest relatywnie niewielka. Krótko mówiąc, niektórzy spodziewali się wyższej wygranej. Co byś powiedział tym, którzy oczekiwali więcej?

Przede wszystkim cieszy zwycięstwo i pierwsze punkty w ligowej tabeli. TRULY.WORK Stal Gorzów to aktualny wicemistrz Polski oraz bardzo silna drużyna. Oprócz liderów, wyśmienicie zaprezentował się Andres Thomsen. Co do naszych oczekiwań przed rewanżem? Sezon jest długi. Dopiero zaczynamy się rozkręcać. Zarówno w Gorzowie, jak również w każdym innym mieście za każdym razem będziemy walczyć o każdy punkt i każdy centymetr toru.

Są również tacy kibice, którzy narzekali na przygotowanie toru. Niektórzy twierdzili, że był on bardziej gorzowski niż częstochowski. Zatem pytanie, czy tor był dla ciebie zaskoczeniem?

W Częstochowie mamy naprawdę świetnego toromistrza. Damian wkłada w swoją pracę całe serce i bardzo się stara. Według mojej opinii, tor był taki sam jak na treningu. Dla nas nie było to zaskoczeniem. Trzeba wziąć pod uwagę, że mecz był dość późno. Temperatura nie była zbyt wysoka. Ten tor po zimie, jeszcze cały czas wodę oddaje. Na pewno z czasem warunki torowe tutaj w Częstochowie, jak również na każdym innym stadionie, będą się zmieniały.

Wróćmy jeszcze do pierwszego biegu, gdzie dało się zauważyć pewne niezrozumienie miedzy tobą i Leonem Madsenem. Wygląda na to, że coś nie zagrało w komunikacji miedzy wami. Czy podczas wyścigu jest w ogóle możliwa pełna komunikacja miedzy zawodnikami, czy to może bardziej efekt instynktownych działań?

Jest to z pewnością jakiś instynkt, przyzwyczajenie i pewnego rodzaju automatyzm. Ja akurat mam taki zwyczaj, że staram się spoglądać na zawodników ze swojej drużyny. Nie zawsze jest na to szansa, bo jak wiadomo przeciwnicy często przeszkadzają. Wówczas należy się jeszcze mocniej skoncentrować na tym, aby uciec do przodu i, że tak powiem brzydko, ratować swój tyłek. 

Po meczu dostałeś szalik od częstochowskich kibiców. Zostałeś zatem oficjalnie powitany drużynie. Czy przed spotkaniem z TRULY.WORK Stalą, czułeś jakąś dodatkową presję?

Presja jest zawsze i chyba nie da rady jej do końca wyrzucić. Każdy z nas wie o co jedzie i z jakimi zawodnikami staje pod taśmą. Wiadomo również, że sama otoczka rywalizacji oraz oczekiwania kibiców powodują, że takie ciśnienie wytwarza się samoistnie. Jednak taka lekka presja jest potrzebna. Nie przychodzimy tutaj zbierać grzybów.

Jak w takim razie działają na ciebie kibice?

Im więcej kibiców, tym mi się lepiej jeździ. W Częstochowie prawie cały stadion był wypełniony po brzegi. Do tego jeszcze super klimat. Mecz przy jupiterach. Wyglądało to naprawdę kosmicznie. To co najważniejsze, mieliśmy super doping, który było doskonale słychać w parku maszyn. Za co w imieniu swoim oraz całej drużyny serdecznie dziękuję. Jak wiadomo jeździmy dla kibiców.

Na koniec chciałem cię zapytać o niedaleką przyszłość. Już 12 kwietnia mecz wyjazdowy w Grudziądzu. Jak się czujesz na tym torze?

Tor grudziądzki jest specyficzny i wszyscy to wiemy. Mimo tego, że przez ostatnie lata został przez niektórych zawodników PGE Ekstraligi rozszyfrowany, to i tak dalej uważam, że jest atutem gospodarzy. Zawodnicy MRGARDEN GKM-u zwykle jadą u siebie zdecydowanie najlepiej. Na pewno nie będzie to łatwy mecz. Powiem więcej. Uważam, że będzie jednym z cięższych w sezonie. Jednak jako drużyna jedziemy tam pozytywnie nastawieni. Dodatkowo pierwsze zwycięstwo nad drużyną gorzowską dodaje nam animuszu.

Piotr Wieszczyk