Kurtz: Wygraliśmy nadspodziewanie łatwo

Fot. Wojciech Tarchalski
Fot. Wojciech Tarchalski

Mecz zapowiadany jako hitowe starcie o zwycięstwo w tabeli rundy zasadniczej pomiędzy BETARD Spartą Wrocław a FOGO Unią Leszno niewątpliwie zaskoczył. Goście przyjechali do Wrocławia jak po swoje i gładko rozprawili się ze Spartą 55:35. Wielka w tym zasługa szalejącego Australijczyka, Brady’ego Kurtza, który przywiózł w tym spotkaniu 11 punktów i bonus. Dla speedwayekstraliga.pl opowiedział o swoich meczowych odczuciach.

Błażej Kowol: Po spotkaniu w poprzedniej kolejce z TRULY.WORK Stalą Gorzów wielu kibiców poważnie zastanawiało się nad waszą formą. Tymczasem pokazaliście teraz siłę godną mistrza.

Brady Kurtz: To prawda. Przyjechaliśmy tutaj spodziewając się niezwykle trudnej przeprawy – w końcu drużyna z Wrocławia to wyjątkowo mocna drużyna. Muszę przyznać, że jestem bardzo zaskoczony wynikiem tego pojedynku. Nie spodziewałem się, że pójdzie nam z gospodarzami aż tak dobrze. Pokazaliśmy natomiast, że jesteśmy niezwykle mocnym zespołem i cóż, teraz pozostaje nam powtórzyć takie rezultaty w play-offach.

Można wręcz powiedzieć, że czuliście się jak w Lesznie – bez problemu odnaleźliście się na tym torze.

Wcześniejsze spotkania we Wrocławiu nie były dla mnie zbyt udane. Nie czułem się tutaj komfortowo, a tor nie należał do moich ulubionych. Tym razem było zupełnie inaczej. Zewnętrzna chodziła znakomicie, co pomogło nam w szybkim odnalezieniu się w kwestiach sprzętowych. Tak więc jazda na wrocławskim owalu była dla mnie wielką przyjemnością.

W jednym spotkaniu zdobyłeś w zasadzie dwa razy więcej punktów, niż w dwóch poprzednich meczach we Wrocławiu. Widać było twoją radość z tego faktu.

O tak. Wcześniej dobrze czułem się tutaj może raptem w jednym biegu. Od jakiegoś czasu dysponuje naprawdę dobrym sprzętem, który pozwala mi osiągać wyniki, których oczekiwałem. Zbliżają się jednak play-offy, a tam będzie nam zdecydowanie trudniej.

Wiele mówiło się o wrocławskim torze, więc ciebie również muszę zapytać, choć domyślam się odpowiedzi.

Tak, było inaczej niż w ubiegłym sezonie. Ścigaliśmy się tutaj w kwietniu ubiegłego roku za dnia, na trudnym, śliskim torze. To dwa różne bieguny w porównaniu z tym, co zastaliśmy tym razem. Nie wiem jak przygotowywano wrocławski tor wcześniej, lecz trudno się po tym spotkaniu do czegoś przyczepić. Sporo luźnej nawierzchni, dobre ściganie dla fanów – było naprawdę dobrze.

W piątek grillowaliście w ogródku prezesa Piotra Rusieckiego i chyba jedzenie było wyśmienite, bo fruwaliście po torze. Co takiego prezes przygotował? 

U prezesa zawsze można spodziewać się steków (śmiech).

Oprócz wyśmienitego jedzenia była też chyba mobilizacja przed najważniejszymi spotkaniami w tym roku.

Tak, ale spotkaliśmy się wspólnie, aby trochę odpocząć, spędzić czas wspólnie. Troszeczkę rozmawialiśmy o nadchodzących wyzwaniach, ale bez stresu – zależało nam na fajnym spędzeniu czasu, zrelaksowaniu się przed play-offami.

Przez cały sezon jeździsz w parze z Emilem Sayfutdinovem. Czy możliwość wypracowania pewnych schematów i stylu jazdy torowego partnera jest pomocna?

Jest, ale też nie do końca. Nie jeździ się łatwo z Emilem, ale to dlatego, że jest tak dobrym i szybkim żużlowcem. Wygrywanie wyścigów, mając go obok, nie jest łatwe. Może mecz z BETARD Spartą Wrocław nie był dla niego do końca udany, bo zawsze przywozi dwucyfrową zdobycz punktową, to jednak staram się podpatrywać go jak najwięcej i cały czas się od niego uczę. Na torze rozumiemy się bardzo dobrze.

W tym sezonie na wyjazdach twoje wyniki nie były dla ciebie zbyt satysfakcjonujące. Przed meczem średnia biegowa wynosiła mniej niż 1.000. Te 11 punktów jest dla ciebie swego rodzaju niespodzianką?

Można to tak ująć. Dobrze dogaduje się już ze sprzętem, ale cały ten sezon jest piekielnie trudny. Co rusz doskwierały mi jakieś drobne urazy, zwłaszcza z ręką. W połowie sezonu przydarzył mi się solidny dzwon. Po tym potrzebowałem przerwy, odpoczynku, która pozwoliła mi złapać drugi oddech. Mam nadzieję, że w play-offach utrzymam swoją formę, a w przyszłym sezonie będzie tylko lepiej.

Czy jazda w Szwecji i Anglii jest w tym wypadku pomocna czy to nagromadzenie spotkań daje się we znaki?

Nie mam z tym większego problemu, tym bardziej że z powodu kontuzji opuściłem sporo spotkań w Anglii. Miałem w zasadzie 5 tygodni przerwy od jakiejkolwiek jazdy i było mi to zwyczajnie potrzebne. Nabrałem przez to świeżości. W Anglii szło mi świetnie, w Szwecji w ostatnich sześciu tygodniach także. W tym momencie cieszę się po prostu z dobrych wyników.

W spotkaniach półfinałowych spotkacie się z forBET Włókniarzem Częstochowa. W rundzie zasadniczej dwukrotnie łatwo się z nimi rozprawiliście. Co sądzisz o tym rywalu?

To ciekawy i nieoczywisty zespół. Mają niezwykle szybkich liderów, ale w Lesznie powinniśmy sobie z nimi poradzić. A w Częstochowie bardzo lubię się ścigać, choć nie miałem tam świetnych rezultatów. To jednak fajny tor i liczę na dobry wynik.

 

Błażej Kowol